poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 31

Niall


Leżąc na łóżku obok jasnowłosej dziewczyny patrzyłem się w sufit. Próbowałem przyswoić wszystkie informacje, które jeszcze chwilę temu udało mi się wydobyć od Nicole.

Zastałem ją w tragicznym stanie. Klęcząc na podłodze ściskała nerwowo kartkę przykładając ją do serca. Jej spazmatyczny szloch powodował gęsią skórkę na moim ciele.

Poczułem, jak jej ciało przekręca się na drugą stronę. Popatrzyłem na nią po czym podniosłem się z łóżka starając się jej nie obudzić. Zgasiłem lampkę przy biurku, a mrok od razu ogarnął całe pomieszczenie. Cicho zamknąłem drzwi w chwili, w której rozległo się gwałtowne pukanie do mieszkania.

Otworzyłem drzwi. Przede mną stał chłopak, którego zdjęcia pokazywała mi Nicole. Jej chłopak.

-Kim ty, kurwa, jesteś? - krzyknął Harry.

-Zamknij się, albo nie wpuszczę cię do środka. - warknąłem.

Oj milusi, nie powiem.

-Gdzie jest Nicole?

Ściszył swój głos, ale nadal wyczuwalny był w nim agresywny ton.

-Śpi. Słuchaj, lepiej będzie jeśli pójdziesz, serio. - oparłem się o framugę drzwi blokując mu przejście.

-Co?! Chyba nie wiesz do kogo mówisz.

Spojrzałem na niego z uniesionymi brwiami.

-Miałeś być ciszej. - ten gość coraz bardziej działał mi na nerwy – Jesteś chłopakiem Nicole. Tym samym, przez którego tyle płakała, tym samym, przez którego tyle wycierpiała, a mimo to nadal cię broni. Wiem, do kogo mówię.

Postawa Harry'ego momentalnie uległa zmianie. Nie byłem pewien, ale chyba nieco się zgarbił.

-Cierpiała...

Po chwili ciszy odezwał się patrząc mi w oczy.

-Nazywasz się Niall? 

Kiwnąłem głową.

-Opowiadała o mnie? - tym razem, to ja zadałem pytanie.

-Tak. - skrzywił się.

Parsknąłem, patrząc na niego wymownie.

-Stary, nie zamierzam podrywać Nicole. Ona jest tylko moją przyjaciółką.

Nie odpowiedział.

-Możesz mi powiedzieć, co się stało? Cholera, musiało się coś stać, inaczej nie dzwoniła by po naszej kłótni. - pociągnął za swoje włosy.

-Wejdź. - otworzyłem szerzej drzwi, pozwalając mu przejść – Ale jeżeli chociaż raz podniesiesz głos to przysięgam, że cię uderzę.

Zamknąłem drzwi za niespodziewanym gościem kierując go w stronę salonu. Usiedliśmy na sofie. Czułem jego niechęć względem mnie. Była wręcz namacalna, ale postanowiłem to zignorować.

-Więc?

-Nicole dzwoniła do ciebie zapewne z tego samego powodu, co na początku do Kevina, a później do mnie. - zacząłem.

-No nie gadaj.

-Jeśli chcesz mogę cię w każdej chwili odprowadzić z powrotem do drzwi.

-Po prostu przejdź do sedna sprawy. - machnął niecierpliwie ręką, jakby odganiał się od muchy.

Dlaczego ona musiała sobie wybrać takiego idiotę?

-Jej mama ma raka. Złośliwego. Lekarze dają jej około miesiąca życia. - szepnąłem.

Cisza, która zapanowała po moich słowach była nieznośna. Chłopak otworzył usta w przerażeniu, ale zaraz je zamknął. Spojrzał na mnie, jakby zobaczył ducha. Nagle wstał z kanapy i szybkim krokiem opuścił dom trzaskając przy tym drzwiami.

-Dupek. - to nie były moje słowa.

W progu stała Nicole. Jej wzrok utkwiony był w podłodze. Podszedłem do dziewczyny i przytuliłem ją do siebie delikatnie całując w czubek głowy.

-Może musi to przemyśleć. - stwierdziłem.

Sam nie wiem czemu zacząłem go bronić. Zachował się, jak zwykły tchórz. Uciekł, kiedy ona najbardziej go potrzebowała.

Małe rączki kurczowo zacisnęły się na mojej bluzce. Jej włosy łaskotały moją brodę.

-Chodźmy spać.

A gdy nie otrzymałem odpowiedzi, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju.




***





Skończyłem szykować śniadanie, gdy do kuchni weszła Nicole. Zacisnąłem usta widząc, jak wygląda.

-Jajecznica i herbata. Słodzisz? - spytałem.

-Jedną, dziękuję.

Spojrzałem na zegarek. Lada chwila powinny tu być przyjaciółki Nicole, które zaprosiłem. Dziewczyna o niczym nie wiedziała. Źle się czułem z tym, że grzebałem w jej telefonie, ale wiedziałem, że ta wizyta na pewno jej pomoże.

Gdy usłyszałem dzwonek do drzwi od razu zerwałem się z krzesła.

-Sprawdzę, kto to, kończ jeść.

Otworzyłem drzwi.

-Hej, jestem Nel. - wystawiła rękę.

-Niall. - uśmiechnąłem się, odwzajemniając gest.

-Emily powinna zaraz przyjść.

Nim skończyła zdanie usłyszeliśmy, jak ktoś przeklina, a echo jego słów roznosi się po klatce schodowej.

-W sumie to już jest. - usłyszałem śmiech Nel.

-Przepraszam za spóźnienie, ale napisałeś do mnie o dziewiątej! Przecież wtedy dopiero świta! - oskarżający ton w jej głosie spowodował, że moje kąci ust automatycznie się podniosły.

Kiedy stanęła przede mną w oczy rzuciły mi się jej zaróżowione policzki i włosy zmierzwione od wiatru. Widać, że naprawdę się śpieszyła.

-Och, raczy mi pani wybaczyć. To niedopuszczalne w moim zachowaniu. Obiecuję poprawę.

-Wybaczam. Emily.

-Niall. - odpowiedziałem i gestem ręki zaprosiłem obie do środka.





***





Kiedy wracałem od Nicole zaczęło padać. Nałożyłem kaptur i przyśpieszyłem kroku. Do mojego domu był spory kawałek, ale postanowiłem skorzystać z metra.

Zacząłem się zastanawiać, czy dziewczynom choć trochę udało się poprawić humor Nicole. Ona sama nie była zbytnio zadowolona tym, że przyjaciółki ją odwiedziły. Wiedziałem, że wolałaby zostać sama i obwiniać się o wszystko. Czułem się jednak w jakiś sposób za nią odpowiedzialny. Jest mi jak siostra, której nigdy nie miałem.

I jeszcze jej chłopak, który zachował się jak ostatni pojeb. Jak można zostawić dziewczynę w takiej chwili? Przecież ona teraz najbardziej go potrzebuje.

Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek nadchodzącego sms'a.

Hej x Może chciałbyś się spotkać? :) Spóźnialska E.

Musiałem kilka razy przeczytać treść tej krótkiej wiadomości zanim odpisałem.

No hej x Chętnie :)
Ps. Skąd masz mój numer?

Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.

Ale błagam, o LUDZKIEJ godzinie, dobrze? Nie tylko ty masz dostęp do cudzego telefonu :3

Uśmiechnąłem się do siebie, pisząc odpowiedź.

Czyli 12 najwcześniej? :D

Taaaak, może uda mi się wstać. Primark jutro? :)

Okej x


Cóż, zapowiada się interesujący dzień.






____________________________________



Witam! :)
Spóźnionych, wesołych świąt <3 
I oczywiście mokrego lanego poniedziałku :D
Dawno niczego nie pisałam, ale w końcu mam wolne i postanowiłam, że jednak wypadałoby coś napisać ;3
Chciałabym tylko jeszcze napisać, że to ff skończę na pewno, tylko będą po prostu duże odstępy czasu, za co przepraszam ;c 
Ode mnie chyba tyle. Liczę, że rozdział Ci się spodobał :)
Do... kiedyś tam ♥

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 30


Nicole








 Siedząc w ogromnej sali i próbując skupić całą uwagę na jednym z wielu zadań matematycznych, rozmyślałam o dzisiejszym dniu.

Mój brat nie pojawił się na maturze. Mówił, że nie zamierza podchodzić nawet do egzaminu. Kiedy mama dowiedziała się o wszystkim zrobiła mu, zresztą zasłużoną, awanturę. Jednak mimo mocnych argumentów postawionych przed Kevinem, ten nie przejął się niczym i zakładając słuchawki – wyszedł z domu.

Mama przeżyła lekkie załamanie i chyba dopiero wczoraj zdała sobie sprawę, że nie ma już nad nami takiej samej władzy rodzicielskiej jak kiedyś. Przez połowę nocy pocieszałam ją i zapewniałam, że to tylko przejściowy stan Kevina. Kilkanaście razy obiecywałam z nim porozmawiać i nakłonić go do zmiany zdania.

Oczywiście wiedziałam, że nie przemówię mu już do rozsądku, ale i tak postanowiłam podjąć się rozmowy z nim.

Spojrzałam na arkusz papieru. Po raz kolejny przeczytałam polecenie usilnie próbując przypomnieć sobie odpowiednią metodę rozwiązania zadania. Nerwowo machając długopisem w ręku spojrzałam na olbrzymi zegar wiszący na samym przodzie klasy. Od rozpoczęcia matury minęło już czterdzieści minut.

Rozejrzałam się po klasie. Wiele twarzy w skupieniu przyglądało się treści zadań, ale tylko nieliczni zawzięcie pisali po swoim arkuszu. Najprawdopodobniej znali rozwiązania. Ach, ile bym dała, żeby być osobą posiadającą zdolności matematyczne, które pewnie nie przydałyby mi się w życiu, ale dzięki nim zdołałabym chociaż uporać się z obowiązkiem szkolnym i zdaniem matury.

Zamknęłam oczy i oparłam głowę na ręku. W nocy spałam zaledwie cztery godziny. Zmęczenie, stres i ciągłe niewyspanie dawało o sobie znać.






**






Wychodząc z sali włączyłam swój telefon. Umówiłam się z Niallem, który po skończonych egzaminach chciał mnie koniecznie zabrać na kawę. Zgodziłam się. Ostatnio nie miałam dla niego dużo czasu i liczyłam, że będę mogła mu się wygadać.

Na dziedzińcu przed szkołą zgromadziło się wiele ludzi, a wydostanie się z tłumu graniczyło z cudem. Zaczęłam przepychać się przez tłum. W pewnym momencie poczułam jak ktoś zapał mnie za nadgarstek i trzyma w silnym uścisku. Znieruchomiałam.

Jeżeli okaże się, że to Harry, obiecuję sobie, że przywalę mu z liścia.

Spojrzałam na osobę, która teraz trochę poluzowała uścisk.

-Niall! - wykrzyknęłam.

Kilka osób odwróciło się w naszą stronę, ale zaraz powróciło do swoich przerwanych zajęć.

Uśmiechnęłam się promiennie do przyjaciela zarzucając mu ręce na szyję. Chłopak podniósł mnie i okręcił nas wokół własnej osi.

-Jak ci poszło? - zapytał, odstawiając mnie z powrotem na ziemię.

-Może być.

Może być było najmniejszym kłamstwem.

-Pamiętam, że w tamtym roku oblałem matmę. - wyznał.

-Ty? - zdziwiłam się.

Podczas wspólnych spotkań z blondynem nie raz prosiłam go o pomoc w tym okropnym przedmiocie odkąd powiedział mi o swoich sukcesach.

-Tak. Byłem wtedy zdemoralizowanym nastolatkiem, dla którego liczyły się tylko imprezy i piwo. - zaśmiał się.

-Nie wierzę. Niall Horan i alkohol!

Uśmiechnął się, a potem na jego twarzy zawitał diabelski uśmieszek.

-Nie wiem o czym myślisz, ale nie waż się tego robić. - zastrzegłam.

-Przykro mi, ale nie masz nade mną takiej władzy.

Nim zdążył powiedzieć coś jeszcze, pochylił się nade mną i wziął na ręce. Z głośnym wrzaskiem zaczął biec, a zdezorientowani ludzie umykali przed nim nie chcąc się na nic narazić.

Postawił mnie na ziemi dopiero wtedy, kiedy zaczęłam go o to prosić, bo zrobiło mi się niedobrze.

-Co jest, mała? - zapytał z troską.

-Nic, po prostu za szybko.

Po chwilowym odpoczynku byłam w stanie normalnie iść.

-Wiesz, zaczynasz mnie martwić. - powiedział nagle.

-Czemu?

Zatrzymał się na chwilę, a gdy upewnił się, że na niego patrzę, zaczął:

-Spotykamy się po takim czasie, a ty wyglądasz jakbyś schudła co najmniej pięć kilo a twoja twarz jest pozbawiona koloru. Przypominasz żywego trupa z wytrzeszczonymi oczami. Dziwię się, że nikt z twoich bliskich jeszcze tego nie zauważył.

Zaniemówiłam. Czy naprawdę to wszystko było widoczne? A może Niall tylko żartował?

No oczywiście, że żartował. Dziewczyno, spójrz w lustro!

-Wszystko ci wyjaśnię, ale nie tu. - szepnęłam.

Nie byłam nawet pewna, czy mnie usłyszał, ale kiedy poczułam jak jego ręka chwyta moją i zaczyna prowadzić w innym kierunku niż kawiarnia – wiedziałam, że szykuje się poważna rozmowa.







**






Siedziałam na łóżku chłopaka wpatrując się w swoje splecione palce. Podczas całego opowiadania zdążyłam się kilka razy rozpłakać i aktualnie ból głowy przyćmiewał mi normalne myślenie. Czułam, jak powieki same mi opadają i nie mogłam nic na to poradzić.

-Niall. - wychrypiałam.

-Co?

-Przepraszam.

Jego zdziwiony wyraz twarzy pokazywał, że nie wie, o co mi chodzi.

-No za to, że już wcześniej ci tego nie powiedziałam. - westchnęłam.

-Mhm. - mruknął tylko.

Zacisnęłam wargi. Wiedziałam, że musi mu być przykro, ale nie chciałam, żeby był kolejną osobą, która musiałaby przeze mnie cierpieć.

-Muszę się zbierać.

Tchórzysz.

Zignorowałam głosik w głowie i zaczęłam powoli wstawać z łóżka. Gdy zamierzałam otworzyć drzwi poczułam jak kręci mi się w głowie. Złapałam się klamki i oparłam bokiem o chłodną ścianę obok.

Zamknęłam oczy, ale szybko je otworzyłam, kiedy poczułam jak moje ciało niesione jest przez blondyna i delikatnie położone na łóżku.

-Nigdzie nie pójdziesz, Nicole. Jesteś strasznie osłabiona. Nie wiem czy nie powinienem zadzwonić do twojej mamy.

-Proszę, nie. - w oczach ponownie pojawiły się łzy na myśl o tym, że rodzicielka mogłaby zobaczyć mnie w takim stanie.

-Zrobię ci herbaty. - powiedział zrezygnowanym tonem i już go nie było.






**






Kubek z parującą cieczą pojawił się w polu mojego widzenia. Chłopak siedział na łóżku trzymając go w jednej dłoni. Drugą ręką pomógł mi się podnieść.

-Do dna. - rozkazał.

Kiedy zielona herbata rozgrzewała mój organizm od środka, ja leżałam w łóżku z głową na klatce piersiowej chłopaka. Wtuliłam się w niego wdychając zapach jego perfum i nagle przez moją głowę przeszła dziwna myśl. Uśmiechnęłam się do siebie.

-Co cię tak bawi? - usłyszałam pytanie.

-Nieważne.

Dwa małe rumieńce wstąpiły na moją twarz.

-Wow, zaczynasz przypominać człowieka! - krzyknął.

-Dzięki. - warknęłam.

-To powiesz mi dlaczego się uśmiechałaś?

Wiedziałam, że mi nie odpuści, ale głupio było mi się do tego przyznać.

-Pomyślałam sobie, że twoja przyszła dziewczyna będzie miała z tobą bardzo dobrze.

-Będzie miała ze mną dobrze? - zaczął się śmiać.

-Wiesz, o co mi chodzi, Horan. - szturchnęłam go palcem w żebro.

-Cóż, nie jestem pewien, czy chcę ją mieć. - odrzekł po chwili.

Odwróciłam się w jego stronę marszcząc brwi.

-Przynajmniej teraz. - wzruszył ramionami.

Nie chciałam naciskać go na zwierzenia. Wróciłam do poprzedniej pozycji i przymknęłam powieki.




**




Przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do środka. Ściągnęłam buty i ruszyłam w stronę kuchni. Zdjęłam szklankę z suszarki i nalałam sobie soku jabłkowego. Otworzyłam lodówkę, ale nie znalazłam w niej nic, na co miałabym ochotę, więc zamknęłam ją i udałam się w stronę pokoju.
Kiedy przechodziłam koło salonu zobaczyłam słabe światło i zgarbioną postać mamy siedzącej na kanapie. Od razu weszłam do pomieszczenia.

Zapach alkoholu owiał cały pokój. Mama mamrotała coś do siebie chyba nie zdając sobie sprawy, że znajduję się obok niej. Ona była pijana.

-Mamo... - szepnęłam.

Jej nieobecne spojrzenie przeniosło się na mnie.

-Co się stało? - spytałam.

Parsknęła śmiechem i spojrzała na kartkę. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w ręku pomięty arkusz.

-Chodź. - pomogłam jej wstać z sofy.

Położyłam ją spać i wróciłam do salonu. Włączyłam górne światło i spojrzałam na stolik, na którym leżała kartka. Podniosłam ją na wysokość swoich oczu. Druk był niewyraźny od dużej ilości zgnieceń i musiałam wytężyć wzrok, żeby cokolwiek zobaczyć.

Zmrużyłam oczy i zaczęłam czytać. Kilka razy prześledziłam tekst, ale nie mogłam się mylić.
Upuściłam kartkę i drżącymi rękami wzięłam komórkę do ręki.

Kevin nie odbierał, Harry też nie. Kurwa.

Wybrałam kolejny numer. Odebrał od razu.

-Tak?


-J-ja... niemożliwe. Niall... - kilka łez spłynęło po moich policzkach.

-Nicole, co się dzieje? - usłyszałam, jak chłopak przemieszcza się w domu.

-P-przyjdź, pro-osze...

-Będę za dziesięć minut.

Dźwięk zerwanego połączenia wciąż szumił mi w uszach. Opadłam na kolana, kompletnie załamana. Czy właśnie tak ma wyglądać moje życie?






____________________________________________

Witam z pierwszym rozdziałem II części. :)
Miłego czytania :3

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 29



Nicole



Obudziłam się czując na sobie ciężar ciała Harry'ego. Jego ręce oplatały mnie w pasie przytrzymując przy sobie a rytmiczny oddech uspokajał moje nerwy. Zamknęłam oczy rozkoszując się tą magiczną chwilą.

Kiedy ponownie je otworzyłam ujrzałam w progu Louisa.

-Hej. Coś się stało? - wychrypiałam.

-Obudź proszę Harry'ego i powiedz mu, żeby przyszedł do salonu.

-Dobrze. Louis...

Nie dał mi dokończyć zdania zamykając drzwi. Zdziwiłam się. Nigdy nie był taki wkurzony.

Spojrzałam na Harry'ego. Przykro mi kochanie, ale będę cię musiała obudzić.

-Harry.

Szturchnęłam go w ramię. Zero reakcji.

-Harry, wstawaj.

Nawet się nie poruszył.

-Haroldzie Styles mam ci sprzedać kopniaka, żebyś wstał? - podniosłam głos.

Ten przewrócił się tylko na bok i dalej kontynuował drzemkę.

Cóż, ja ostrzegałam.

Z całej siły uderzyłam Harry'ego tak, że spadł na dywan leżący obok łóżka.

Uśmiechnęłam się zwycięsko i patrzyłam jak podnosi się podłogi pocierając bolące miejsce.

-Wreszcie. - wyszczerzyłam się.

-Nie mogłaś zrobić tego po ludzku? - fuknął.

-Próbowałam.

Nieufność w jego spojrzeniu i mina, którą przybrał niczym małe, poszkodowane dziecko wywołała u mnie salwy śmiechu.

-To nie było śmieszne.

-Było.

-Nie.

-Tak.

-Nie.

-Tak.

-Nie.

-Tak.

-Dobra, nie sprzeczajmy się o to. Lepiej podaj mi jakiś dobry powód, dla którego postanowiłaś obudzić mnie tak brutalnie.

Wstał otrzepując ze swojego ciała niewidzialny pyłek. Był bez koszulki, mogłam więc oglądać jego piękne ciało. Tatuaże pokrywające delikatną, oliwkową skórę. Wyrzeźbiony brzuch i umięśnione ramiona. Czułam jak atmosfera ulega zmianie.

Harry podszedł do łóżka nie spuszczając ze mnie wzroku. Podniosłam się z łóżka uprzednio wygrzebując nogi z kołdry. Byłam teraz od niego wyższa.

Odchylił głowę i patrzył na mnie w skupieniu. Dotknęłam jego włosów lekko za nie pociągając.
Nagle silne ręce objęły mnie w talii i nie czułam już materacu pod swoimi stopami. Szybko założyłam dłonie za jego szyję a nogi oplotłam w pasie.

Spojrzałam mu w oczy. Podtrzymywał mnie za pupę.

Opuszkami palców rysowałam kontury czarnego atramentu zdobiącego klatkę piersiową Harry'ego.
Pochyliłam się i zaczęłam obsypywać tatuaże pocałunkami. Nie wiem co się ze mną działo. Byłam jakby pod działaniem zaklęcia. Przy Harrym czułam się sobą.

Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się skrzyżowały.

Chciałam mu powiedzieć o Louisie i o tym, że ma do niego pilną sprawę, ale jego usta natarły na moje zanim zdołałam powiedzieć choćby słowo. Całował mnie namiętnie, zmysłowo. Oddałam się temu pocałunkowi bez reszty. Lekko przygryzł moją wargę. Jęknęłam.

Harry zaczął się przemieszczać nieustannie mnie całując.

Poczułam zimną ścianę. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Złapałam jego twarz w dłonie i zaczęłam całować z pełnym pożądaniem, które teraz krążyło w mojej krwi.

Odsunęłam się od niego gdy zabrakło mi tlenu w płucach. Oparłam swoje czoło o jego. Oboje dyszeliśmy jak po długim biegu.

-Ja... się... - zaczęłam niepewnie.

-Tak?

-Chybasięzakochałam. - powiedziałam na jednym wydechu.

-Co? - zapytał uśmiechając się.

Stałam już na podłodze, boso. Harry trzymał swoje ręce po obu stronach mojej głowy. Czułam się osaczona. Opuściłam głowę kierując wzrok na nasze stopy.

-Hej, spójrz na mnie. - jego dłoń lekko podniosła mój podbródek.

Patrzył mi prosto w oczy. Jak ja mu teraz powtórzę to, co przed chwilą wyszło z moich ust? Och, mogłam niczego nie mówić.

-Ja się chyba... zakochałam. W tobie.

Czułe spojrzenie, które mi posłał było wszystkim, co mogłam sobie wyobrazić.

-Ja też. - powiedział.

-Jakiś ty romantyczny. - skrzywiłam się.

-Dla pani zawsze. - uśmiechnął się.

Ciche pukanie rozległo się po pokoju. Drzwi zostały lekko uchylone.

-Przyszłam tu, bo tak sobie pomyślałam, że pewnie zapomniałaś powiedzieć Harry'emu, że Louis prosił go na chwilę do siebie. - Monic patrzyła na nas z zabawnym uśmieszkiem na twarzy.

Louis! Jak mogłam zapomnieć?

Mogłaś.

-Nie, pamiętałam, po prostu... tak jakoś wyszło. - zaczęłam się tłumaczyć.

-Nic się nie stało. Harry zejdziesz na dół? - zwróciła się do chłopaka.

-Jasne, już lecę.

-Ubierz się. - poleciłam mu.

-Naprawdę wolisz, żebym się ubrał? - poruszył zabawnie brwiami.

-Nałóż koszulkę i leć, pewnie się niecierpliwi. - przewróciłam oczami.

Wyszedł zostawiając mnie z dziewczyną. Zaczerwieniłam się przypominając sobie to, co miało miejsce chwilę temu.

-Jak się spało? - pytanie Monic zbiło mnie z pantałyku.

Myślałam, że będzie chciała wiedzieć co zaszło między mną a Harrym. Na szczęście nie. Odetchnęłam.

-Dobrze, jestem tylko trochę głodna. - przyznałam.

O niebiosa! W końcu poczułam głód. Jakby na potwierdzenie tych słów w moim brzuchu zaczęło burczeć.

-Przepraszam. - zarumieniłam się.

-Nie ma sprawy. Może chcesz skorzystać z łazienki? Pożyczyłabym ci jakieś ubrania a potem zrobiłybyśmy sobie śniadanie.

-Brzmi świetnie. Chętnie.






***





Po szybkim prysznicu ubrałam się w pożyczone spodnie i bluzkę. Rozczesałam mokre włosy i wysuszyłam suszarką. Wyszłam z łazienki kierując się do pokoju. Chciałam pościelić łóżko, żeby nie wyjść na niechluja, którym w rzeczywistości jestem. Ale grunt to dobre maniery, nie prawda?

Gdy właśnie skończyłam drzwi się otworzył a do środka wparował Harry. Był zły.

-Co się stało? - spytałam zmartwiona.

To nie mogło oznaczać nic dobrego.

-Nie jest dobrze.

-Czyli?

-Nie musisz wszystkiego wiedzieć, Nicki.

Co? Znowu zaczyna? Przecież było dobrze! Po co kolejne tajemnice?

-Harry! Mów mi o wszystkim. - nie ustępowałam.

-Nie tym razem.

-Ale...

-Nie. Po prostu nie. - stanowczość w jego głosie mnie przeraziła.

-Okej. - powiedziałam cicho i wyminęłam go.

Usłyszałam westchnięcie za plecami, ale nie odwróciłam się.

-Nicki, zaczekaj.

-Zamierzasz powiedzieć mi co się stało? - spytałam nie odwracając się do niego.

-Nie mogę, zrozum.

-Ostatnio też nie mogłeś.

-Tak, ale teraz to... robi się skomplikowane.

-Prawda nigdy nie jest skomplikowana, Harry.

Po tych słowach pobiegłam do łazienki zamykając się w niej na klucz.

Opadłam na podłogę podkulając nogi.

Czy zachowywałam się jak dziecko? Nie byłam pewna. Ale przecież mogę znać prawdę. Co jest takiego strasznego, że nie mogłabym się o tym dowiedzieć? Przecież wiem o tym, co robili w przeszłości. Ale czy zrobiłam z tego jakąś kłótnie? Zaczęłam płakać i krzyczeć? Wariowałam?

Zemdlałaś. Nie pamiętasz?

Zacisnęłam pięści. Nikt nie musiał mi o tym przypominać.

Pomyśl. Może nie chcą, żebyś znowu straciła przytomność? A jak to jest ponad twoje siły?

Oczywiście, że dam sobie radę. Wstałam tłumiąc płacz w zarodku. Postanowiłam. Będę silna. Muszę być jeśli chcę należeć do tego świata.

Spojrzałam w lusterko. Przemyłam twarz zimną wodą i oparłam ręce na umywalce w tej samej chwili, w której ktoś zapukał do drzwi.

Znieruchomiałam. Szybko wytarłam ostatnie kropelki wody ręcznikiem.

-Nicole, proszę, wyjdź.

To Harry.

Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz kierując się do kuchni. Chłopak złapał mnie za rękę.

-Jesteś zła? - zapytał smutno.

-Jestem głodna, Harry. Puść mnie, chcę coś zjeść. - powiedziałam twardo.

-Nicki, są rzeczy, których nawet gdybym chciał, to i tak nie mogę ci powiedzieć.

-Rozumiem. Czy teraz mogę iść już na dół?

Wyszarpnęłam swoją rękę i zbiegłam po schodach.

Ja też umiem mieć dwie twarze, Harry.

Koniec części I




_____________________________________



Hej Haj Heloł ! :D
Chciałam dodać nowy rozdział razem z nowym wyglądem bloga lecz cóż... tak jakoś wyszło haha :d
Dodam jutro wygląd zrobiony przez mojego miszcza :)
I chciałam powiedzieć, że.... WOW !!! W końcu dotarłam do końca I części. Myślałam, że nie dam rady i w pewnym momencie to po prostu zostawię. Ale teraz mam wolne ( a raczej koniec nieee) i jakoś naszło mnie na pisanie. To źle i dobrze. Dobrze dla was, jeśli to lubicie, bo często dodaję rozdziały ale źle, bo niedługo może być tak, że będzie jeden wpis na miesiąc ;/ 
Ale tfu! Wypluwam to, co napisałam, postaram się być systematyczna :3
Także no miłego czytania! :) 
Dziękuję za komentarze! WSZYSTKIE. W sumie dzięki nim pisze tak szybko.
Tyle, bo się rozpisze.
Czytajcie, komentujcie, będzie mi miło, do następnego! <3
Ps. mówcie czy chcecie, żebym zaczęła pisać część II :)

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 28


Harry



Widziałem, jak jej twarz natychmiastowo pobladła, kiedy wstawała z kanapy. Nic nie powiedziała. Nie skomentowała całej sytuacji nawet jednym słowem. Nagle zatrzymała się w miejscu. Zachwiała się niebezpiecznie i zaczęła upadać. Szybko zerwałem się z kanapy i w ostatniej chwili uratowałem ją przed upadkiem.

-Zemdlała. - powiedziałem.

-Kurwa. Louis !

Mężczyzna od razu pojawił się w salonie. Spojrzał na przyjaciela, a potem na mnie. Wciąż trzymałem dziewczynę w ramionach.

-Co się jej stało? - spytał.

-Za dużo emocji. - mruknął ponuro Kevin - Słuchaj, muszę coś załatwić. Czy Nicole mogłaby dzisiaj tu nocować?

-Jasne, ale pod jednym warunkiem.

Blondyn zmarszczył brwi.

-Jadę z tobą. Nie wiadomo co ci przyjdzie do tego łba. - Louis wzruszył ramionami – Pokój gościnny jest na górze, drugie drzwi po prawej.

Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Kevin odwrócił się w moją stronę.

-Zostaniesz z nią?

-Tak.

-Tylko pamiętaj, żadnych numerów. - pokiwał mi palcem przed nosem.

Uśmiechnąłem się lekko i wziąłem Nicole na ręce. Była taka leciutka.

Pomaszerowałem do wyznaczonego pokoju. Kopniakiem otworzyłem drzwi. Najdelikatniej jak umiałem położyłem ją na łóżku i przykryłem kocem.

Usiadłem obok wpatrując się w jej piękną twarz. Byli z Kevinem tak bardzo do siebie podobni.
Ostrożnie dotknąłem jej policzka. Był zaróżowiony. Uśmiechnąłem się. Moment, w którym tupnęła nogą był taki uroczy.

Tak samo jak ten, w którym straciła przytomność?
Podniosłem się z łóżka.

To nie tak miało być! Znowu wszystko spieprzone. Czy wszystko czego się tknę musi kończyć się w ten sposób?

Pociągnąłem za włosy, a z moich ust wydostało się warknięcie.
Nie jestem dla niej odpowiedni. Lepiej, żeby związała się z tym Niallem. Przynajmniej nie musiałaby tyle cierpieć.

Uderzyłem pięścią w ścianę, żeby wyładować złość.

-Harry.




Nicole




-Nic się nie stało? Boli cię coś?

Troska w jego głosie była wręcz namacalna.

-Nie. - zapewniłam uśmiechając się – To nie był pierwszy raz, gdy...

Urwałam. Nie byłam jeszcze gotowa by opowiedzieć mu całą historię związaną z ojcem.

-Nicole, ja...

-Chodź.

Przerwałam mu i poklepałam nieśmiało miejsce obok siebie.

-Wysłuchaj mnie. - poprosił.

Kiwnęłam głową czekając na jego słowa.

-Wiesz już o wszystkim, Nicki. A przynajmniej o tym, co związane jest z wyścigami.

Cały czas utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Atmosfera w pokoju zmieniła się. Czułam wyraźne napięcie. Wiedziałam, że to będzie ciężka rozmowa. Miałam tylko nadzieję, że nie skończy się kłótnią.

-Wiesz, że piłem i ćpałem. Brałem udział w tym gównie narażając swoje życie. Ale nie wiesz najgorszego.

Zamarłam. Co takiego mógł zrobić?

-Kurwa! Nicki, ja... ja nad sobą nie panuję.

-Harry, każdemu zdarza się czasami stracić kontrolę, to nic złego.

-Nie chodzi o to. - pokręcił głową.

Wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie tak, jakbym miała zaraz uciec z tego miejsca krzycząc w niebo głosy.

-Ja... zabiłem człowieka.

-Och.

"Och". Naprawdę potrafiłam tylko tyle powiedzieć w tej sytuacji? Jebane "och"?

Harry patrzył na mnie w skupieniu obserwując każdy najmniejszy ruch.

-Czemu? - spytałam.

Zamknął oczy.

-Nie chcę o tym teraz mówić.

Pokiwałam głową. Rozumiałam go.

-Chodź. - mruknęłam.

Od razu otworzył oczy.

-Nie boisz się?

-Nie. A co, myślałeś, że wybiegnę z wrzaskiem i usunę cię z pamięci?

-Tak.

Zaśmiałam się.

-Powinnam tak zrobić. - stwierdziłam.

-Powinnaś.

-Ale wiesz Harry, ja chyba też coś do ciebie czuję.

Mówiąc te słowa patrzyłam uparcie w materac. Czułam jak policzki pieką mnie ze wstydu. Nigdy jeszcze nie powiedziałam czegoś takiego chłopakowi.

On pozbawił życia jakiejś osoby. Nie rusza cię to? Wolałam, żeby moja podświadomość się przymknęła.

Jasne, że nie była to super nowina. Nie podobała mi się myśl, że Harry mógł kogoś zabić, ale wierzyłam, iż nie zrobił tego bez powodu.

Czy cokolwiek może usprawiedliwić morderstwo? Tak.

Jedna łza, druga...

Dość! Obiecałam sobie, że nie będę płakać z powodu tego tyrana.

-Już dobrze, nie płacz, skarbie.

Harry w jednej chwili znalazł się obok mnie tuląc do siebie jak małe dziecko. Nie płakałam więcej.

-Zrobić ci coś do picia? - spytał.

-Tak. Harry, muszę zadzwonić do mamy, powiedzieć jej, że nic mi nie jest, pewnie się zamartwia.

Wstyd mi było przyznać, że przypomniałam sobie o tym dopiero teraz.

-Myślę, że Kevin już to załatwił. - powiedział.

-Jak to? Przecież jest tutaj, prawda?

Pokręcił przecząco głową.

-Gdzie jest mój brat?

-Załatwia jakieś sprawy. Louis z nim jest.

-Och.

Czułam, że jeszcze o czymś zapomniałam... Niall! Uderzyłam się otwartą dłonią w twarz. Usłyszałam śmiech Harry'ego i spojrzałam na niego groźnie.

-Czy ty się ze mnie śmiejesz? - powiedziałam chłodno odsuwając się od niego.

-Tak. - kpiący uśmieszek nie schodził z jego twarzy.

Poczekaj, już niedługo nie będzie ci do śmiechu.

Skoczyłam na niego przewracając na materacu. Leżałam na nim szczerząc się z satysfakcją.

-I co teraz, Styles? - spytałam pochylając się nad nim.

W jednej chwili poczułam jak przekręca nas tak, że teraz to on nade mną górował.

-I co teraz?

-Pocałujesz mnie? - zrobiłam głupią minę.

-Nie wierzę, że przyjęłaś tą wiadomość tak spokojnie. - powiedział nachylając się do moich ust.

-Ufam, że miałeś powód. - szepnęłam.

Mięśnie jego szczęki zadrgały ostrzegawczo.

-Zasłużył sobie na to.

A więc to on. Czy chodziło o jakąś byłą dziewczynę?

Ujęłam jego twarz w dłonie. Patrzyłam mu prosto w oczy.

-To już przeszłość Harry. Nie cofniesz czasu, ale możesz postarać się o lepszą przyszłość.

-Staram się.

-No to mnie w końcu pocałuj! - zażądałam.

Poczułam jego usta. Całował mnie zachłannie z pożądaniem. Jęknęłam, kiedy jego palce znalazły się pod moją bluzką. Moje ręce powędrowały do jego włosów ciągnąc za końcówki i wywołując tym samym gardłowe warknięcie. Uśmiechnęłam się przez pocałunek.

-Myślę, że czas, żebyś zrobił mi w końcu coś do picia. - powiedziałam, gdy skończyliśmy tą przyjemną czynność.

-Jasne.





Louis



-Odbiło ci?! - krzyknąłem.

-Nie.

-Na chuja tu przyjeżdżaliśmy?

-Muszę powiedzieć Patrickowi, że ma się trzymać z dala od Nicole.

-Jasne. Powiedzieć. Kevin, wracajmy do mnie.

-Nie! Wrócimy i co?

-I nie będziesz żałował tego, co zamierzasz zrobić.

-Nie, Louis. Nie tym razem.

Kurwa. Po co ja mu mówiłem, gdzie on mieszka.

-Pomyśl o swojej mamie! - łapałem się ostatniej deski ratunku.

-Właśnie myślę. Wydaje ci się, że jej nic nie grozi?

-Nie rób tego, jeszcze możesz się wycofać.

Pokręcił głową. Podszedł do drzwi i uderzał w nie, dopóki się nie otworzyły. W progu stanęła blondynka, która patrzyła na nas z wyższością.

-Kim jesteście? - spytała.

-Nie twoja sprawa. Jest Patrick?

Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć u jej boku pojawił się Patrick.

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?

-Daruj sobie. - warknąłem ostrzegawczo.

-Kochanie, wejdź do środka. - zwrócił się do blondynki.

Ta posłała mu tylko niezadowolone spojrzenie po czym weszła do domu zamykając drzwi.

-A więc?

-Odpieprz się od mojej rodziny i Rose! - krzyknął Kevin.

-Ah tak... Rose. Kochana, słodka Rose. - zaśmiał się – Mój drogi, ona jest fałszywą suką. Naprawdę sądzisz, że ją znasz? - zakpił.

-Nie nazywaj jej tak.

-Och... czyżbyś się zakochał?

Nikt mu nie odpowiedział. Patrick zaczął się śmiać. Zerknąłem na Kevina. Zaciskał pięści gotowy do ataku. Podszedł do niego i uderzył z całej siły w twarz. Mężczyzna stracił równowagę i upadł na ziemię. Złapał się za bolące miejsce. Blondyn usiadł na nim i zaczął okładać Patricka pięściami. Nie patrzył, gdzie uderza. Chciał mu zadać jak największy ból.

Szybko podszedłem do nich i odciągnąłem przyjaciela. Patrick zaczynał już słabnąć.

Musiałem ciągle trzymać Kevina, by znowu się na niego nie rzucił. Nie wiem do czego jest zdolny w takim stanie, bo jeszcze nikt nigdy nie wkurzył go tak bardzo.

-Masz odpierdolić, rozumiesz?! Następnym razem cię zabiję!

-Kevin, chodź, idziemy. - ciągnąłem go do furtki.

-Słyszysz? Nie żyjesz!

-No chodź. - mruknąłem.

Traciłem cierpliwość, ale na szczęście Kevin odpuścił i zaczęliśmy iść w stronę samochodu. Nagle do moich uszu dotarł huk. Odwróciłem się w stronę domu.

Pokiereszowana twarz Patricka uśmiechała się do nas krzywo.

-Następnym razem cię zabiję. - krzyknął i osunął się po ścianie.

Spojrzałem na przyjaciela. Trzymał się kurczowo za prawe ramię.

-Chuj. - syknął.

-Kurwa, Kevin, mógł nas zabić!

-Ale nie zabił. - przewróciłem oczami.

Jasne.

Plułem sobie w brodę. Gdybym nie podał mu adresu nie doszłoby do tego wszystkiego. Łypnąłem na Kevina. Zaciskał zęby z bólu.

-Trzeba to opatrzeć. Jedźmy do domu. - powiedziałem.

Kiwnął tylko głową.

Siedząc w samochodzie zastanawiałem się nad tym skąd miał broń. Jeśli potrafił strzelić teraz do Kevina, to czy nie zrobiłby tego podczas wyścigów?





______________________________________


Hej ! :)
Krótkie życzenia noworoczne, o ile mi wyjdą :D
Życzę Wam, żebyście w nowy 2015 roku doświadczyli samych miłych rzeczy, często się uśmiechali, spotkali swoich idoli, mieli dobre oceny w szkole, dużo miłości i prawdziwych przyjaźni! I żebyście z życia czerpali jak najwięcej! 
Jeśli to czytasz to wiedz, że cię kocham misiu.! :*
To do następnego, trzymajcie się <3
Może jakiś komentarz? ;3

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 27



Nicole


Mój mózg eksplodował od nadmiaru informacji. Dziwne zachowanie Kevina, dwie nieudane napaści, kłótnie z Harrym, a teraz to. Jego słowa, które wciąż rozbrzmiewały w mojej głowie: "Bo cię chyba, kurwa, kocham!".

I pocałunek. Nie byle jaki pocałunek. Przepełniony żalem, miłością, szczerością, bezradnością. Przepełniony Harrym. Jeśli do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy, to teraz widzę, że ten chłopak całkowicie zawrócił mi w głowie.

Po prostu nie chciałaś zdawać sobie sprawy. Podświadomość dała mi kopa w tyłek. Jasne, że nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że mogłabym się w nim zakochać. Nie chciałam tego. A może jednak chciałam? Może po prostu bałam się jego reakcji? Pogłębienia swojego uczucia względem Harry'ego?

Przestań analizować każdy szczegół! Po raz kolejny zostałam skarcona przez ten upierdliwy głosik w głowie. Wiem, że ma rację. Niepotrzebnie tak dużo myślę.

Westchnęłam i spojrzałam w zielone tęczówki chłopaka.

Czułam gulę w gardle. O nie!

-Co mam ci odpowiedzieć, Harry? - wychrypiałam.

Prawdę!

-Że mi wybaczasz. - jego oddech pieścił moją szyję.

-A ty? - spytałam.

Czułam jak pieką mnie powieki. Nie, nie mogę się teraz rozpłakać!

-Co ja? - spytał zbity z tropu.

-Czy ty wybaczysz mi? - szepnęłam.

Odważyłam się spojrzeć na niego ukradkiem. Zmarszczył czoło zastanawiając się nad moim pytaniem. Chciałam go dotknąć. Palcem wygładzić zmarszczki na jego pięknej twarzy. Ale nie zrobię tego, dopóki mi nie odpowie.

I nagle dotarła do mnie powaga tej sytuacji. Jeśli teraz nie wybaczymy sobie nawzajem prawdopodobnie już nigdy się nie spotkamy. Już nigdy nie usłyszałabym jego głosu ani ujrzała tego cudownego uśmiechu. Nie!

Łzy popłynęły niekontrolowanie. Próbowałam zdusić szloch.

Poczułam silne dłonie oplatające mnie i przyciągające do jego rozgrzanego ciała. Słyszałam jego urywany oddech. Też płakał?

-Nie chcę cię stracić Nicole. - szepnął.

Pokiwałam głową, niezdolna do mówienia.

-Cholera! Zależy mi, nawet nie wiesz, jak bardzo!

-Ale... sam mówiłeś, że cię znam.

-Jeśli chcesz...

-Chcę. - powiedziałam.

Niepotrzebna nam była komunikacja werbalna. Rozumiałam, o co mu chodzi.

Odsunął się ode mnie. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Wydaje mi się, że moje słowa go rozluźniły. A potem znowu zmarszczył czoło. Tym razem moje palce od razu wyrównały jego skórę.

-Czemu płaczesz? - spytał smutno.

-Ze szczęścia. - posłałam mu uśmiech.

Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale zanim to zrobiłam do naszych uszu dobiegł bardzo znany mi głos.





Kevin




Gdy tylko odebrałem telefon od Louisa, wiedziałem, że coś się święci. Jednak, kiedy usłyszałem, co się stało, wkurzyłem się. Jak on mógł pozwolić na to, żeby Nicole sama chodziła po mieście?

Byłem akurat u Rose, a więc nie było tak strasznie daleko do mieszkania Lou.

Opowiedziałem o wszystkim dziewczynie, a ta od razu zgodziła się ze mną jechać.

Po dotarciu na miejsce, ruszyłem w kierunku kumpla. Powiedział mi, że są w garażu. Szybko pokonując schody dotarłem do miejsca pełnego samochodów. Stali przy jednym z nich, przytuleni. Przykro mi, ale będę musiał wam zepsuć ten nastrój miłości.

-Czyś ty, kurwa oszalał?! - krzyknąłem.

Nicole podskoczyła w miejscu i spojrzała na mnie wilkiem. Zignorowałem ją, kierując się w stronę Harry'ego.

-Jak mogłeś? A gdyby coś się jej stało? Pomyślałeś o tym?! - kontynuowałem.

-Przepraszam, to nie było w planie, ja...

-Nie było w planie? Harry, ona była sama! Bez niczyjej opieki!

-Myślisz, że dobrze się z tym czułem?!

-Oh, pewnie, że nie. Ale to nie pierwszy raz, kiedy zostawiasz ją samą. Mówiłeś, że ci na niej zależy!

-Bo tak jest!

-Więc czemu...

-Przymknijcie się wreszcie! - ten głos nie należał do chłopaka.

-To ja sama uciekłam od Harry'ego. On nie jest niczemu winny. Poza tym nie jestem dzieckiem Kevin! Mam tyle samo lat, co ty, więc przestań kontrolować mnie i moje życie!

Po raz pierwszy widziałem swoją siostrę w takim stanie. Wyszła zza pleców Harry'ego i stanęła przed nim. Była taka mała w porównaniu do chłopaka, który stał za nią. Z jej twarzyczki bił gniew i zdecydowanie.

-A jakby ci się coś stało? Myślałaś o mamie? - jęknąłem bezradnie.

Nie wiem, czy budząc w niej współczucie, cokolwiek osiągnę. Ale czy ona nie może po prostu zrozumieć, że się o nią martwię?

-Nic mi się nie stało, a mama o niczym się nie dowie. - ucięła dyskusję.

Stałem, nerwowo przeczesując palcami włosy. Nicole ma rację, nie mogę jej przez całe życie kontrolować.

-Kevin, nie zrozum mnie źle, jestem ci wdzięczna, że się o mnie martwisz, ale nie możesz być taki apodyktyczny. Nie uchronisz mnie przed całym złem tego świata.

Uśmiechnąłem się smutno i pokiwałem głową.

-Dołączymy do reszty? - zasugerowałem.

-Okej. Przyjechałeś z Rose? - spytał Harry.

-Tak, ale...

-Kim jest Rose? - w oczach mojej siostry widziałem czystą ciekawość.

-Moją dziewczyną. - wyszczerzyłem zęby.

-Kevin! - pisnęła i podbiegła do mnie.

Zarzuciła mi ręce na szyję.

-Nie zrani cię? - zapytała smutno.

-Wszystko się może zdarzyć, Nicki.

Odsunęła się i podeszła do Harry'ego. Wzięła go za rękę i spojrzała mi w oczy.

-A więc prowadź. Muszę ją poznać.






Nicole




Rose jest bardzo ładna. Szatynka o nogach godnej modelki. Ciągle się uśmiechała i nie odstępowała Kevina o krok. Wydaje się być w porządku, ale jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek osądy.

Poznałam także Monic i Louisa. Jak wielki przeżyłam szok, gdy dowiedziałam się, że Zayn jest bratem Monic! Nie byli do siebie podobni. Jedynie usta. Tak, usta mieli te same.

-Dobra, będę się już zbierał. - odezwał się Zayn.

-Czemu tak wcześnie? - zdziwiła się Monic.

-Muszę jeszcze podreperować samochód jakiemuś frajerowi, który startuje w tych wyścigach za dwa dni.

-Oh, no dobra. Podprowadzę cię. - rzuciła Monic.

Leżałam na kanapie, oparta o ramię Harry'ego. Gapiłam się w obraz Marilyn Monroe, która uśmiechała się do mnie z wyższością. Jakby wiedziała coś, czego nie wiem ja i czerpała z tego dużą satysfakcję. Patrzyłam się na nią jeszcze chwilę, po czym zaczęłam słuchać rozmowy, która toczyła się między Louisem i Kevinem.

-Samochód będzie gotowy dopiero jutro, Kev. Facet nie przywiózł mi jeszcze jednej części.

Drgnęłam. Harry wyczuł moją reakcję, ale było za późno.

-Jaki samochód? - spytałam.

Czułam, że nie wiem o czymś istotnym. O czymś, co wiedzą wszyscy zgromadzeni w tym pokój z wyjątkiem mnie. Podniosłam się z kanapy, patrząc wprost na mojego brata.

-Kevin? O czym nie wiem?

-Nicole, powinnaś usiąść. To długa historia. - odezwał się Louis.

-Dziękuję, postoję. - warknęłam.

Przyjaciel brata rozłożył ręcę w bezbronnym geście. Widziałam, jak Rose wymienia z nim szybkie spojrzenie.

-Rose, napiłbym się herbaty. Pomogłabyś mi? - Louis zwrócił się do dziewczyny.

-Jasne.

I już ich nie było. Wydaje mi się, że zatrzymali też Monic. Super, a więc zostaliśmy sami. Robiłam się coraz bardziej niecierpliwa.

-No więc? Któryś z was zechce mi powiedzieć o co chodzi?

Harry schował twarz w dłoniach i westchnął przeciągle. Kolejne słowa, które wychodziły z jego ust wbijały niewidzialny nóż w moje serce. Gdy skończył swoją opowieść wciąż stałam. Zdziwiłam się swoją postawą. Dawna Nicole uciekłaby już z płaczem. Ale dawną Nicole przestałam być od momentu, w którym spotkałam Zayna. Teraz zamierzałam zmierzyć się ze wszystkimi problemami. Odnalazłam siłę, której było mi brak przez ostatnie lata.

Mrugnęłam i wypuściłam powietrze, które nieświadomie przetrzymywałam w płucach. Powoli usiadłam i zaczęłam wszystko analizować.

Mój brat wraz z moim chłopakiem, jeśli mogę tak nazwać Harry'ego, ćpali. Obaj ścigali się w nielegalnych wyścigach. A Patrick chce ich teraz zniszczyć.

W przypływie irytacji tupnęłam nogą.

-Czemu nie powiedzieliście mi wcześniej?

-A jak myślisz?

-Nie wiem. Nie myślę, Harry!

-Załamałabyś się Nicki. Przecież wiem jaka byłaś wrażliwa. - szepnął Kevin.

Cholerny Kevin! Cholerny Harry! Cholerne tajemnice. Co jeszcze przede mną ukrywają? Czego jeszcze nie wiem?

-Kiedy odbędzie się ten wyścig? - spytałam pobladła.

-W dniu naszych matur.

-O której?

-O północy.


Wstałam i zaczęłam iść w stronę kuchni. Zatrzymałam się gwałtownie, gdy poczułam jak kręci mi się w głowie. Usłyszałam czyjś głos i poczułam jak spadam. Potem była już tylko ciemność.










________________________________________


Witam po dłuuuuugiej przerwie :3 
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze został i czasami zagląda. 
Sprawy organizacyjne: jeszcze 2-3 rozdziały i kończę I część :) 
Pogadam z moim mistrzem painta, to może mi zrobi zwiastun do drugiej części i nowy wygląd bloga :D
A teraz miłej lektury. :)
Miło będzie zobaczyć komentarz :*
Do następnego <3

niedziela, 30 listopada 2014

...

W ciągu kilku ostatnich dni przyjrzałam się bliżej każdej osobie. Wystarczyła mi chwila rozmowy z nimi by zaprzeczyć wszystkim dotychczasowym przypuszczeniom.
Spędziłam z nimi wystarczającą ilość czasu by ich polubić. Wiedziałam, że coraz bardziej mi ufają. Dlatego ostatnio częściej i silniej odczuwałam palące mnie wyrzuty sumienia. Powinnam była zakończyć to już dawno, ale nie potrafiłam. Pieprzona duma i chęć pokazania, że każdy może polegać na moim słowie. Czy było tego warte? Teraz wiem, że nie. Czy zdążę to jeszcze wszystko odkręcić? Nie wiem. Wiem jedno. Zostało mi już niewiele czasu.

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 26



Harry


-I pobiegła gdzieś, chuj wie gdzie. Kurwa, Monic, wszystko spieprzyłem. Kevin się wścieknie kiedy się dowie o tym, że Nick chodzi teraz sama po mieście. Ja pierdole, jak coś się jej stanie to będzie moja wina.

-Spokojnie Harry. Louis ją znajdzie. - zapewniała mnie dziewczyna.

Nie wiem, co bym bez niego zrobił. Kiedy zadzwoniłem do Lou było już późno i obudziłem przyjaciela ze snu, ale nie zaczął mnie wyklinać. Gdy dowiedział się, że właśnie pokłóciłem się z Nicole, a ta uciekła kazał mi od razu przyjechać do siebie. Jednak nie zastałem go w domu. Monic powiedziała mi, że pojechał szukać dziewczyny.

Czułem się w tym momencie jak chuj. Zawiodłem Nick i Kevina, nawrzeszczałem na nią, ale powiedziałem prawdę. Może nie był to idealny moment, dopiero co dowiedziała się kim jest ten facet. Poza tym to całe gówno, w którym siedzę ja i Kev...

-Ale czemu chciała pójść do tego pieprzonego Nialla? Czemu mi o nim nie wspomniała? - wypowiedziałem swoje myśli na głos
.
-A nie zastanawiałeś się może nad tym, że ona potrzebuje odskoczni od tego? Może ten chłopak pozwala jej o tym zapomnieć? - zasugerowała blondynka.

-Nie chcę, żeby to on pomagał jej zapomnieć. Chcę, żebym to był ja. - ukryłem twarz w dłoniach.

Co robiłem źle? Ciągle coś mi nie wychodziło. Ciągle coś stało na przeszkodzie i utrudniało życie. Nie dość się już wycierpiałem? Czemu Bóg tak bardzo się na mnie uwziął?

-Harry... czy ty... może... - zaczęła Monic.

-Czy ja co?

-Nie, nic.

-Dokończ, proszę.

-A może ty się w niej zakochałeś?

Spojrzałem na kobietę siedzącą po mojej prawej stronie. Czy to, co mówiła mogło być prawdą?
-Nawet jeżeli tak, to ona ma mnie teraz w dupie. - mruknąłem.

-Za szybko się poddajesz. Walcz, masz o co.

Zamiast odpowiedzi, zaśmiałem się sarkastycznie. Owszem, miałem o co, ale brakowało mi sił i chęci.

-Nicole jest bardzo... wrażliwą dziewczyną, tak słyszałam. Sam powinieneś o tym bardzo dobrze wiedzieć.

-Wiem.

-Więc czemu ją opieprzyłeś?

-Bo nie wytrzymałem? Zresztą, nie ważne. Stało się. Zjebałem sprawę, znowu.

Siedzieliśmy w milczeniu. Żadne z nas już się nie odezwało. Nie przeszkadzała mi cisza. Lubiłem ją. Mogłem się wtedy skupić i zacząć trzeźwo myśleć. Szkoda tylko, że nie zadziałało to w tym przypadku. Niezmącony spokój przerwał nam dzwonek telefonu. Spojrzałem na Monic. Posłała mi pocieszający uśmiech, po czym odebrała nadchodzące połączenie.

-I co? - zapytała.

-Z Zaynem? Co robili?

-Jak zwykle... Jasne, niech przyjeżdżają.

-Czekamy. Kocham Cię. Pa. - odłożyła komórkę na stół.

-Więc? - zacząłem.

-Louis ją znalazł. Była z Zaynem.

-Z Zaynem? Kolejny przyjaciel na pociechę? - zakpiłem.

-Tak się składa, że to mój brat. - powiedziała.

-Oh... przepraszam. - bąknąłem.

-Nie ma sprawy.

-Monic... ja... dziękuję. Za to, że mnie wsyłuchałaś i nie oceniłaś. Dziękuję. - szepnąłem patrząc jej w oczy.

Blondynka usiadła bliżej mnie i przytuliła. Chyba naprawdę tego potrzebowałem, bo zrobiło mi się lepiej. Tym uściskiem chciałem jej przekazać wszystko, co czułem.

-Wiesz... chyba na początku źle cię oceniłem. - uśmiechnąłem się przypominając sobie sytuację, kiedy zobaczyłem po raz pierwszy obraz wiszący w salonie Tomlinsona.

-Ważne, że teraz jest dobrze. - powiedziała.

-No ale poważnie, kto wiesza zdjęcie z Monroe na ścianie? - zaśmiałem się.

-W tej chwili obrażasz moją idolkę, więc możesz być pewien, że zaraz ci przyjebie. - rzekła poważnym tonem.

Kiedy usłyszeliśmy samochód podjeżdżający do garażu, od razu zerwaliśmy się z miejsca. Pobiegłem w stronę drzwi prowadzących do pomieszczenia z autami. Z pojazdu wysiadali Lou, Zayn, którego jeszcze nie znałem i Nicole. Cała i zdrowa. Odetchnąłem z ulgą. Nie byłem pewien czy chcę teraz wiedzieć gdzie mój przyjaciel ich znalazł.

-Dziękuję. - szepnąłem do Louisa.

Ten tylko pokiwał głową. Wiedział, że później mu wszystko wyjaśnie, ale najpierw chciałem porozmawiać z Nicole.

-Chodź Zayn, twoja siostra na pewno się za tobą stęskniła. - rzekł przyjaciel.

-Kto by za mną nie tęsknił? - spytał.

Mężczyźni zaśmiali się, po czym zniknęli mi z oczu. Zostałem sam z Nick. Popatrzyłem na dziewczynę skruszony. Unikała mojego wzroku.

-Ja przepraszam, nie chciałem, żeby to tak wyszło.

Nie uzyskałem odpowiedzi. Podszedłem do niej i ująłem piękną twarz w swoje dłonie. Zielone tęczówki patrzyły na mnie z zaciekawieniem.

-Proszę, nie bądź na mnie zła. - szepnąłem.

Strąciła moje ręce i odsunęła o krok.

-Nie bądź zła? Czy ty wiesz jak ja się czułam? Co myślałam? Jak bardzo zabolały mnie twoje słowa? Zdajesz sobie z tego sprawę?! - syknęła.

-Tak, wiem o tym, ale...

-Ale co? Zapomniało ci się, że też mam uczucia? Jestem pewna, że Kevin opowiedział ci o tym, co stało się kilka lat temu. O tym, co przeszłam z ojcem.

Zacisnąłem pięści. Naprawdę chciała teraz do tego wracać? Po co?

-Wiesz jak trudno jest mi zaufać nowej osobie? To prawie niewykonalne.

-Możesz przestać mówić przez chwilę? - zapytałem.

-Co?! Jezu, Harry! Jesteś niemożliwy!

-Muszę ci coś ważnego powiedzieć. - brnąłem dalej.

-A co może być ważniejszego od rozwiązywania naszego konfliktu? Musimy znaleźć jakiś sposób, żeby nie kończyć każdej rozmowy...

Złapałem ją za ręce i naparłem na nią swoim ciałem. Złączyłem nasze wargi razem. Jej słodkie usta były takie kuszące, tak dawno ich nie kosztowałem. Nie protestowała. Uśmiechnąłem się poprzez pocałunek.

Odsunąłem się od niej i spojrzałem w oczy. Była zdezorientowana.


- Bo cię chyba, kurwa, kocham! - krzyknąłem.









_____________________________________





Hej kochani ! x 
Naszła mnie wena, więc dodałam dwa rozdziały :) 
Nie wiem kompletnie, czy ktoś to czyta, ale cóż :D 
Ostatnio moja przyjaciółka miała urodziny, a że lubi to ff postanowiłam napisać dwa rozdziały :) 
Wszystkiego najlepszego Klaudia.! <3
Nie proszę o komentarze, nie mają sensu, jeśli to przeczytałeś/aś wiedz, że Cię kocham. :* 
Do zobaczenia ! 

Obserwatorzy