Kevin
Z parującym kubkiem kawy wyszedłem
na taras za domem. Musiałem przyswoić sobie wszystkie informacje,
które przed chwilą usłyszałem. Wyjąłem paczkę papierosów.
Zacznijmy od tego, że Patrick się nie
ścigał. Dlaczego? Bał się przegranej czy utraty szacunku?
Wziąłem jedną fajkę do ust i odpaliłem.
Wynajmował innych, dobrych kierowców,
żeby ścigali się za niego i płacił im połowę tego co zarobił
za wyścig. Zaciągnąłem się, a dym wypełnił płuca.
Mój mózg wariował od ilości pytań,
ale jeszcze bardziej z braku odpowiedzi.
-Nad czym myślisz? - głos Louisa
wyrwał mnie z transu.
-O tym co powiedziała Rose. Nic z
tego nie rozumiem. - przyznałem.
-No to nie jesteś sam.
-Muszę jechać do Harry'ego i mu o
tym opowiedzieć. No i zawieść Rose do jej domu.
-Czyli mam ci pożyczyć jakiś
samochód, tak? - spytał.
-Jak ty mnie dobrze znasz. -
uśmiechnąłem się.
-Pamiętasz Izzy* ? - pokiwałem
głową – Możesz ją wziąć.
-Dzięki, jesteś najlepszy.
-Wiem. A nie powinieneś iść
czasem do szkoły? - wyszczerzył zęby.
-No tak, Lou, już zapierdalam.
Wszedłem do kuchni, odstawiając pusty
kubek do zmywarki. Usłyszałem śmiech dziewczyn dobiegający z
salonu. Kiedy stanąłem w progu zobaczyłem jak Monic pokazuje
jakieś zdjęcia Rose, a po chwili obie wybuchają niekontrolowanym
chichotem.
-Nie chcę przeszkadzać, ale
musimy się zbierać. - rzuciłem w kierunku brunetki.
-Gdzie? - spytała zdziwiona.
-Zamierzam odwieść cię do domu.
-Dam sobie radę sama. - rzekła
hardo.
-Nie utrudniaj mi tego, proszę.
Jako odpowiedź otrzymałem uniesioną
w górę brew dziewczyny. Przewróciłem oczami i podszedłem do
Rose. Wziąłem ją na ręce i ruszyłem w kierunku garażu.
Dziewczyna ciągle się szarpała i krzyczała, ale ignorowałem to.
-Dziękuję Monic za wszystko! -
krzyknąłem.
-Nie ma sprawy. - usłyszałem
jeszcze jej śmiech.
Kiedy znalazłem odpowiedni samochód,
posadziłem dziewczynę na miejscu pasażera, a sam usiadłem za
kierownicą.
-Jesteś nieznośny. - powiedziała,
gdy wyjechaliśmy z posiadłości Louisa.
-A ty strasznie uparta i
przemądrzała, ale ci tego nie mówię. Gdzie mam jechać,
księżniczko? - spytałem.
-Mówiłam, że dam sobie radę.
Czemu to robisz?
-Bo chcę, żebyś bezpiecznie
dotarła do domu?
Niechętnie podała mi w końcu swój
adres. Kiedy usłyszałem, gdzie mieszka, zdziwiłem się. Nie była
to ta część Londynu, którą chętnie się odwiedza.
Zatrzymałem się i zgasiłem silnik.
Wysiadłem i otworzyłem jej drzwi.
-Jaki dżentelmen. - skomentowała
sarkastycznie.
Wywróciłem tylko oczami i skierowałem
się do wejścia jej domu.
-A ty gdzie? - zapytała.
-Zakładam, że masz rodziców,
dziadków, starsze rodzeństwo? No to trzeba im powiedzieć, żeby
mieli na ciebie oko, nie sądzisz?
-Nie. Kevin, nie zrobisz mi tego! -
uniosła się.
Trafiłem w czuły punkt. Rodzina o
niczym nie wie. Uśmiechnąłem się.
-Ależ muszę. Wczoraj prawie byś
zginęła. Poza tym, wybacz, ale wydaje mi się, że nielegalne
wyścigi nie są dla ciebie. - powiedziałem.
-Nic o mnie nie wiesz! Jak śmiesz
tak mówić?! Przysięgam, że jeżeli cokolwiek powiesz mojemu
bratu to...
Urwała, gdy do naszych uszu dotarło
czyjeś chrząknięcie.
-Liam... Dużo słyszałeś? -
zapytała Rose.
-Wystarczająco. Czego masz mi nie
mówić? - swoje pytanie skierował do mnie.
-Może wejdziemy do środka? -
zaproponowałem.
Chłopak przepuścił nas, po czym
zamknął drzwi.
-Kevin.
-Liam. - uścisnęliśmy sobie ręcę
– Więc?
-Wiesz może co wczoraj robiła
Rose? - zapytałem i spojrzałem na dziewczynę.
-Wydaje mi się, że chyba nie
nocowała u koleżanki. - odpowiedział.
-Nie. Ścigała się ze mną w
nielegalnych wyścigach.
-Co?! - krzyknął.
-To nie koniec. Był wypadek i...
-Kevin, dość. - wpadła mi w
słowo brunetka.
-I Rose mogła zginąć. -
dokończyłem patrząc jej w oczy.
-Była policja? - spytał Liam.
Pokiwałem głową.
-Boże, dziewczyno w coś ty się
znowu wpakowała. - zaczął Liam.
-Zgubiłem ich. Ale wydaje mi się,
że gdyby nie Patrick, to...
-Patrick? Patrcik Foster? -
zapytał.
-Tak, znasz gościa?
-Aż za dobrze. Gdybym tylko mógł
temu gnojowi przywalić.
-No to widzę, że się dogadamy. -
uśmiechnąłem się.
**
W domu Liama i Rose spędziłem około
godziny. Opowiedziałem chłopakowi wszystko, co wiedziałem.
Polubiłem go. Był naprawdę fajny i widać, że martwił się o
swoją siostrę.
Do Harry'ego przyjechałem kilka minut
po dziewiątej. Wiedziałem, że będzie spał i nawet moje głośne
pukanie go nie obudzi, więc po prostu wszedłem do jego domu.
Skierowałem się do kuchni. Zajrzałem do lodówki. Była pełna. No
tak, siostra loczka przyjechała.
Nie byłem głodny, więc nalałem
sobie soku do szklanki. Ruszyłem do pokoju chłopaka nie pukając.
-Wstawaj, śpiąca królewno, twój
książe przyjechał. - krzyknąłem do ucha przyjacielowi.
-Masz dwie minuty zanim cię
zabiję. - wychrypiał.
Usiadłem na jedynym krześle, które
nie było zajęte przez walające się wszędzie części garderoby
Harry'ego.
-Ty masz dwie minuty, żeby zebrać
dupę. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Nie zareagował. Zasnął. Niewiele
myśląc podszedłem łóżka i wylałem na niego resztę soku. Od
razu podniósł się do pozycji siedzącej i otworzył oczy.
-Czy ciebie już do końca
pojebało, Williams? - warknął.
-Minuta. - uśmiechnąłem się i
wyszedłem z pokoju.
Wróciłem do kuchni. Pomyślałem, że
zrobię placki. Wyjąłem odpowiednie produkty i zacząłem
przygotowywać masę. Nagrzałem patelnię i zacząłem smażyć,
kiedy w progu pojawił się Harry.
-Nawet nie myśl, że przekupisz
mnie tym czymś, co ładnie pachnie. Ciągle jestem na ciebie
obrażony. - powiedział.
-Nie musisz jeść, nikt ci nie
każe. - uśmiechnąłem się.
-Jak wczorajszy wyścig? - spytał.
-Właśnie o to mi chodzi.
Opowiedziałem mu o wszystkim. Słuchał
mnie uważnie, czasami wtrącając komentarz. Kiedy skończyłem
mówić, placki były już gotowe, a zielonooki opierał głowę na
łokciach na blacie.
-Nic z tego nie rozumiem. - odezwał
się po jakimś czasie.
-Ani ja. - westchnąłem – I w
tym problem.
-Ale wiesz, co myślę?
Spojrzałem na niego, oczekując
odpowiedzi.
-Że jesteś dobrym kucharzem. -
uśmiechnął się, sięgając po kolejnego placka.
* Izzy - Louis nazywał tak jeden ze swoich samochodów :)
Dodaję ten rozdział wcześniej, niż myślałam :D Liczę na wasze komentarze :3 Miłego czytania! :)
Gdybyście mieli jakieś pytania, mój twitter : @iLoveDoots :)