piątek, 31 października 2014

Rozdział 25 część II


Nicole


Biegłam nie patrząc przed siebie. Nie wyznaczałam sobie żadnego celu prócz jednego – jak najdalej od Harry'ego. Widziałam jego zdezorientowaną minę, gdy zaczęłam uciekać. Byłam pewna, że będzie mnie gonił co zwiększyło mój poziom adrenaliny w krwi. Jeszcze nigdy na zajęciach z wychowania fizycznego nie zmęczyłam się tak jak podczas tego krótkiego dystansu pokonanego sprintem.

Chciałam od niego uciec. Wiedziałam, że nie będę mogła pohamować przy nim łez, a nie mogłam mu pokazać, że pobudza we mnie jakiekolwiek uczucia. Nie wiedziałam nic. Nie byłam pewna niczego. Chciałam pokazać wszystkim, że jestem silna, że potrafię sama poradzić sobie z problemami i nie potrzebuję niczyjej pomocy. Przeczyłam wszystkiemu.

Było mi źle. Od jakiegoś czasu nic się nie układało. Małe rzeczy dające mi tyle szczęścia ginęły pod naporem niewyjaśnionych spraw. Strach, że stanie się coś, co zniszczy pozorny spokój w życiu nie chciał mnie opuścić. Byłam bezradna w środku, ale twarda na zewnątrz. Potrzebowałam... no właśnie, czego? Rozmowy? Wysłuchania? Pocieszenia? Zapewnienia?

To, co powiedział Harry przybiło mnie. Wykrzyczał mi prosto w twarz, że go nie znam. Czy bolały mnie jego słowa? Nie tak bardzo jak fakt, że ma rację.

Nosiłam w sobie za dużo emocji, które przelewałam na moich najbliższych.

Westchnęłam. Dałam upust swojej irytacji kopiąc niczemu winny kamień.

Nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się poza miastem. Czy to możliwe, że przeszłam aż tyle kilometrów?

-Jestem do niczego. Czemu tak gwałtownie zareagowałam? To tylko prawda zawarta w gorzkich słowach.

Zaśmiałam się.

-Chłopak?

Zamurowało mnie. Przestałam bezsensownie patrzeć w ziemię i rozejrzałam się wokół. Przede mną stał wysoki, czarnowłosy mężczyzna.

-Co?

-Pytam, czy chodzi o chłopaka.

-Czemu miałoby chodzić o chłopaka? - spytałam zdezorientowana.

-Zazwyczaj właśnie o niego chodzi. - wzruszył ramionami.

-My się chyba nie znamy.

-Ale możemy się poznać.

-Jesteś pewien, że chcę?

-Słonko, ja to wiem.

-Widzę, że skromność jest u ciebie na bardzo niskim poziomie. - zakpiłam.

-Poniżej przeciętnej. - uśmiechnął się.

Miał piękny uśmiech, to trzeba mu było przyznać.

-Jestem Zayn.

-Nicole.

-Ładnie. A więc, Nicki, czym zawinił ci ten nieszczęśnik?




***


-I to by było chyba na tyle. - zakończyłam swoją prawie dwudziestominutową opowieść o mnie i Harry'm.

Razem z Zaynem znajdowaliśmy się teraz w nieznanej mi kawiarni. Było tutaj tłoczno, ale udało nam się znaleźć stolik. Mulat zamówił mi kawę i kazał powiedzieć wszystko, co mnie trapi. Nie byłam pewna czemu to robię. W końcu to obcy facet.

-Skomplikowane. - usłyszałam jedyny komentarz całej sytuacji.

-No patrz, co ty nie powiesz.

-A nie pomyślałaś może, że jemu też jest ciężko? A skąd wiesz, że czegoś nie ukrywa?

Przygryzłam wargę. Skąd mogłam to wiedzieć?

-Nic mi o sobie nie mówi. - powiedziałam.

-Zachęć go do tego.

-Jak?

-To powinno wyjść samo z siebie.

Oparłam łokcie o blat stoliku. To niewykonalne. Przecież my nigdy tak nie rozmawiamy.

-Chcesz jednego?

W ręku Zayna pojawiła się paczka papierosów.

-Nigdy nie paliłam.

-Mogę cię nauczyć.

-To niezdrowe. - westchnęłam.

-Jak wolisz. Nie zmuszam.

-Chociaż w sumie... Może to pomoże.

-Wyjdziemy na zewnątrz? - spytał.

-Podejrzane pytanie. - mruknęłam.

Wstałam i zmierzałam w stronę drzwi, kiedy poczułam czyjąś rękę na ramieniu.

-A kto zapłaci za kawę?

-Żartujesz, prawda?

-Twoja mina była tego warta. - zaśmiał się.

Położył na stole banknot.

-Skąd masz tyle kasy? - zapytałam.

-Wyścigi. - wzruszył ramionami i mnie wyminął.

-Idziesz? - obejrzał się za siebie.


środa, 15 października 2014

Rozdział 25 część I


Nicole


Właśnie widziałam faceta, który jest winny wielu kłótniom z bratem. Faceta, który zatruwa życie nie tylko mi, ale też moim bliskim. To jego ludzie napadli mnie miesiąc temu. Czego chcieli? Czego on chce? Co ma z tym wspólnego Kevin? Czy mama jest bezpieczna?
Wiedziałam, że nawet gdybym się uparła to nie otrzymałabym odpowiedzi na te pytania. Potrzebowałam teraz osoby, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Harry na pewno nie spełniłby tej funkcji. Jego marne tłumaczenia, że jestem bezpieczna doprowadziłby mnie tylko do szału. Musiałam porozmawiać z Niallem.
-Nicole. - usłyszałam głos Harry'ego jednak nie zwracałam na niego uwagi.
Przeszukałam kieszenie w poszukiwaniu telefonu. Niemożliwe, że zostawiłam go w domu. Nie, proszę, nie teraz. Nie!
-Nicole.
Popatrzyłam na chłopaka. Spojrzeniem chciałam mu przekazać, żeby dał mi swoją komórkę.
-Nicole, kurwa. Kim jest Niall?
Zamrugałam powiekami. Skąd on wiedział o blondynie?
-Niall? - spytałam zdezorientowana.
-W kółko powtarzasz to imię. Kim on jest?
Wydawało mi się, czy na prawdę usłyszałam w głosie Harry'ego nutkę zazdrości?
-To mój przyjaciel. Masz komórkę?
-Przyjaciel?
-Tak. Czy mógłbyś porzyczyć mi swój telefon? Chcę do niego zadzwonić, muszę z nim porozmawiać.
-A ze mną nie możesz porozmawiać? Jestem od niego gorszy?!
-Nie, po prostu mnie nie zrozumiesz.
-Czemu tak myślisz?
-Bo cię znam, Harry! Wiem, jaki jesteś!
-Nic o mnie nie wiesz! Wydaje ci się, że wiesz wszystko i oceniasz mnie po tym, co robię. A tak naprawdę gówno o mnie wiesz Nic.


Harry


Czułem, że przesadziłem, ale po prostu nie wytrzymałem. Czemu ona mi nic nie powiedziała o tym pieprzonym Niall'u? Co jeszcze przede mną ukrywała? A może on jest jej chłopakiem? Nie widzi, że się dla niej staram? Zależało mi. Przyznałem się do tego pierwszy raz w życiu.
Spojrzałem na dziewczynę. W jej oczach ujrzałem ból. I to ja byłem jego sprawcą. Kurwa.
-Nicole, ja... - zrobiłem krok w przód.
Cofnęła się. No zajebiście, wszystko umiesz spieprzyć.
-Może porozmawiamy jak ochłoniesz. - drżący głos zdradzał, że była na skraju płaczu.
Opuściła wzrok na chodnik. Cisza pogłębiająca się z każdą sekundą coraz bardziej mnie dobijała.
Nagle Nicole zaczęła biec. Zdezorientowany jej zachowaniem nie ruszyłem się z miejsca. Kiedy zacząłem ją ścigać wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji.
Przyśpieszyłem. Niewiele to dało. Po kilku sekundach uświadomiłem sobie, że ją zgubiłem. Zjebałem tą całą sprawę. Mogłem nie zaczynać tematu tego Nialla. Ale nie umiałem. Może dlatego, że moja była dziewczyna zdradziła mnie z przyjacielem? Nie chciałem powtórki. Jednak Nic o tym nie wiedziała. To, co powiedziałem było prawdą. Szkoda, że musiałem to powiedzieć w tak chamski sposób. Wszystko umiem popsuć.
Wyjąłem telefon z kieszonki. Nie wiedziałem do kogo powinienem zadzwonić najpierw. Do Kevina, żeby powiedzieć mu o tym, że jego siostra mogła być w potencjalnym niebezpieczeństwie czy do Louisa by móc wszystko z siebie wyrzucić. Długo wpatrywałem się w wyświetlacz aparatu, zanim wybrałem numer.





_____________________________________




Jest to pierwsza część 25 rozdziału, krótka, ale druga będzie o wiele dłuższa :) 
Po prostu potrzebuję weny i więcej wolnego czasu.
Osobiście niezbyt podoba mi się ta część rozdziału, ale mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu :3
Jak zwykle proszę o komentarze .!! <3 
Przepraszam, za moją długą nieobecność ;c  
Wybaczycie? 
O ile ktoś tu jeszcze jest :) 

Obserwatorzy