wtorek, 23 września 2014

Notka informacyjna

Witajcie ! :)


Mała informacja dla wszystkich zainteresowanych. Otóż, mamy jesień, a więc brzydka pogoda, deszcz i coraz zimniej. Co za tym idzie, łatwo o przeziębienie. Tak, przeziębiłam się i już drugi dzień nie poszłam do szkoły. Wydawałoby się więc, że mam dużo wolnego czasu i mogłabym coś napisać. Nic bardziej mylnego kochani ;c 
Jestem w 1 LO i chociaż nie jest aż tak strasznie jeśli chodzi o prace domowe, to jednak nauczyciele każą nam się dużo uczyć. A wiemy, że każdy nauczyciel myśli, że jego przedmiot jest najważniejszy. Z tej racji, że mam dużo do nauki, bardzo często nie wyrabiam, ale zawsze staram się coś dodać, przynajmniej raz na tydzień. Także jeżeli czekaliście na nowy rozdział, to przepraszam bardzo, ale proszę o wyrozumiałość. 
Poza tym, nie oszukujmy się, ale nie widzę Waszej aktywności. Tak, wiem, powinnam pisać dla siebie a nie dla komentarzy. Ale nawet nie wiecie ile te słowa dodają mi motywacji i pewności, że czas, który poświęciłam na pisanie nie poszedł na marne, że jednak jest ktoś komu podoba się to, co robię. To naprawdę miłe jak widzę Wasze ciepłe słowa. Wiem, że nie lubicie komentować, ale mi wystarczy zwykłe "czytam" a będę mieć uśmiech na twarzy!
Jeśli to czytasz, dziękuję, że dotarłeś do samego końca. Postaram się już niedługo coś dla Was napisać. O ile oczywiście ktoś to w ogóle czyta ;3
Tak więc, do następnego !
Trzymajcie się i nie chorujcie xx

piątek, 12 września 2014

Rozdział 24

Kevin



Od ostatniego spotkania z Patrickiem minęło sporo czasu. Mimo jego gróźb nie zrobił nic mojej siostrze. A przynajmniej o niczym nie słyszałem, dlatego nie martwiłem się tak jak na początku. Czemu więc dzisiaj musiałem zaprzątać sobie nim głowę?
Za trzy dni matura. Wciąż się tym nie przejmowałem, bo po co? Wiedziałem, co chcę robić w życiu. Zamierzałem założyć własny interes dotyczący, oczywiście, samochodów. Warsztatów jest w Londynie mnóstwo, ale warsztatów dla aut osób, które biorą udział w nielegalnych wyścigach już mniej. Dlatego też nie przejmowałem się należycie czekającym mnie egzaminem. Do tego nie jest potrzeby papierek z ilością zdobytych punktów.
Mimo tego, że olałem maturę, kwiecień był dla mnie burzliwym miesiącem. Przyczyna jest prosta – Rose. Polubiłem ją i jej wybuchową naturę. Wiedziałem, że nie skończy się na jednym spotkaniu z tą dziewczyną. Na pierwszy rzut oka wydaje się rozkapryszoną, zuchwałą i niepoważnie podchodzącą do życia osobą. Na szczęście to tylko pozory. Kiedy pozna się ją bliżej od razu można stwierdzić, że jest to naprawdę miła, uczynna i przede wszystkim wrażliwa dziewczyna. Wydaje mi się, że zbudowała sobie to drugie oblicze by odstraszać od siebie ludzi bądź też pokazać im, że jest twarda i da sobie sama radę. Nie wiem czemu, ale takie wrażenie zawsze mnie nachodzi, gdy tylko jestem w jej pobliżu.
Właśnie dzisiaj mam się z nią spotkać, więc to chyba normalne, że o niej myślę, prawda?
Oparłem łokcie o blat stołu w kuchni i spojrzałem na zegarek. Wskazówki, według mnie, leniwie zmieniały swoje położenie. Była dopiero 16:45. Umówiłem się z Rose na wpół do szóstej, a już byłem gotowy.
Do moich uszu niespodziewanie dotarł dźwięk dzwonka rozprzestrzeniający się po całym domu. Czyżby to szatynka postanowiła mnie odwiedzić?
Szybkim krokiem dotarłem do wejścia i z uśmiechem na twarzy otworzyłem drzwi. Kiedy tylko zobaczyłem Harry'ego, cała moja nadziej wyparowała. Ogarnij się człowieku, powiedziałem sobie w myślach.
-Cześć. Co cię tu sprowadza? - gestem ręki wskazałem mu, żeby wszedł.
-No witam, witam. A ty się gdzieś wybierasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Westchnąłem i powiedziałem:
-Nicole jest u siebie.
Harry uśmiechnął się i poszedł w kierunku pokoju siostry.
-I tak wiem, że się z nią spotykasz! - krzyknął zanim jego postać zniknęła za drzwiami.
Przewróciłem tylko oczami, czego nie mógł już zobaczyć.
Tak, ostatnio Harry był u nas częstszym gościem. A właściwie pojawiał się zawsze, kiedy Nicole miała chwilę wolnego czasu. W odróżnieniu do mnie, ona bardzo przejmowała się swoimi wynikami. Nie dziwię się, staż w szpitalu to coś.
Po raz kolejny zerknąłem na zegarek. W tym momencie loczek wszedł do kuchni z błyskiem w oku.
-Czego? - warknąłem.
-Ale po co te nerwy? Spokojnie, Kevin, na pewno ją przelecisz. - wyszczerzył się.
-Wiesz co, chyba zabronię ci spotykać się z moją siostrą.
-Przecież żartowałem. Nie spinaj się tak. - usiadł na taborecie.
Teraz we dwóch patrzyliśmy na zegarek.
-Zależy ci na niej? - z transu wyrwał mnie głos chłopaka.
-To aż tak widać? - spytałem zrezygnowany.
-Stary, jesteś gotowy przed czasem! To musi być coś większego.
Zaśmiałem się, ale Harry miał rację. Jednak czy to mogło być coś większego? Nie wiem.
Kiedy Nicole zawołała, że jest gotowa, chłopak poderwał się i już chciał odejść, ale zatrzymałem go ręką. Zielonooki spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Nie skrzywdź jej, Styles. Wiesz ile ona przeszła i proszę nie dawaj jej złudnych nadziei, okej? - spojrzałem mu w oczy.
-Nie tylko tobie zależy, Kevin. Nie martw się. - uśmiechnął się i odszedł.
Zamurowało mnie. To niemożliwe. Harry Styles, ten Harry Styles, którego znam, właśnie po raz pierwszy przyznał, że zależy mu na jakiejś dziewczynie. Parę razy musiałem to powtórzyć zanim ogólny sens tych słów dotarł do mojego mózgu.
Oczywiście zależało mu Alex, bo przecież ciężko zniósł rozstanie. Jednak nigdy otwarcie nie przyznał się do tego.
Otrząsnąłem się z myśli i spojrzałem na zegarek. 17:10. Kurwa, spóźnię się, a chciałem być punktualnie.
Szybko wyjąłem telefon i napisałem wiadomość.
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Rose
Dopiero wychodzę, więc mogę się spóźnić.
Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
Nadawca: Rose
Odbiorca: Kevin
Nie musisz wychodzić, dzisiaj nie mogę się spotkać. Przepraszam...
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Rose
Czemu? Co się stało? :(
Nadawca: Rose
Odbiorca: Kevin
Muszę opiekować się siostrami, bo Liam gdzieś poszedł. Następnym razem?
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Rose
Nie ma mowy. Będę u ciebie za pół godziny xx
Nadawca: Rose
Odbiorca: Kevin
Nachalny jesteś, wiesz? :)
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Rose
Wolę określenie stanowczy :) Poza tym i tak mnie kochasz, wiem o tym xx
Nadawca: Rose
Odbiorca: Kevin
Nie wyobrażaj sobie za dużo. Czekam. :)
Uśmiechnąłem się pod nosem. Założyłem buty i wyszedłem z domu




***




Przez całą drogę do Rose miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. I to nie pieszo, ale jedzie za mną samochodem. Oglądałem się nie raz jednak nie mogłem dojrzeć rejestracji. Moja pewność wzrosła wtedy, kiedy specjalnie zrobiłem kółko.
Ktoś mnie śledził. Po co? Patrick? Chce wiedzieć, czy na pewno wystartuję w tym pieprzonym wyścigu za tydzień? Przecież powiedziałem mu jasno, że tak.
Szedłem dalej udając, że niczego nie zauważyłem. Mimo wszystko musiałem dowiedzieć się jaką rejestrację ma ten samochód. Udałem więc, że but mi się rozwiązał i przykucając zerknąłem w stronę pojazdu. Zatrzymał się na poboczu włączając awaryjne. Uśmiechnąłem się, z tej odległości bardzo dobrze wszystko widziałem. Szybko wyjąłem telefon i zapisałem potrzebne mi informacje.
Musiał być kompletnym amatorem, więc kto to jest?




***




Stałem przed wejściem do domu Rose. Samochód ciągle za mną jechał w różnych odległościach. Nie przejmowałem się tym. Louis na pewno znajdzie tego gościa.
Zapukałem. Nikt nie otwierał. Nie ma jej? Nie, przecież napisała, że czeka, musi być. Nacisnąłem na klamkę i pchnąłem drzwi. Ustąpiły. Niepewnie zrobiłem krok do przodu i rozejrzałem się po holu. Dosłownie w ostatniej chwili uratowałem się przed lecącym ciastkiem w moją stroną.
-Woah, co za miłe powitanie. - powiedziałem głośno, żeby ktoś mnie usłyszał.
Z kuchni wyszła szatynka. Kiedy mnie zobaczyła posłała mi uśmiech.
-Szkoda, że spudłowałaś Alice. Może następnym razem ci się uda. - zwróciła się do dziewczynki, która teraz się do mnie uśmiechała.
-Możemy kiedyś urządzić wojnę? Co ty na to? - spytałem się Alice.
-Tak! Kiedy? - uradowana, zaklaskała w ręce.
-Obiecuję ci, że w najbliższym czasie.
-Rose, będziesz się rzucać z nami, prawda?
Dziewczyna zaśmiała się tylko, ale pokiwała głową. Zadowolona dziewczynka poszła do kuchni zostawiając nas samych.
-Siostra? - zapytałem.
-Tak. Najstarsza z maluchów. - uśmiechnęła się.
-Jak liczne jest twoje rodzeństwo?
-Może wejdź, co? Chyba, że chcesz oberwać kolejnym ciastkiem?




***



-Więc najpierw był Liam, ty, Alice, Lucy i Megan, tak? - wyliczałem na palcach.
-Dokładnie. - przytaknęła.
Siedzieliśmy w salonie przymuszeni do oglądania bajek. Nie narzekałem, bo prawda była taka, że dziewczynki zafascynowane losami Kopciuszka zupełnie nie zwracały uwagi na to, czy oglądamy.
-Spora rodzinka. A twoi rodzice? - dociekałem.
Z natury nie jestem ciekawski, ale bardzo interesowałem się Rose. Jednak po zadaniu pytania, dziewczyna posmutniała.
-Nie znałam ich. Oddali nas do domu dziecka. Zresztą maluchy też. Kiedy Liam skończył 21 lat mogliśmy zamieszkać tutaj razem z nim.
-Przepraszam. Nie wiedziałem.
Idiota. Nie musiałem o to pytać.
-Nie przepraszaj. To nie ma znaczenia.
Chwilę się nad tym wszystkim zastanawiałem i pokiwałem głową.
-Ale czemu zaczęłaś się ścigać?
-Bo lubię. Poza tym chciałam odciążyć finansowo Liama. I tak musi pracować po godzinach.
-Mówiłaś kiedyś, że zawarłaś umowę z Patrickiem.
-Tak, połowa kasy moja. Dzięki temu możemy zapewnić dom dziewczynkom. Uwierz mi, nie robię tego dla siebie. Nie chcę, żeby musiały cierpieć tak jak ja.
Objąłem ją i przygarnąłem do siebie. Poczułem jak coś wilgotnego moczy mi koszulkę.
-Ej, nie płacz. Wszystko jest dobrze. - powiedziałem.
-Nic nie jest dobrze. - wyszeptała patrząc mi w oczy.
-Nie rozumiem.
-Ja też jadę za tydzień. Będziemy przeciwnikami, Kev.
-Co kurwa?! - krzyknąłem.
Rose spojrzała na mnie karcąco. Zapomniałem, że w pokoju są dzieci. Wkurzony skierowałem się do kuchni.
A więc tak zamierzał to rozegrać? Pieprzony sukinsyn. Wie, że mi na niej zależy i chce to wykorzystać. Chuj.
Usłyszałem jak dziewczyna wchodzi do pomieszczenia i zamyka za sobą drzwi.
-Nie ścigasz się, Rose. - starałem się opanować gniew.
-Muszę. Mam umowę, wiesz o tym.
-Pieprzyć Patricka i jego jebane umowy. Kurwa, Rose, to jest najbardziej niebezpieczny wyścig w Londynie, rozumiesz?! Nie ma mowy, żebyś brała w tym udział.
-A jak mu to powiem? Nie mogę zerwać tego układu! Poza tym to ostatni wyścig, potem kończę pracę dla Patricka. Obiecał mi to.
Zaśmiałem się krótko.
-Wierzysz w jego słowo? - spytałem.
-Mam to na piśmie.
-Nie jedziesz i to moje ostatnie słowo. - warknąłem.
-Twoje ostatnie słowo? Twoje?! Nie będziesz decydował o tym co mam robić! Jak będę chciała się ścigać to tak się stanie, a tobie nic do tego ! - podniosła głos.
-Ja pierdole, Rose. Nie chcę, żeby coś ci się stało.
Prychnęła i zamierzała wyjść z kuchni, ale zatrzymałem ją i przybliżyłem do siebie. Wychwyciłem zdezorientowane spojrzenie dziewczyny. Oparłem swoje czoło o jej.
-Zależy mi na tobie. Nie chcę, żeby coś ci się stało. - wyszeptałem.
Czułem jej urywany oddech. Przyjemnie łaskotał mi szyję.
-Nic mi nie będzie. Trochę zaufania.
-Ufam ci. Ale wiem jakie są osoby, które się tam ścigają. 
Splotłem razem nasze ręce i spojrzałem jej w oczy. Jej piękne, brązowe oczy, które teraz patrzyły tylko na mnie. Pochyliłem się i ucałowałem kącik ust dziewczyny uśmiechając się przy tym. Nie protestowała. Lekko dotknąłem jej warg i pocałowałem. Oddała pocałunek. Był on ostrożny i delikatny, ale za razem miał w sobie pewną magię.
Dziewczyna popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się.
-Teraz na pewno cię nie puszczę.
Posmutniała.
-Zobaczysz, wykombinuję coś, żebyś nie musiała brać w tym wszystkim udziału. Obiecuję.
Przytuliłem ją, całując w czoło.
-Obiecuję.







_______________________________________




Specjalnie postarałam się o to, żeby rozdział był dłuższy niż ostatnie, więc mam nadzieję, że nie zanudzicie się w połowie czytania bo tego bym nie chciała :) 
Chciałam podziękować szczególnie Klaudii, ona wie za co <3 Dziękuję kochana ! :*
Oczywiście standardowo proszę was o komentarze, gdyż dają sporego kopa motywacji i szybciej piszę. Poza tym ten rozdział pisałam około tygodnia, bo jest według mnie jednym z kluczowych rozdziałów i musiałam wszystko dokładnie przemyśleć. Dlatego też naprawdę proszę was o opinie :3
Ze spraw organizacyjnych chyba tyle ;d 
Aaa poszukuję osoby, która umie robić szablony. Jeśli znacie taką osobę lub sami się tym zajmujecie, proszę, napiszcie do mnie ! 
@iLoveDoots
dziękuję z góry :) 
Postanowiłam też, że zwiastun będzie ale już do II części, bo moja siostra ma teraz sporo zadań (3gim) i nie wyrabia czasowo, a część I niedługo się skończy więc nie będzie to miało sensu. :)
Rozdział sprawdzałam, ale wiecie jak to jest :d
I znowu długa notka eh....
Dobra, koniec. 
Zapraszam do lektury i zachęcam do komentowania ! Proszę, nawet zwykłe "czytam" żeby wiedziała, że jesteś xx
Do następnego :*

piątek, 5 września 2014

Rozdział 23



Nicole

*miesiąc później*

Trzy dni. Zaledwie tyle dzieli mnie od egzaminu maturalnego. Powiedzieć, że się stresuję, to za mało. Chyba powinnam zacząć brać tabletki na uspokojenie, bo zaczynam wariować. Codziennie od miesiąca po skończonych zajęciach w szkole przychodzę do domu i się uczę. Prawie w ogóle nie jadam i nie śpię. Dopiero kiedy mama przychodzi do mojego pokoju w nocy każąc mi skończyć i się ogarnąć. Przez taki tryb życia schudłam. Niektórzy (czyt. mama) mówią, że za dużo. Ja natomiast nie narzekam. Zawsze uważałam, że jestem gruba, jak chyba każda dziewczyna. Także dodatkowe kilka kilo mniej bardzo mnie satysfakcjonują.
Oczywiście zdarzały mi się "normalne dni", podczas których spotykałam się z Nel i Emily. Najwięcej jednak wolnego czasu przeznaczyłam na spotkania z Niallem i, o dziwo, Harrym. Po pierwszym spotkaniu w domu blondyna opowiedziałam mu o wszystkim. O zielonookim chłopaku, który dwa razy mnie uratował, ale też o tym, że coś przede mną ukrywa. Dodałam też, iż ma to związek z moim bratem. Niestety Harry nie chciał mi o niczym powiedzieć. Ze wstydem i zażenowaniem przyznałam się do pocałowania chłopaka. Niall nie skomentował tego, jedynie zapytał jakie relacje nas łączą. Wtedy to było kilka dni znajomości, teraz... . Właśnie, nie wiem co jest teraz. Nie umiem nazwać kim dla siebie jesteśmy. Może przyjaciółmi? Cóż, dla mojej mamy on ciągle jest moim chłopakiem.
Nie raz próbowałam porozmawiać z Kevinem o tym kim jest Patrick. Żądałam, żeby wszystko mi wytłumaczył, ale on tylko mówił, że mam się nie wtrącać i na siebie uważać, a wszytko będzie dobrze. Kiedy drążyłam temat głębiej – tchórzył. Wkurzał się i wychodził z domu, najczęściej trzaskając przy tym drzwiami. Do tej pory nie udało mi się z niego nic wyciągnąć. Ale nie zrezygnowałam ze swoich planów i mam zamiar dowiedzieć się o co tu chodzi.
Teraz niestety musiałam przerwać swoje małe śledztwo, gdyż matura zbliża się wielkimi krokami, a od napisania jej zależy całe moje przyszłe życie. Jeżeli zdam standardowe przedmioty na co najmniej 60% i dodatkowe dwa rozszerzone przedmioty – biologię i chemię – na 90%, wtedy mam szansę na staż w szpitalu mamy. Jest to dla mnie ogromna szansa, której nie mogę nie wykorzystać.
Aktualnie siedziałam, tępo patrząc się w ścianę na przeciwko mnie. Myślę, że nadszedł już ten moment, w którym człowiek jest tak bardzo zniechęcony tym co robi, że nie robi nic. Tak więc ja, nie robiąc nic, patrzyłam się w ścianę. Byłam wyłączona na wszystkie dźwięki, ale usłyszałam kiedy do pokoju ktoś zapukał.
-Proszę. - powiedziałam wypranym od emocji głosem.
Kontynuowałam bezsensowne gapienie się na ścianę i nie raczyłam nawet sprawdzić kto przyszedł mnie odwiedzić. Do momentu, gdy poczułam czyjeś ręce na moich ramionach.
-Nicole, dość. Słyszysz? Skończ już się uczyć i wyjdź do ludzi.
-Nie mogę, Harry. Muszę powtórzyć jeszcze...
-Nic nie musisz. Już, zbieraj się, masz pięć minut. - powiedziawszy to, opuścił pokój.
Czy do niego naprawdę nie dociera, że ja mam maturę? Zrezygnowana, westchnęłam i zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Na początek rozczesałam dokładnie włosy, bo przez ostatnie dwa dni nie widziały one szczotki. Związałam je w wysokiego kucyka grzywkę pozostawiając luźno. Nałożyłam na siebie pierwszą bluzę, która wpadła mi w ręce i spryskałam perfumami. Z miną męczennika wyszłam na korytarz i powiedziałam, że jestem gotowa.
-Cudnie. To co, masz na coś ochotę? - zapytał z błyskiem w oku.
-Tak, chcę spać.
-Nie po to przychodziłem, żebyś spała w moim towarzystwie. - oburzył się.
-Nie wiem, rób co chcesz.
Uśmiechnął się tylko i otworzył drzwi.


**


Chodziliśmy już dobre dwie godziny. Nogi mi odpadały, ale Harry niewzruszony szedł ciągle na przód. Ten jego "spacerek" zaczął mnie przerastać i już miałam mu to wygarnąć, gdy nagle z piskiem podjechał pod nas czarny samochód. Szyba została opuszczona i zobaczyłam przystojnego szatyna, który teraz się do nas uśmiechał. Odruchowo przysunęłam się bliżej Harry'ego i złapałam go za rękę. Chłopak splótł nasze palce i popatrzył na mnie. Jego oczy wyrażały... przerażenie?
-Jak leci Styles? Co, teraz podrywasz siostrę kumpla? - jego głos w odróżnieniu od urody, był daleki do miłego dla ucha.
-Spierdalaj Foster.
-Powiedz Kevinowi, żeby pamiętał o...
-Pamięta. A ty nie pamiętasz swojej części? - warknął.
Zaśmiał się tylko i odjechał. Spojrzałam na Harry'ego.
-Kto to był?
Domyślałam się jaka może być odpowiedź, ale miałam nadzieję, że się mylę. Ciągle patrząc na chłopaka, w napięciu oczekiwałam na jego słowa. A kiedy już padły, kolana się pode mną ugięły.
-Patrick.





________________________________________

Witam ! xx

Po długiej przerwie wróciłam :) Chciałam dodać rozdział 1 września, ale nie miałam kompletnie weny, a potem zaczęła się szkoła i więcej obowiązków niż myślałam. Dlatego dodaję dzisiaj i myślę że właśnie co tydzień powinny się pojawiać rozdziały na weekend :) Także przepraszam, że musieliście tyle czekać ;c
Po raz nie wiem już który proszę was o te komentarze. Nawet nie wiecie jak bardzo są one dla mnie ważne. Jeżeli sami prowadzicie blogi to powinniście wiedzieć. Jak nie, to cóż, mogę was zapewnić że są one dla mnie wszystkim jeśli chodzi o ff, naprawdę.
Rozdział sprawdzany, ale jakby były błędy to piszcie xx 
Dziękuję tym, którzy zawsze we mnie wierzą i dodają motywacji. 
Ogłaszam wam, że powolutku zbliżamy się do końca części pierwszej. Jeżeli chcielibyście część drugą - nie ma sprawy, zawsze mogę napisać :) 
Proszę was jeszcze raz o opinie. Może być nawet krótkie "super", "fajne" czy też "żałosne". Ważne jest dla mnie to, żebyście w ogóle komentowali :)
Z góry dziękuję.
Pa <3

Obserwatorzy