sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 18

Kevin

Z parującym kubkiem kawy wyszedłem na taras za domem. Musiałem przyswoić sobie wszystkie informacje, które przed chwilą usłyszałem. Wyjąłem paczkę papierosów.
Zacznijmy od tego, że Patrick się nie ścigał. Dlaczego? Bał się przegranej czy utraty szacunku? Wziąłem jedną fajkę do ust i odpaliłem.
Wynajmował innych, dobrych kierowców, żeby ścigali się za niego i płacił im połowę tego co zarobił za wyścig. Zaciągnąłem się, a dym wypełnił płuca.
Mój mózg wariował od ilości pytań, ale jeszcze bardziej z braku odpowiedzi.
-Nad czym myślisz? - głos Louisa wyrwał mnie z transu.
-O tym co powiedziała Rose. Nic z tego nie rozumiem. - przyznałem.
-No to nie jesteś sam.
-Muszę jechać do Harry'ego i mu o tym opowiedzieć. No i zawieść Rose do jej domu.
-Czyli mam ci pożyczyć jakiś samochód, tak? - spytał.
-Jak ty mnie dobrze znasz. - uśmiechnąłem się.
-Pamiętasz Izzy* ? - pokiwałem głową – Możesz ją wziąć.
-Dzięki, jesteś najlepszy.
-Wiem. A nie powinieneś iść czasem do szkoły? - wyszczerzył zęby.
-No tak, Lou, już zapierdalam.
Wszedłem do kuchni, odstawiając pusty kubek do zmywarki. Usłyszałem śmiech dziewczyn dobiegający z salonu. Kiedy stanąłem w progu zobaczyłem jak Monic pokazuje jakieś zdjęcia Rose, a po chwili obie wybuchają niekontrolowanym chichotem.
-Nie chcę przeszkadzać, ale musimy się zbierać. - rzuciłem w kierunku brunetki.
-Gdzie? - spytała zdziwiona.
-Zamierzam odwieść cię do domu.
-Dam sobie radę sama. - rzekła hardo.
-Nie utrudniaj mi tego, proszę.
Jako odpowiedź otrzymałem uniesioną w górę brew dziewczyny. Przewróciłem oczami i podszedłem do Rose. Wziąłem ją na ręce i ruszyłem w kierunku garażu. Dziewczyna ciągle się szarpała i krzyczała, ale ignorowałem to.
-Dziękuję Monic za wszystko! - krzyknąłem.
-Nie ma sprawy. - usłyszałem jeszcze jej śmiech.
Kiedy znalazłem odpowiedni samochód, posadziłem dziewczynę na miejscu pasażera, a sam usiadłem za kierownicą.
-Jesteś nieznośny. - powiedziała, gdy wyjechaliśmy z posiadłości Louisa.
-A ty strasznie uparta i przemądrzała, ale ci tego nie mówię. Gdzie mam jechać, księżniczko? - spytałem.
-Mówiłam, że dam sobie radę. Czemu to robisz?
-Bo chcę, żebyś bezpiecznie dotarła do domu?
Niechętnie podała mi w końcu swój adres. Kiedy usłyszałem, gdzie mieszka, zdziwiłem się. Nie była to ta część Londynu, którą chętnie się odwiedza.
Zatrzymałem się i zgasiłem silnik. Wysiadłem i otworzyłem jej drzwi.
-Jaki dżentelmen. - skomentowała sarkastycznie.
Wywróciłem tylko oczami i skierowałem się do wejścia jej domu.
-A ty gdzie? - zapytała.
-Zakładam, że masz rodziców, dziadków, starsze rodzeństwo? No to trzeba im powiedzieć, żeby mieli na ciebie oko, nie sądzisz?
-Nie. Kevin, nie zrobisz mi tego! - uniosła się.
Trafiłem w czuły punkt. Rodzina o niczym nie wie. Uśmiechnąłem się.
-Ależ muszę. Wczoraj prawie byś zginęła. Poza tym, wybacz, ale wydaje mi się, że nielegalne wyścigi nie są dla ciebie. - powiedziałem.
-Nic o mnie nie wiesz! Jak śmiesz tak mówić?! Przysięgam, że jeżeli cokolwiek powiesz mojemu bratu to...
Urwała, gdy do naszych uszu dotarło czyjeś chrząknięcie.
-Liam... Dużo słyszałeś? - zapytała Rose.
-Wystarczająco. Czego masz mi nie mówić? - swoje pytanie skierował do mnie.
-Może wejdziemy do środka? - zaproponowałem.
Chłopak przepuścił nas, po czym zamknął drzwi.
-Kevin.
-Liam. - uścisnęliśmy sobie ręcę – Więc?
-Wiesz może co wczoraj robiła Rose? - zapytałem i spojrzałem na dziewczynę.
-Wydaje mi się, że chyba nie nocowała u koleżanki. - odpowiedział.
-Nie. Ścigała się ze mną w nielegalnych wyścigach.
-Co?! - krzyknął.
-To nie koniec. Był wypadek i...
-Kevin, dość. - wpadła mi w słowo brunetka.
-I Rose mogła zginąć. - dokończyłem patrząc jej w oczy.
-Była policja? - spytał Liam.
Pokiwałem głową.
-Boże, dziewczyno w coś ty się znowu wpakowała. - zaczął Liam.
-Zgubiłem ich. Ale wydaje mi się, że gdyby nie Patrick, to...
-Patrick? Patrcik Foster? - zapytał.
-Tak, znasz gościa?
-Aż za dobrze. Gdybym tylko mógł temu gnojowi przywalić.
-No to widzę, że się dogadamy. - uśmiechnąłem się.
**

W domu Liama i Rose spędziłem około godziny. Opowiedziałem chłopakowi wszystko, co wiedziałem. Polubiłem go. Był naprawdę fajny i widać, że martwił się o swoją siostrę.
Do Harry'ego przyjechałem kilka minut po dziewiątej. Wiedziałem, że będzie spał i nawet moje głośne pukanie go nie obudzi, więc po prostu wszedłem do jego domu. Skierowałem się do kuchni. Zajrzałem do lodówki. Była pełna. No tak, siostra loczka przyjechała.
Nie byłem głodny, więc nalałem sobie soku do szklanki. Ruszyłem do pokoju chłopaka nie pukając.
-Wstawaj, śpiąca królewno, twój książe przyjechał. - krzyknąłem do ucha przyjacielowi.
-Masz dwie minuty zanim cię zabiję. - wychrypiał.
Usiadłem na jedynym krześle, które nie było zajęte przez walające się wszędzie części garderoby Harry'ego.
-Ty masz dwie minuty, żeby zebrać dupę. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Nie zareagował. Zasnął. Niewiele myśląc podszedłem łóżka i wylałem na niego resztę soku. Od razu podniósł się do pozycji siedzącej i otworzył oczy.
-Czy ciebie już do końca pojebało, Williams? - warknął.
-Minuta. - uśmiechnąłem się i wyszedłem z pokoju.
Wróciłem do kuchni. Pomyślałem, że zrobię placki. Wyjąłem odpowiednie produkty i zacząłem przygotowywać masę. Nagrzałem patelnię i zacząłem smażyć, kiedy w progu pojawił się Harry.
-Nawet nie myśl, że przekupisz mnie tym czymś, co ładnie pachnie. Ciągle jestem na ciebie obrażony. - powiedział.
-Nie musisz jeść, nikt ci nie każe. - uśmiechnąłem się.
-Jak wczorajszy wyścig? - spytał.
-Właśnie o to mi chodzi.
Opowiedziałem mu o wszystkim. Słuchał mnie uważnie, czasami wtrącając komentarz. Kiedy skończyłem mówić, placki były już gotowe, a zielonooki opierał głowę na łokciach na blacie.
-Nic z tego nie rozumiem. - odezwał się po jakimś czasie.
-Ani ja. - westchnąłem – I w tym problem.
-Ale wiesz, co myślę?
Spojrzałem na niego, oczekując odpowiedzi.
-Że jesteś dobrym kucharzem. - uśmiechnął się, sięgając po kolejnego placka.




* Izzy - Louis nazywał tak jeden ze swoich samochodów :) 


Dodaję ten rozdział wcześniej, niż myślałam :D Liczę na wasze komentarze :3 Miłego czytania! :) 
Gdybyście mieli jakieś pytania, mój twitter : @iLoveDoots :)

piątek, 25 lipca 2014

Informacje :)

Hej, misie! x

Informacje ogólne:
Nicole i Kevin mają 19 lat i są bliźniakami. Ich mama, Margaret, pracuje jako lekarz w szpitalu. Dwa lata temu, gdy rodzeństwo miało 17 lat, u ich ojca wykryto chorobę psychiczną. Zmieniał się, zaczął znęcać się nad Kevinem psychicznie. Nie raz dochodziło też do rękoczynów. Resztę powinniście już wiedzieć, jeśli czytaliście poprzednie rozdziały :)

Bohaterowie:

Nicole – Chodzi do ostatniej klasy liceum, ma dwie przyjaciółki – Emily i Nel. Jest zżyta z bratem. Wciąż nie może dojść do siebie po ataku ojca, choć minęły 2 lata. Skryta i nieśmiała próbuje zacząć żyć od nowa. Kto jej w tym pomoże?

Kevin – Chodzi do ostatniej klasy liceum. Kiedy zaczęły pojawiać się problemy z ojcem na jego drodze stanął Patrick. To przez niego Kevin zaczął brać narkotyki. Gdy jego były "przyjaciel" zaproponował mu udział w nielegalnych wyścigach, ten od razu się zgodził. Poznał tam Harry'ego i Louisa. Zaprzyjaźnił się z nimi, zostawiając Patricka. W wieku 18 lat zakończył swoją przygodę w łamaniu prawa, jednak przeszłość daje o sobie znać. Czy poradzi sobie z problemami?

Harry – Ma 20 lat i nie chodzi do szkoły. Miał dziewczynę, Alex, którą bardzo kochał. Niestety, ich związek się rozpadł z winy dziewczyny. Jego historię poznacie już niebawem, teraz nie chcę zdradzać szczegółów.

Nel i Emily – są przyjaciółkami Nicole od 2 lat. Nie wiedzą dokładnie co stało się pomiędzy Nic a jej ojcem. Czy kiedykolwiek się o tym dowiedzą?

Louis – Ma 21 lat. Przyjaciel Harry'ego i Kevina. Poznali się na wyścigach i od razu zaprzyjaźnili. Kiedy chłopcy odeszli, ich kontakt się urwał. Wszystko się zmienia, gdy Louis odbiera telefon od Kevina. Czy ten jest w stanie mu pomóc bez względu na wszystko?

Monic – Ma 20 lat, dziewczyna Louisa. Odegra bardzo ważną rolę w życiu jednego z głównych bohaterów. Którego? 


Niall – Ma 20 lat. Jak już pewnie wiecie, stracił rodziców w wypadku samochodowym i mieszka u dziadków. Kiedy powiedział o tym Nicole, wiedział, że zostaną przyjaciółmi. Czy wyniknie z tego coś więcej? A może po prostu będą traktować się jak rodzeństwo?  


Jak widzicie nie dodałam Patricka, ponieważ wydaje mi się, że nie jest to potrzebne :) Każdy chyba widzi jaki on jest i oceni po swojemu. 
Brakuje tu też Rose. Jej historię także poznacie, ale postanowiłam narazie niczego nie zdradzać, żeby było ciekawiej. :)
Nawet nie wiecie jak bardzo po tych pytaniach na końcu chciałam dodać "Dowiecie się tego, czytając mojego bloga" ! xD 
Mam nadzieję, że jeszcze was nie zanudziłam tą historią i jesteście ciekawi dalszego ciągu :) Mogę wam zdradzić, że w następnym rozdziale pojawi się nowa postać!
To chyba na tyle w tej notce. Dziękuję za TYLE wyświetleń !!! I komentarze oczywiście też :) Mam nadzieję, że będzie ich więcej, bo naprawdę chcę wiedzieć co o tym sądzicie ;)
Okej, koniec. Miłej nocki wszystkim! xx

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 17

Kevin

Odpaliłem silnik samochodu. Czekałem na rozpoczęcie wyścigu. Zerknąłem jeszcze na Rose. Przez szybę widziałem tylko jak zaciska szczękę. Była skupiona i zawzięta, wiedziałem, że chce to wygrać mimo wszystko. Uśmiechnąłem się. Zobaczymy, kto jest lepszy.
Gdy tylko flaga została opuszczona, od razu ruszyłem. Dziewczyna jechała ze mną równo cały czas. Znałem tą trasę bardzo dobrze, nie była trudna. Zostało jeszcze trzysta metrów prostej drogi, potem zaczynał się ostry zakręt. Nie wiedziałem, czy Rose zna to otoczenie, ale wiedziałem, że jeżeli zaraz nie zwolni to nie skończy się dobrze.
Zacząłem hamować, żeby gładko wejść w zakręt. Moja przeciwniczka ciągle przyśpieszała.
To stało się w ułamku sekundy. Kiedy dziewczyna zakręcała z naprzeciwka wyjechało inne auto. Uderzyła w nie z impetem wcześniej próbując zakręcić. Gdyby tego nie zrobiła, teraz pewnie by nie żyła. Samochód uderzył w jej prawy bok. Zatrzymałem swój pojazd.
Co mam teraz robić? Wyścigu na pewno nie zakończę. Muszę jej pomóc.
Szybko wysiadłem i podbiegłem do samochodu, którym jechała dziewczyna. Otworzyłem drzwi. Ujrzałem Rose leżącą na kierownicy. Włosy lepiły się jej od krwi. Odpiąłem pas i delikatnie wziąłem ją na ręce.
Posadziłem ją na tylnym siedzeniu w swoim aucie. Kiedy zamierzałem podejść do kierowcy drugiego auta, usłyszałem syreny policyjne. Zamarłem. Nie, to nie może dziać się naprawdę!
Nie miałem czasu, żeby sprawdzić co się stało z tamtym. Musiałem uciekać. Gliny nie mogą mnie dorwać.
Z piskiem opon ruszyłem z miejsca wypadku. Poczułem się jak tchórz. Powinienem tam zostać i pomóc. A zamiast tego uciekam z dziewczyną, która spowodowała całe to zamieszanie. Jestem idiotą.
Spojrzałem w boczne lusterko i zakląłem. Ścigają mnie. Muszę ich zgubić. Bez namysłu skręciłem w pierwszą uliczkę. Teraz modliłem się, żeby nie był to ślepy zaułek.
Odwróciłem się do tyłu. Dziewczyna mamrotała, ale nie mogłem nic zrozumieć. Cholera.
Na szczęście udało mi się wyjechać z tej uliczki i uciec przed policją. Teraz muszę zrobić coś z Rose. Szpital odpada. Masa niewygodnych pytań i podejrzeń. Kto mógłby mi pomóc?
Od razu pomyślałem o Nicole. Ona na pewno dałaby radę. Ale przecież o niczym nie wie.
Harry? Nie, on na pewno nie. Został mi tylko Louis.
Wyciągnąłem telefon i połączyłem się z przyjacielem.
-No co tam? - zapytał.
-Mamy małe komplikacje. Mogę do ciebie przyjechać?
-Pewnie. Kevin, co się stało? - zmartwienie w jego głosie, dobiło mnie.
-To nie jest rozmowa na telefon. Mógłbyś przygotować coś do opatrzenia ran?
-Kevin, kurwa, co się stało? - krzyknął.
-Był wypadek. Będę za jakieś dziesięć minut.
Rozłączyłem się. Przyśpieszyłem, im szybciej będę u Louisa, tym lepiej.

**
-Boże, co jej się stało?! - krzyknęła Monic, kiedy wszedłem do domu z Rose na rękach.
-Zaraz wytłumaczę. Mogłabyś się nią zająć? - spytałem.
Dziewczyna kiwnęła głową i wskazała na sofę. Położyłem na niej ranną i udałem się do garażu, w którym przebywał Louis.
Przyjaciel opierał się o maskę samochodu. Wzrok wbity miał w podłogę.
-Nie uszkodziłem auta? - zacząłem.
-Nie. Kevin, powiedz w końcu co się stało. - zażądał.
Westchnąłem, ale opowiedziałem mu o wszystkim. O tym, że Patrick wmieszał do całej sprawy moją siostrę i kazał się ścigać z dziewczyną, która spowodowała wypadek. Wspomniałem jeszcze o pościgu i doradziłem, żeby Lou zmienił rejestracje. Chłopak pokiwał tylko głową.
-Louis, ja nie mogę pozwolić, żeby coś się jej stało. Nie przeżyję tego. - mój głos się załamał.
-Nie jesteś sam. Masz nas. Pomożemy ci.
Podszedł do mnie i przytulił.
-Chodź na górę. Sprawdzimy jak się ma ta cała...
-Rose. - wyjaśniłem.
Weszliśmy do salonu. Monic od razu wtuliła się w swojego chłopaka.
-Wydaje mi się, że ma lekkie wstrząśnienie mózgu, poza tym ma ranę na głowie. Nie duża, ale straciła trochę kwi. No i jeszcze siniaki.
-Czy będzie dla was kłopotem, jeśli ona zostanie tu na noc? - zapytałem.
-Nie. Nawet bym jej teraz nie wypuściła. Jest bardzo słaba. Musi odpocząć.
-Dziękuję, Monic. Za wszystko.
Dziewczyna posłała mi uśmiech, który starałem się odwzajemnić. Nie wiem, czy mi to wyszło.
-To ja się będę zbierał.
-Nie wygłupiaj się. Zostaniesz na noc. - powiedział Louis.
-Nie, Lou. Już i tak będziesz miał przeze mnie dużo kłopotów.
-Kłopoty to ja będę miał, jak nie zostaniesz na noc. Gościnny jest na piętrze, drugie drzwi na prawo. - zakomunikował.
-Dzięki. W takim razie, dobranoc.
Przytuliłem jeszcze Monic i poszedłem do wyznaczonego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz. Nie zapalałem światła. Lubiłem ciemność. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Nicole. Dalej nie wiedziałem co powiedziała mamie. Jednak siostra miała wyłączoną komórkę. Napisałem więc sms-a i ustawiłem budzik.
Z mętlikiem w głowie, usnąłem.

**

Obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Nocowałeś u Harry'ego i idziesz dzisiaj do szkoły. Kocham Cię xx
Zakląłem. Nie mogę iść do szkoły i zostawić tu Rose. Muszę ją odwieść do domu, a potem znaleźć Patricka.
Moje życie nie może być bardziej skomplikowane. Przez ostatni rok wszystko się układało. Skończyłem z wyścigami i narkotykami. Powróciłem do normalności. Do czasu, aż w Londynie znowu nie pojawił się ten skurwiel.
Otworzyłem drzwi i najciszej jak umiałem zszedłem na dół. Nie chciałem nikogo budzić swoimi porannymi wędrówkami. Skierowałem się do kuchni. Zdziwiłem się widząc Rose siedzącą na krześle i rozmawiającą z Monic.
-Dzień dobry, dziewczyny. - powiedziałem.
Chyba przerwałem im ważną konwersację, bo od razu umilkły.
-Hej. Już wstałeś? - spytała Monic – Siadaj, zaraz zrobię ci coś na śniadanie.
-Nie jestem głodny. Ale jak masz kawę, to chętnie. - uśmiechnąłem się.
-Jasne.
Usiadłem koło Rose i zacząłem bawić się solniczką.
-Więc, jak się czujesz? - zacząłem.
-Lepiej niż wczoraj.
Pokiwałem głową. Nie wiedziałem, co mogę teraz powiedzieć.
-Słuchaj, Kevin tak?
Przytaknąłem.
-Dziękuję, że mnie wczoraj nie zostawiłeś. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna, bo wiem jakby to mogło się skończyć. Louis mi mówił, że była policja.
Kiedy kończyła mówić, do kuchni wszedł mój przyjaciel.
-O, a już miałem cię ściągać z łóżka. - zaśmiał się.
-Nie tym razem. - odpowiedziałem.
Spojrzałem na Rose. Uśmiechnęła się do mnie.
-Nie masz za co dziękować. Nie umiałbym cię tam zostawić. - powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Jeszcze raz dziękuję. Może zaczniemy od nowa? Wydaje mi się, że nasze pierwsze spotkanie nie wypadło najlepiej.
-Czemu nie? - zaśmiałem się – Jestem Kevin.
-A ja Rose. Miło mi cię poznać. - uśmiechnęła się.
Lubiłem jej uśmiech. Wydawał się być prawdziwy.
-Mam pytanie.
-Dajesz. - powiedziała.
-Czemu Patrick kazał ci się ze mną ścigać? - zapytałem.
Wiem, może to nie była odpowiednia pora, żeby o to pytać, ale musiałem wiedzieć.
-Myślę, że po prostu byłam jego najlepszym kierowcą. - tą wypowiedzią zbiła mnie z tropu.
-Najlepszym kierowcą? Nie rozumiem.
-Patrick od paru miesięcy obserwował wszystkie amatorskie wyścigi w Londynie. Był na paru, w których wygrałam. Po kolejnym zwycięstwie podszedł do mnie i zaproponował współpracę. - wyjaśniła.
-Czyli, że on się nie ściga? W ogóle? Tylko każe innym ludziom robić to za niego?
-Nie ściga się a ludzie, którzy to robią dostają dużo kasy.
-Ile? - spytałem.
-Połowę zysku.
Spojrzałem na Louisa. Czy tylko ja nic z tego nie rozumiem?



Witam ponownie :D 
Obiecałam, więc wstawiam :) Niby sprawdzałam, czy nie ma żadnych błędów, ale jakby coś się trafiło to piszcie :) Jeszcze raz dziękuję za komentarze <3 TYLE radości ^^
Co do rozdziału, sądzę, że nie wyszedł najlepiej. Sporo mogłabym poprawić, no ale cóż. Czasami tak bywa :d Jeżeli nie możecie się połapać, bo wydaje się wam skomplikowane to ff, to już wyjaśniam. 
Zanim zaczęłam sama pisać, dużo czytałam. I szczerze? Znudził mi się podstawowy schemat. Jednak jeśli chcecie to w najbliższym czasie mogę dodać posta z krótką charakterystyką bohaterów :) 
A teraz liczę na wasze komentarze dotyczące tego rozdziału :) 
Pozdrawiam wszystkich :3

Hej :)

Witam wszystkich! xx
Zauważyłam w ostatnim czasie więcej wejść na blogu i więcej osób czytających moje opowiadanie! :) Bardzo mi miło. Chciałabym podziękować tym osobom, które komentują <3 Dają mi wiele wiary w siebie i mam chęć szybciej pisać :) I tak sobie pomyślałam, że jeżeli będzie dzisiaj 1000 wyświetleń bloga ogólnie, to dodam nowy rozdział. I tak bym dodała, ale pewnie jutro, albo pojutrze. Ale jeśli dziś dacie radę tyle wejść na mojego bloga to ja dam radę skończyć wczoraj zaczęty rozdział :> Pewnie sami widzicie, że zostało już niewiele do 1000! :) I powiem, że jest to taki mój mały sukces :) Jeżeli się wam uda, to będzie mi bardzo miło <3 A tymczasem, życzę miłego dnia.
Pa ;*

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 16

Nicole


Otworzyłam zaspane oczy. Przez całą noc myślałam o Niallu. Chciał się ze mną spotkać. Nie znałam go wcale. Jedyne co o nim wiedziałam to to, że lubi te same żelki co ja. Uśmiechnęłam się mimowolnie przypominając sobie sytuację w sklepie.
Podniosłam się na łóżku do pozycji siedzącej. Wzięłam do ręki swój telefon z zamiarem sprawdzenia godziny, kiedy do pokoju wpadła mama.
-Nicole, zbieraj się do szkoły, za dziesięć minut autobus! - krzyknęła.
Jak oparzona wyskoczyłam z łóżka kierując się do łazienki. Po drodze wzięłam jeszcze czystą bieliznę i ubrania, które pierwsze wpadły mi w ręce.
To był chyba mój najszybszy prysznic w świecie. Po dwóch minutach stałam przed lusterkiem. Warga wróciła już do swoich normalnych rozmiarów, ale skóra wokół oka była zielono-żółta. Postanowiłam więc zrobić lekki makijaż, żeby to zakryć. Tą czynność także wykonałam w zaskakującym tempie.
Musiałam jeszcze umyć zęby i wysuszyć włosy. Nałożyłam pastę na szczoteczkę i podłączyłam suszarkę do kontaktu. Robiąc dwie rzeczy naraz zeszło mi dłużej, ale teraz moim priorytetem było nie spóźnić się na autobus, który przecież na mnie nie poczeka.
-Mamo, ile mam jeszcze czasu? - krzyknęłam
-W sumie, to jakieś pół godziny. - odpowiedziała, śmiejąc się.
Zostawiłam otwarte na oścież drzwi do łazienki i weszłam do kuchni. Spojrzałam na zegarek. Była siódma rano. Autobus jest zawsze na przystanku o siódmej trzydzieści.
-Prima Aprilis*, słonko! - przytuliła mnie.
Zaczęłam się śmiać. Po raz pierwszy dałam się komuś wrobić. Zapomniałam, na śmierć zapomniałam, że dzisiaj jest prima aprilis.
-No to teraz możesz w spokoju dokończyć się szykować, prawda? - spytała, odsuwając się ode mnie.
-Tak, idę suszyć włosy. Swoją drogą, nieźle mnie wkręciłaś, mamusiu.
Ponownie włączyłam urządzenie, zastanawiając się czy mi też uda się kogoś wrobić. Od razu pomyślałam o Emily. Może powiem, że w jej ulubionym sklepie jest wyprzedaż? Nie, już wiem, że to nie wypali. Ona codziennie przegląda wszystkie możliwe strony internetowe szukając promocji. Cóż, pozostaje mi tylko myśleć spontanicznie. Może się uda.
Wyszłam z łazienki kierując się do swojego pokoju. Czekając, aż mój telefon powróci do świata żywych, zaczęłam pakować książki. Gdy skończyłam, usiadłam na łóżku. Odblokowałam komórkę. Miałam dwie wiadomości i jedno nieodebrane połączenie. Dzwonił do mnie Kevin. Postanowiłam, że najpierw zobaczę sms-y, a potem oddzwonię do brata.
Nadawca: Niall
Odbiorca: Nicole
Mam coś lepszego od żelek, zaufaj mi :) Gdzie spotkamy?
Co może być lepsze od żelek?
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Nicole
Czemu nie odbierasz? Nie wrócę na noc. Co powiedziałaś mamie?
Uderzyłam się w czoło. Oczywiście znowu zapomniałam o czymś ważnym. Mój alzheimer mnie czasami przeraża. Bo nie ulega wątpliwości, że cierpię na tą chorobę.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Nocowałeś u Harry'ego i idziesz dzisiaj do szkoły. Kocham Cię xx
Wiedziałam, że nie będzie w stanie wstać z łóżka i powlec się do szkoły, ale musiałam tak powiedzieć. Mama nie lubi jak opuszczamy zajęcia, a Kevin miał dziwną tendencję do nie pojawiania się w szkole od jakiegoś czasu.
Moje przemyślenia przerwała mama, która weszła do pokoju.
-Skarbie, niedługo naprawdę możesz się spóźnić. - powiedziała.
-Okej, już idę.
Założyłam plecak i udałam się do holu. Sznurowałam właśnie ulubione trampki, gdy usłyszałam pytanie.
-Masz jakieś plany na dzisiejszy dzień?
I co ja mam odpowiedzieć? Tak mamo, idę na randkę z chłopakiem, którego w ogóle nie znam?
-Tak, umówiłam się z kimś, a co?
-A nic, tak pytam. Jaki to chłopak?
-Um... fajny. Muszę lecieć na autobus, pa! - krzyknęłam, zamykając za sobą drzwi.
Wiedziałam, że będę musiała opowiedzieć jej wszystko, ale nie byłam jeszcze na to gotowa. Najpierw chcę go bardziej poznać.

**

Lekcje w szkole minęły mi szybko. Nie wiem czy to za sprawą przyjaciółek, które przez cały dzień próbowały kogoś wkręcić, ale ani razu im się to nie udało, czy może dlatego, że miałam spotkać się z Niallem? Kiedy zadzwonił dzwonek, nie śpieszyłam się z pakowaniem. Wiedziałam, że dziewczyny mogą zacząć coś podejrzewać, więc robiłam wszystko w normalnym tempie.
Dopiero kiedy znalazłyśmy się na zewnątrz, postanowiłam im powiedzieć.
-Spotykam się dzisiaj z Niallem. - oznajmiłam na jednym wydechu.
Przyjaciółki spojrzały na mnie ze zdziwieniem, jednak już po chwili do moich uszu dotarł radosny pisk Nel i poczułam jej ręce oplatające się na moim karku. Kilka uczniów odwróciło się w naszą stronę, ale zignorowałam ich.
-W końcu, Nic! - powiedziała uradowana.
-Co w końcu? - spytałam.
-No, umówiłaś się z kimś.
Nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć, więc po prostu się uśmiechnęłam.
-Kim jest Niall? - zaciekawiła się Emily.
-Poznałam go w sklepie. Pomógł mi ściągnąć żelki z górnej półki. - wytłumaczyłam.
-Hmm... a o której się umówiliście?
Jezu! Przecież miałam mu odpisać. Szybko wyjęłam telefon z kieszonki spodni.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Niall
Kojarzysz może kawiarnię „U Anabeli”?
Nie musiałam długo czekać.
Nadawca: Niall
Odbiorca: Nicole
Pewnie. To o 16? :)
Potwierdziłam i zablokowałam komórkę.
-O 16 u Anabeli. - odpowiedziałam.
-Nicole! Zostało nam niewiele ponad godzinę! Mamy mało czasu, żebyś wyglądała pięknie! - Emily prawie krzyknęła.

**

Po wszystkich zabiegach upiększających Emily i zmierzeniu chyba ze stu kreacji wybranych przez Nel, byłam gotowa. Cieszyłam się, że spotkam znowu chłopaka. Mógł okazać się naprawdę miły. Być może moglibyśmy zostać przyjaciółmi?
Na ziemię sprowadził mnie głos Emily.
-Jeśli zaraz nie wyjdziesz, na pewno się spóźnisz.
-Już idę. - uśmiechnęłam się.
Zamknęłam za nami drzwi i ruszyłyśmy do wyjścia. Dopiero teraz zaczęłam się stresować. Dziewczyny powiedziały, że mnie odprowadzą, bo chcą zobaczyć jak wygląda chłopak. Kiedy byłyśmy wystarczająco blisko, wskazałam im dyskretnie z kim się umówiłam. Nel zagwizdała z zachwytu.
-Ciacho. - skomentowała Em.
-No to cześć. - przytuliły mnie i poszły dalej.
Spojrzałam ostatni raz na dziewczyny. Nel pokazała mi kciuk uniesiony w górę i uśmiechnęła się delikatnie. Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do środka.
Od razu poczułam znajomy zapach wanilii i karmelu. Podeszłam do lady i zamówiłam sobie kawę. Z parującym kubkiem ruszyłam w stronę Nialla.
-Hej. - powiedziałam, dosiadając się stolika.
-Cześć. - uśmiechnął się.
-Długo czekasz? - spytałam.
-Nie, sam niedawno przyszedłem.
-Nic nie zamawiasz?
-Nie, zamierzam później cię gdzieś zabrać. Tylko skończ kawę.
Pokiwałam głową. Okazało się, że chłopak jest naprawdę sympatyczny. Ciągle się uśmiechał i żartował. Chyba pierwszy raz w życiu tak długo piłam kawę, ale nie mogłam przestać się śmiać.
-To co, możemy iść? - zapytał chłopak.
-Tak, tylko zapłacę.
Położyłam na stole banknot i ruszyliśmy do wyjścia. Niall przytrzymał dla mnie drzwi.
-Dziękuję panu. - skłoniłam się.
-Ależ nie ma za co. Może zechce się pani wesprzeć na moim ramieniu?
-Z chęcią. Bardzo pan uprzejmy.
Dłużej nie wytrzymałam i wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Chłopak poszedł w moje ślady i już po chwili oboje trzymaliśmy się za bolące brzuchy.
-Czekaj, mówiłeś, że masz coś lepszego od żelek. Co to jest? - spytałam.
-Tajemnica. Chodź, chcę ci coś pokazać. - uśmiechnął się i złapał mnie za rękę.
W sumie, nie krępowało mnie to. Naprawdę polubiłam Nialla. Myślę, że jeszcze parę takich spotkań i mogłabym uznać go za przyjaciela.
Nie zauważyłam, że stanęliśmy dopóki chłopak nie puścił mojej ręki. Rozejrzałam się dookoła. Byliśmy nad rzeką. Po obu stronach pięły się w górę wysokie drzewa, ale tylko jedno mnie zainteresowało. Dokładniej dwuosobowa huśtawka, która została do niego przymocowana.
-Pięknie tu. - szepnęłam.
-Wiem, przychodzę tu od dziecka.
-Mieszkasz niedaleko? - spytałam zdziwiona.
-I tak, i nie. Przyjeżdżałem tu na wakacje do dziadków, ale odkąd moi rodzice zginęli w wypadku... - po jego policzku spłynęła łza.
Przytuliłam się do chłopaka chcąc dodać mu otuchy. Trwaliśmy tak dobre kilka minut, dopóki Niall się nie odsunął.
-Przepraszam, pewnie teraz myślisz, że jestem mięczakiem.
-Nie, teraz myślę, że jesteś wrażliwym chłopakiem, który bardzo przeżył stratę najbliższych. To dowodzi, że masz uczucia, a nie to, że jesteś mięczakiem. - kiedy to mówiłam ciągle patrzyłam mu w oczy.
-Dziękuję, Nicole.
-No, to gdzie masz to coś lepszego od żelków? - uśmiechnęłam się.
-Jeszcze trochę i pomyślę, że spotkałaś się ze mną tylko dlatego. - zaśmiał się – Poczekasz chwilę? Zaraz wrócę.
-Okej. Ale będę się nudzić. Co proponujesz? - spytałam.
-Huśtawkę. A teraz wybacz, im szybciej pójdę, tym szybciej wrócę. - powiedział i już go nie było.
Podreptałam w stronę największego drzewa. Usiadłam na huśtawce. Miałam chwilę, żeby pomyśleć. Niall to bardzo miły i sympatyczny chłopak. Dobrze mi się z nim rozmawia i sądzę, że zostaniemy przyjaciółmi po tym co dzisiaj mi powiedział. Dowiedziałam się o nim sporo nowych rzeczy. Kiedy zaczęłam nas porównywać, stwierdziłam, że prawie w ogóle się nie różnimy. Dużo cech nas łączy. Uśmiechnęłam się do siebie. Dobrze, że dałam mu wtedy ten numer. Z zamyśleń wyrwał mnie jego głos.
-Wróciłem. Wiem, że tęskniłaś.
-Rozgryzłeś mnie. - odpowiedziałam z uśmiechem. Dopiero po chwili zauważyłam reklamówkę w jego dłoniach.
-Co tam masz? - spytałam.
Nie odpowiedział. Usiadł obok mnie po czym wyciągnął coś z siatki i położył na mojej dłoni.
-Czekoladowe jajko? Skąd je masz? Myślałam, że nie ma ich już w produkcji! - pisnęłam z zachwytu.
-Czy to oznacza, że dostanę buziaka? - zapytał.
-A może, może. - powiedziałam i nachyliłam się do chłopaka. Cmoknęłam go w policzek.
-No to smacznego. - powiedział, po czym odgryzł kawałek czekolady.

**
-Dziękuję, że zgodziłaś się ze mną spotkać. - zaczął, kiedy staliśmy już pod moim blokiem.
-To ja dziękuję. Już dawno się tyle nie śmiałam. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy? - zapytałam.
-Czytasz mi w myślach. - zaśmiał się.
-Taka telepatia przyjaciół. - odpowiedziałam – To ja będę szła. Jeszcze raz dzięki za wszystko.
-Przyjemność po mojej stronie. - ukłonił się.
Podeszłam do niego i drugi raz w tym dniu dałam mu buziaka w policzek.
-Do zobaczenia, Niall.
-Miłych snów, Nic.

Odwróciłam się i ruszyłam po schodach na trzecie piętro. To był zdecydowanie udany dzień.  





* Prima Aprilis - w krajach anglojęzycznych ten dzień jest nazywany Dniem Głupca :)


Mam nadzieję, że nie jest to najgorszy rozdział jaki czytaliście. Trochę nad nim pracowałam. Opinię o nim, pozostawiam wam :)  Za wszystkie komentarze dziękuję <3 

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 15

Kevin

Znajdując się w miejscu, gdzie za chwilę odbędą się wyścigi, poczułem się dziwnie. Tak dawno miałem styczność z tym otoczeniem i ludźmi. Skąpo ubrane dziewczyny czekające na zwycięzców, kibice dopingujący swoich faworytów i podchmieleni faceci liczący na łatwy podryw. Oprócz tego gwar. Piski, krzyki i owacje. Nie czułem się tutaj komfortowo. Już nie.
Wyszedłem z samochodu, który zaparkowałem dalej od całego zgromadzenia. Wzrokiem przeczesałem teren. Zdziwiłem się zastając tylko jedno auto gotowe do wyścigu. Czyżby bali się, że policja może ich złapać?
Szukałem dalej mając nadzieję zobaczyć Patricka. Długo nie musiałem tego robić, bo już po chwili odnalazłem go, obściskującego się z jakąś blondynką. Pewnym krokiem ruszyłem w jego stronę przepychając się przez tłum ciał.
Stanąłem obok niego i chrząknąłem. Chłopak ze złą miną odsunął się od dziewczyny i spojrzał na osobę, która mu przeszkodziła. Gdy mnie rozpoznał, jego poza od razu uległa zmianie. Odsunął od siebie blondynkę, a na twarzy zawitał mu grymas mający chyba przypominać uśmiech.
-Kevin. No, no, no. Cóż za miłe spotkanie, nie sądzisz? - zaczął
-Daruj sobie. Możemy pogadać? - spytałem.
Zamierzałem porozmawiać z nim w cztery oczy, dlatego odszedłem na bok. Kiedy usłyszałem zbliżające się kroki, odwróciłem się.
-Co jest tak ważnego, że przerywasz mi w takim momencie?
-Twój powrót. Miałeś zniknąć na zawsze, nie pamiętasz? A może mam ci przypomnieć? - zrobiłem krok w jego stronę.
-Oczywiście, że pamiętam. Ale czy nękam ciebie albo Harry'ego? Nie, więc nie rozumiem po co te nerwy? - uśmiechnął się.
No.Chyba.Kurwa.Nie.
-Jaja sobie robisz? Po co znowu pojawiłeś się w Londynie? Nie uwierzę, że oglądasz widoczki. - sarknąłem.
-Zawsze było u ciebie krucho z wiarą. Ale tym razem chyba nie masz innego wyjścia. - zaśmiał się.
Boże, jak ten idiota działał mi na nerwy!
-Wiesz słyszałem, że mało się tu działo odkąd odszedłem, więc postanowiłem wrócić. - spojrzał mi w oczy – Poza tym widziałem, że siostrzyczka wyładniała. Pewnie musisz ciągle przeganiać adoratorów, hym?
Uśmiechnął się tą swoją parszywą gębą. Zacisnąłem dłonie w pięść. Kurwa.
-Nawet nie waż się jej tknąć, rozumiesz? - złapałem go za kurtkę.
-Spokojnie. Mam propozycję.
Ostatnie czego mi było trzeba. Puściłem go, jednak nie cofnąłem się ani o krok.
-Jaką propozycję? Umowa była taka, że masz forse za tamten wyścig i odpierdalasz się ode mnie i Harry'ego.
-Tak. Od ciebie i Styles'a. Ale twoja siostra? Wchodzi w grę, czyż nie?
Oniemiałem. On naprawdę jest aż takim chujem?
-Czego chcesz? - warknąłem
-Ścigaj się dzisiaj. Z osobą, którą ja wyznaczę. Zakładam, że masz wóz? - spytał odchodząc.
Kiwnąłem tylko głową, ruszając w przeciwną stronę.
-Za pięć minut na linii startu! Zauważyłeś, że mam słabość do blondynek? - krzyknął jeszcze zanim zniknął w tłumie.
**
Podjechałem w określone miejsce i zrównałem się z samochodem przeciwnikiem. Ktoś zastukał w szybę. Opuściłem ją, a moim oczom ukazał się Patrick.
-Nie chcesz poznać swojej rywalki? - spytał.
-Rywalki? Mam się ścigać z dziewczyną? - nie dowierzałem temu, co usłyszałem.
-Och, już się boisz?
Zignorowałem zaczepny komentarz i wyszedłem z auta. Obok chłopaka stała bardzo ładna dziewczyna. Na oko była ona w moim wieku, miała długie sięgające do pasa, ciemne włosy i brązowe oczy. Niewysoka, ale też nie niska. Chyba jako jedyna była normalnie ubrana w czarne rurki i koszulę w kratę.
-Kevin. - wyciągnąłem do niej rękę.
-Rose. - odwzajemniła gest.
-Możesz mi wyjaśnić, czemu się z nią ścigam? - zwróciłem się do Patricka.
-Liczę na to, że cię rozwali. Powodzenia, Kevin. - powiedział tylko i zniknął.
Spojrzałem na dziewczynę. Ta wzruszyła tylko ramionami i odeszła do swojego samochodu. Zajebiście. No po prostu lepiej być nie mogło. Pokręciłem głową i zająłem miejsce za kierownicą.




_______________________________________


Witam wszystkich! :) Znowu krótki, ale jest :D Mam nadzieję,że się wam spodoba i zostawicie opinie po sobie :) Będzie mi naprawdę miło jak zobaczę chociaż jeden komentarz :) Dziękuję za wyrozumiałość. :3 

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 14



Kevin

Dotarliśmy do celu jakim był dom Louisa. Cóż, nie należał on do skromnych. Znajdowaliśmy się w jednej z bogatszych dzielnic Londynu, co mówi samo za siebie. Szary, ozdobny kamień okalający cały dom z zewnątrz w połączeniu z białymi elementami nadawał charakteru, a spadzisty dach wraz z dużymi oknami dawał efekt rozległej rezydencji.
Weszliśmy do środka. Rozejrzałem się dokładnie szukając zmian, które na pewno zaszły od czasu gdy byłem tu ostatnio. Zauważyłem, że w salonie zawisł portret Marylin Monroe, a pod spodem cytat aktorki „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy za nie.” Stałem lekko skołowany. Od kiedy Lou, ten łamiący prawo i brutalny Lou, wiesza sobie w pokoju coś takiego? Przyjaciel musiał chyba zauważyć mój pytający wzrok, bo zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
-Monic uparła się, żeby to powiesić. - wyjaśnił.
-Monic? - spytałem.
-No tak, jesteśmy ze sobą już pół roku. - wyszczerzył się.
Naszą rozmowę przerwał Harry, który wszedł do salonu ze szklanką soku pomarańczowego. Spojrzał w stronę zdjęcia farbowanej blondynki i otworzył usta ze zdziwienia. Zaśmiałem się, był to naprawdę komiczny widok.
-Serio Lou? Monroe? Coś ty ćpał?! - zaczął zielonooki.
-Nic nie ćpałem, idioto. - warknął w odpowiedzi.
-Nic?! W takim razie mózg już ci siadł kompletnie.
Złapałem się za bolący od nadmiaru śmiechu brzuch. Musiałem przytrzymać się kanapy, żeby nie upaść. Uwielbiałem patrzeć na chłopaków, gdy się kłócili.
-Jeszcze dobrze chodzi, zapewniam cię. - powiedział Louis.
-No właśnie widać. - mruknął Harry.
-To nie był mój pomysł, tylko Monic. - wytłumaczył.
-Jakiej Monic?
-Mojej dziewczyny.- uśmiechnął się.
-Masz dziewczynę? Od jak dawna?
Po raz kolejny konwersacja została uniemożliwiona, bo do pokoju weszła dziewczyna Louisa. Przywitała się ze swoim chłopakiem, dając mu dziubka w policzek. Odwracając się w naszą stronę, uśmiechnęła się.
- Panowie, to jest Monic. - oznajmił.
Podszedłem do dziewczyny i podałem swoją rękę.
-Kevin. - przedstawiłem się.
-Monic. - uścisnęła dłoń.
-Harry. - zgarnął szatynkę w niedźwiedzim uścisku.
-Monic. - odpowiedziała, gdy zaczerpnęła oddech.
-Słuchaj, mam do ciebie bardzo ważne pytanie. - rzucił lokowaty w stronę dziewczyny.
-Tak? - spytała niepewna.
Dopiero teraz uważnie przyjrzałem się Monic. Była bardzo niska i miała drobną budowę ciała. Jej błękitne oczy i pełne, czerwone usta kontrastowały się z okrągłą buzią. Nie była szczupła, ale dodatkowe kilogramy dodawały jej tylko uroku. Louis umiał wybierać dziewczyny, to trzeba mu było przyznać.
-Czemu, do cholery, Marylin Monroe?
-Po prostu podoba mi się ten cytat, ale stwierdziłam, że z jej zdjęciem będzie ładniej.
Harry pokiwał tylko głową mamrocząc coś pod nosem. Wyglądał na zamyślonego, ale w końcu spojrzał na nas z uśmiechem.
Louis, który do tej pory się nie odzywał spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
-No, Kev, czas pokazać ci mój nowy, szybki, zajebisty i piękny samochód.
-Uważaj, bo się zakochasz. -rzuciłem, ale posłusznie udałem się za nim do jego garażu.
Gdy weszliśmy do pomieszczenia, zaniemówiłem. Wiedziałem, że auto musi być niezłe, bo Lou nigdy nie przesadzał. Jednak to, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
-Skąd ty to wytrzasnąłeś? - spytałem z podziwem i zazdrością w głosie.
-Wygrałem, ale postanowiłem go jeszcze trochę ulepszyć. I jak? Podoba ci się?
Obszedłem go dookoła i zajrzałem do środka.
-To jest cudo! - krzyknąłem uradowany.
-No wiem. Tylko jeszcze nie nadałem jej imienia.
No tak, Lou i te jego dziwne zachowania. Nadawał imiona swoim samochodom, żeby uczcić wygraną. Oprócz tego twierdził też, że mają uczucia. Był prawdziwym fanatykiem jeśli o to chodziło.
-Może Victoria? - podsunąłem.
-Jak zwycięstwo? Dobre. - zgodził się.
-I mówisz, że mógłbym pożyczyć?
-Pewnie, ale tylko wtedy, kiedy już będziesz musiał się ścigać. Liczę na to, że najpierw z nim pogadasz.
Uwaga,tryb martwiący się Louis został uruchomiony. Skrzywiłem się. Dobrze wiedziałem, że nie obędzie bez wyścigu i on też był tego świadom.
-Tak. Najpierw pogadam, potem będę się ścigał. - powiedziałem.
-Kevin, ty nawet nie wiesz, jaki on się zrobił niebezpieczny. Patrick już nie jest taki sam. - zaczął.
-Wiem, Lou. Ale muszę to zrobić.
Przyjaciel spuścił wzrok z moich oczu i spojrzał gdzieś w bok. Zacisnął usta, ale nie odezwał się więcej. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 22. Czas się zbierać.

**

Zanim wyjechaliśmy postanowiłem najpierw przejechać się samochodem, żeby nabrać wprawy. Zgarnąłem kluczyki z blatu i udałem się do salonu, gdzie pozostali oglądali film. Stanąłem w progu i opierając się o framugę przyglądałem się w milczeniu Louisowi. Leżał na sofie z głową na kolanach Monic. Dziewczyna co jakiś czas składała na jego czole pocałunki albo odgarniała mu włosy. Wyglądali razem naprawdę uroczo. Uśmiechnąłem się do siebie. Miał chłopak szczęście.
Odchrząknąłem dając im znać, że jestem.
-Idę się przejechać. - rzuciłem.
Już miałem wychodzić, gdy usłyszałem jak Harry zaczyna krzyczeć.
-Aaa! Oni się publicznie całują! Fuj!
-Oj stary, może nie będziesz miał koszmarów. W końcu jestem taki przystojny. - widziałem jak Louis się uśmiecha.
-Kevin! Poczekaj, jadę z tobą. - powiedział Harry.
-Czekam na zewnątrz. - krzyknąłem i wyszedłem.
Postanowiłem zapalić papierosa. Wyciągnąłem jednego z paczki po czym szybkim ruchem odpaliłem. Zaciągnąłem się. Poczułem jak dym tytoniowy wypełnia moje płuca i uspokaja mnie. Po chwili usłyszałem jak drzwi się otwierają i wychodzi z nich Harry.
-To gdzie chcesz jechać? - spytałem
-Podwiózł byś mnie do domu? Muszę wracać, bo siostra coś chce.
Pokiwałem tylko głową i ruszyliśmy w stronę samochodu. Zająłem miejsce kierowcy i odpaliłem silnik. Chodził bardzo cicho. Już kocham to cacko!
Jechałem szybko łamiąc chyba wszystkie możliwe przepisy, ale w tej chwili się tym nie przejmowałem. Adrenalina, która teraz rozchodziła się w moich żyłach dopełniała uczucie szczęścia.

Dojechaliśmy na miejsce. Spojrzałem w stronę Harry'ego.  
-I co sądzisz o Monic? - spytałem
-Nie wiem. Jest ładna i sprawia wrażenie zakochanej w Louisie.
-Tak. Mam nadzieję, że chociaż im się uda. - uśmiechnąłem się.
-Oby. - dopowiedział loczek – Dobra, idę.
-Do jutra.
-Tak. Kevin, uważaj na siebie. Ja wiem, że i tak będziesz się ścigał, ale proszę, zrób wszystko, żebyś nie musiał tego robić.
Spojrzałem na niego uważnie. W jego zielonych tęczówkach malowała się troska.
-Przecież zawsze uważam.
-Tak, wiem, ale...
Jego kolejny pouczający monolog przerwał dzwonek komórki. Harry sprawdził wyświetlacz, ale zaraz odrzucił przychodzące połączenie.
-Kto?
-Znowu Alex. Okej, zwijam się. Pa.
-Pa. - rzuciłem, zanim zamknęły się za nim drzwi.
Z piskiem opon ruszyłem na miejsce, które wcześniej podał mi Lou. Czas zacząć zabawę.



______________________________



Słuchajcie, ja wiem, że nie lubicie komentować, ale dla mnie to dużo znaczy... dodaje mi sił i przynajmniej wiem, że ktoś to czyta i mam dla kogo się starać :) Proszę, weźcie to pod uwagę :* Dziękuję.

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 13


Nicole


Nasze zamówienie dostarczono szybko. Gdy tylko drzwi zamknęły się za dostawcą, od razu rzuciłam się na jedzenie. Mimo, że niedawno spożyłam sporą ilość kalorii, to nie mogłam odmówić, jeżeli chodziło o moje ulubione danie chińskie – sushi.
Spokojne oglądnie filmu nie było jednak możliwe, bo co jakiś czas wtrącany został komentarz. Nie stanowiło to dla nas takiej przeszkody. Film oglądałam dużo razy, ale uwielbiałam do niego wracać.
Kiedy seans dobiegł końca, cmoknęłam mamę w policzek i z cichym „dobranoc” pomaszerowałam do swojego pokoju. Nie pofatygowałam się nawet, żeby umyć zęby. Byłam padnięta.
Ostatnio cały czas nie mogłam zaznać spokoju. Denerwowałam się ze względu na brata, który teraz znowu często wychodził. Martwiłam się o mamę, bo za dużo pracowała i tylko kawa stawiała ją na nogi. Kolejnym problemem były moje oceny z, o zgrozo, matematyki! Nauczyciel powiedział, że nie da mi promocji do następnej klasy, jeśli nie zaliczę co najmniej 3/4 programu nauczania. Nie dziwię się mu, ostatnia klasa w liceum, a ja nie potrafię rozwiązać najprostszego zadania.
Przebrałam się w piżamę rzucając w kąt dzisiejsze ubrania i wśliznęłam się pod kocyk. Zgasiłam lampkę i ręką wyszukałam telefonu. Podłączyłam wcześniej znalezione słuchawki i włączyłam ulubioną playlistę. To zawsze pomagało mi szybciej zasnąć.
Kiedy rozległy się pierwsze tony piosenki, zaczynałam zasypiać. Jednak nie dane było mi długo pospać, bo nagle rozległ się głośny dźwięk, mówiący o nowej wiadomości. Zacisnęłam zęby i odblokowałam telefon. Pomyślałam, że jeśli to jedna z przyjaciółek to nie przeżyje jutrzejszego dnia. Jakie było moje zdziwienie, gdy spostrzegłam nieznany numer.
Nadawca: Nieznany
Odbiorca: Nicole
Hej śliczna. Śpisz? … Niall x
Wkurzona na chłopaka szybko wystukałam kolejne literki.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Niall
Spałam, póki jakiś idiota nie postanowił mnie obudzić.
Zadowolona odkładałam komórkę na szafkę, kiedy znowu otrzymałam sms-a.
Nadawca: Niall
Odbiorca: Nicole
Przepraszam, nie złość się. Pomyślałem tylko, że może chciałabyś się spotkać? :) Wiesz, znam takiego jednego, który chętnie by się z Tobą umówił xx
Oniemiałam. Musiałam przeczytać tekst trzy razy, zanim dotarło do mnie, że chłopak chce się ze mną spotkać. Czy powinnam się zgodzić? A może lepiej odmówić? Ale czemu miałabym mówić „nie”? Może on nie jest taki zły, w końcu pomógł mi w sklepie.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Niall
Jeśli będziesz miał żelki, to jutro o 16 :) A teraz wybacz, ale cywilizowany człowiek, czyli ja, idzie spać. Pa xx
Zanim dostałam wiadomość, szybko wyłączyłam telefon. Nie byłam pewna czy postąpiłam dobrze, ale jak to mawiała Nel – żyjemy tylko raz, drugiej szansy nie dostanie nikt.





Komentujesz? Odwdzięczę się :) 

Ogłoszenie

Hej wszystkim! :) 
Jeśli ciągle czytacie mojego bloga, to należy się wam kilka wyjaśnień. Otóż, nie pojawił się żadny rozdział i za to przepraszam, ale mój kochany braciszek cały czas siedział na laptopie i nie miałam jak pisać :/
No ale mama kupiła mi w końcu laptopa i ... zabieram się do pisania! :D
Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomnieliście o moim blogu ;*
Życzę wszystkim udanych wakacji i żeby nikt z was nie chorował, tak jak ja :c
Pa xx

wtorek, 1 lipca 2014

Ogłoszenie

Przepraszam, że nic nie dodawałam, ale byłam na wakacjach, wyjechałam od razu po zakończeniu roku szkolnego i niedawno wróciłam.
Niedługo coś dodam, teraz się leczę :D

Obserwatorzy