sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 30


Nicole








 Siedząc w ogromnej sali i próbując skupić całą uwagę na jednym z wielu zadań matematycznych, rozmyślałam o dzisiejszym dniu.

Mój brat nie pojawił się na maturze. Mówił, że nie zamierza podchodzić nawet do egzaminu. Kiedy mama dowiedziała się o wszystkim zrobiła mu, zresztą zasłużoną, awanturę. Jednak mimo mocnych argumentów postawionych przed Kevinem, ten nie przejął się niczym i zakładając słuchawki – wyszedł z domu.

Mama przeżyła lekkie załamanie i chyba dopiero wczoraj zdała sobie sprawę, że nie ma już nad nami takiej samej władzy rodzicielskiej jak kiedyś. Przez połowę nocy pocieszałam ją i zapewniałam, że to tylko przejściowy stan Kevina. Kilkanaście razy obiecywałam z nim porozmawiać i nakłonić go do zmiany zdania.

Oczywiście wiedziałam, że nie przemówię mu już do rozsądku, ale i tak postanowiłam podjąć się rozmowy z nim.

Spojrzałam na arkusz papieru. Po raz kolejny przeczytałam polecenie usilnie próbując przypomnieć sobie odpowiednią metodę rozwiązania zadania. Nerwowo machając długopisem w ręku spojrzałam na olbrzymi zegar wiszący na samym przodzie klasy. Od rozpoczęcia matury minęło już czterdzieści minut.

Rozejrzałam się po klasie. Wiele twarzy w skupieniu przyglądało się treści zadań, ale tylko nieliczni zawzięcie pisali po swoim arkuszu. Najprawdopodobniej znali rozwiązania. Ach, ile bym dała, żeby być osobą posiadającą zdolności matematyczne, które pewnie nie przydałyby mi się w życiu, ale dzięki nim zdołałabym chociaż uporać się z obowiązkiem szkolnym i zdaniem matury.

Zamknęłam oczy i oparłam głowę na ręku. W nocy spałam zaledwie cztery godziny. Zmęczenie, stres i ciągłe niewyspanie dawało o sobie znać.






**






Wychodząc z sali włączyłam swój telefon. Umówiłam się z Niallem, który po skończonych egzaminach chciał mnie koniecznie zabrać na kawę. Zgodziłam się. Ostatnio nie miałam dla niego dużo czasu i liczyłam, że będę mogła mu się wygadać.

Na dziedzińcu przed szkołą zgromadziło się wiele ludzi, a wydostanie się z tłumu graniczyło z cudem. Zaczęłam przepychać się przez tłum. W pewnym momencie poczułam jak ktoś zapał mnie za nadgarstek i trzyma w silnym uścisku. Znieruchomiałam.

Jeżeli okaże się, że to Harry, obiecuję sobie, że przywalę mu z liścia.

Spojrzałam na osobę, która teraz trochę poluzowała uścisk.

-Niall! - wykrzyknęłam.

Kilka osób odwróciło się w naszą stronę, ale zaraz powróciło do swoich przerwanych zajęć.

Uśmiechnęłam się promiennie do przyjaciela zarzucając mu ręce na szyję. Chłopak podniósł mnie i okręcił nas wokół własnej osi.

-Jak ci poszło? - zapytał, odstawiając mnie z powrotem na ziemię.

-Może być.

Może być było najmniejszym kłamstwem.

-Pamiętam, że w tamtym roku oblałem matmę. - wyznał.

-Ty? - zdziwiłam się.

Podczas wspólnych spotkań z blondynem nie raz prosiłam go o pomoc w tym okropnym przedmiocie odkąd powiedział mi o swoich sukcesach.

-Tak. Byłem wtedy zdemoralizowanym nastolatkiem, dla którego liczyły się tylko imprezy i piwo. - zaśmiał się.

-Nie wierzę. Niall Horan i alkohol!

Uśmiechnął się, a potem na jego twarzy zawitał diabelski uśmieszek.

-Nie wiem o czym myślisz, ale nie waż się tego robić. - zastrzegłam.

-Przykro mi, ale nie masz nade mną takiej władzy.

Nim zdążył powiedzieć coś jeszcze, pochylił się nade mną i wziął na ręce. Z głośnym wrzaskiem zaczął biec, a zdezorientowani ludzie umykali przed nim nie chcąc się na nic narazić.

Postawił mnie na ziemi dopiero wtedy, kiedy zaczęłam go o to prosić, bo zrobiło mi się niedobrze.

-Co jest, mała? - zapytał z troską.

-Nic, po prostu za szybko.

Po chwilowym odpoczynku byłam w stanie normalnie iść.

-Wiesz, zaczynasz mnie martwić. - powiedział nagle.

-Czemu?

Zatrzymał się na chwilę, a gdy upewnił się, że na niego patrzę, zaczął:

-Spotykamy się po takim czasie, a ty wyglądasz jakbyś schudła co najmniej pięć kilo a twoja twarz jest pozbawiona koloru. Przypominasz żywego trupa z wytrzeszczonymi oczami. Dziwię się, że nikt z twoich bliskich jeszcze tego nie zauważył.

Zaniemówiłam. Czy naprawdę to wszystko było widoczne? A może Niall tylko żartował?

No oczywiście, że żartował. Dziewczyno, spójrz w lustro!

-Wszystko ci wyjaśnię, ale nie tu. - szepnęłam.

Nie byłam nawet pewna, czy mnie usłyszał, ale kiedy poczułam jak jego ręka chwyta moją i zaczyna prowadzić w innym kierunku niż kawiarnia – wiedziałam, że szykuje się poważna rozmowa.







**






Siedziałam na łóżku chłopaka wpatrując się w swoje splecione palce. Podczas całego opowiadania zdążyłam się kilka razy rozpłakać i aktualnie ból głowy przyćmiewał mi normalne myślenie. Czułam, jak powieki same mi opadają i nie mogłam nic na to poradzić.

-Niall. - wychrypiałam.

-Co?

-Przepraszam.

Jego zdziwiony wyraz twarzy pokazywał, że nie wie, o co mi chodzi.

-No za to, że już wcześniej ci tego nie powiedziałam. - westchnęłam.

-Mhm. - mruknął tylko.

Zacisnęłam wargi. Wiedziałam, że musi mu być przykro, ale nie chciałam, żeby był kolejną osobą, która musiałaby przeze mnie cierpieć.

-Muszę się zbierać.

Tchórzysz.

Zignorowałam głosik w głowie i zaczęłam powoli wstawać z łóżka. Gdy zamierzałam otworzyć drzwi poczułam jak kręci mi się w głowie. Złapałam się klamki i oparłam bokiem o chłodną ścianę obok.

Zamknęłam oczy, ale szybko je otworzyłam, kiedy poczułam jak moje ciało niesione jest przez blondyna i delikatnie położone na łóżku.

-Nigdzie nie pójdziesz, Nicole. Jesteś strasznie osłabiona. Nie wiem czy nie powinienem zadzwonić do twojej mamy.

-Proszę, nie. - w oczach ponownie pojawiły się łzy na myśl o tym, że rodzicielka mogłaby zobaczyć mnie w takim stanie.

-Zrobię ci herbaty. - powiedział zrezygnowanym tonem i już go nie było.






**






Kubek z parującą cieczą pojawił się w polu mojego widzenia. Chłopak siedział na łóżku trzymając go w jednej dłoni. Drugą ręką pomógł mi się podnieść.

-Do dna. - rozkazał.

Kiedy zielona herbata rozgrzewała mój organizm od środka, ja leżałam w łóżku z głową na klatce piersiowej chłopaka. Wtuliłam się w niego wdychając zapach jego perfum i nagle przez moją głowę przeszła dziwna myśl. Uśmiechnęłam się do siebie.

-Co cię tak bawi? - usłyszałam pytanie.

-Nieważne.

Dwa małe rumieńce wstąpiły na moją twarz.

-Wow, zaczynasz przypominać człowieka! - krzyknął.

-Dzięki. - warknęłam.

-To powiesz mi dlaczego się uśmiechałaś?

Wiedziałam, że mi nie odpuści, ale głupio było mi się do tego przyznać.

-Pomyślałam sobie, że twoja przyszła dziewczyna będzie miała z tobą bardzo dobrze.

-Będzie miała ze mną dobrze? - zaczął się śmiać.

-Wiesz, o co mi chodzi, Horan. - szturchnęłam go palcem w żebro.

-Cóż, nie jestem pewien, czy chcę ją mieć. - odrzekł po chwili.

Odwróciłam się w jego stronę marszcząc brwi.

-Przynajmniej teraz. - wzruszył ramionami.

Nie chciałam naciskać go na zwierzenia. Wróciłam do poprzedniej pozycji i przymknęłam powieki.




**




Przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do środka. Ściągnęłam buty i ruszyłam w stronę kuchni. Zdjęłam szklankę z suszarki i nalałam sobie soku jabłkowego. Otworzyłam lodówkę, ale nie znalazłam w niej nic, na co miałabym ochotę, więc zamknęłam ją i udałam się w stronę pokoju.
Kiedy przechodziłam koło salonu zobaczyłam słabe światło i zgarbioną postać mamy siedzącej na kanapie. Od razu weszłam do pomieszczenia.

Zapach alkoholu owiał cały pokój. Mama mamrotała coś do siebie chyba nie zdając sobie sprawy, że znajduję się obok niej. Ona była pijana.

-Mamo... - szepnęłam.

Jej nieobecne spojrzenie przeniosło się na mnie.

-Co się stało? - spytałam.

Parsknęła śmiechem i spojrzała na kartkę. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w ręku pomięty arkusz.

-Chodź. - pomogłam jej wstać z sofy.

Położyłam ją spać i wróciłam do salonu. Włączyłam górne światło i spojrzałam na stolik, na którym leżała kartka. Podniosłam ją na wysokość swoich oczu. Druk był niewyraźny od dużej ilości zgnieceń i musiałam wytężyć wzrok, żeby cokolwiek zobaczyć.

Zmrużyłam oczy i zaczęłam czytać. Kilka razy prześledziłam tekst, ale nie mogłam się mylić.
Upuściłam kartkę i drżącymi rękami wzięłam komórkę do ręki.

Kevin nie odbierał, Harry też nie. Kurwa.

Wybrałam kolejny numer. Odebrał od razu.

-Tak?


-J-ja... niemożliwe. Niall... - kilka łez spłynęło po moich policzkach.

-Nicole, co się dzieje? - usłyszałam, jak chłopak przemieszcza się w domu.

-P-przyjdź, pro-osze...

-Będę za dziesięć minut.

Dźwięk zerwanego połączenia wciąż szumił mi w uszach. Opadłam na kolana, kompletnie załamana. Czy właśnie tak ma wyglądać moje życie?






____________________________________________

Witam z pierwszym rozdziałem II części. :)
Miłego czytania :3

Obserwatorzy