czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 17

Kevin

Odpaliłem silnik samochodu. Czekałem na rozpoczęcie wyścigu. Zerknąłem jeszcze na Rose. Przez szybę widziałem tylko jak zaciska szczękę. Była skupiona i zawzięta, wiedziałem, że chce to wygrać mimo wszystko. Uśmiechnąłem się. Zobaczymy, kto jest lepszy.
Gdy tylko flaga została opuszczona, od razu ruszyłem. Dziewczyna jechała ze mną równo cały czas. Znałem tą trasę bardzo dobrze, nie była trudna. Zostało jeszcze trzysta metrów prostej drogi, potem zaczynał się ostry zakręt. Nie wiedziałem, czy Rose zna to otoczenie, ale wiedziałem, że jeżeli zaraz nie zwolni to nie skończy się dobrze.
Zacząłem hamować, żeby gładko wejść w zakręt. Moja przeciwniczka ciągle przyśpieszała.
To stało się w ułamku sekundy. Kiedy dziewczyna zakręcała z naprzeciwka wyjechało inne auto. Uderzyła w nie z impetem wcześniej próbując zakręcić. Gdyby tego nie zrobiła, teraz pewnie by nie żyła. Samochód uderzył w jej prawy bok. Zatrzymałem swój pojazd.
Co mam teraz robić? Wyścigu na pewno nie zakończę. Muszę jej pomóc.
Szybko wysiadłem i podbiegłem do samochodu, którym jechała dziewczyna. Otworzyłem drzwi. Ujrzałem Rose leżącą na kierownicy. Włosy lepiły się jej od krwi. Odpiąłem pas i delikatnie wziąłem ją na ręce.
Posadziłem ją na tylnym siedzeniu w swoim aucie. Kiedy zamierzałem podejść do kierowcy drugiego auta, usłyszałem syreny policyjne. Zamarłem. Nie, to nie może dziać się naprawdę!
Nie miałem czasu, żeby sprawdzić co się stało z tamtym. Musiałem uciekać. Gliny nie mogą mnie dorwać.
Z piskiem opon ruszyłem z miejsca wypadku. Poczułem się jak tchórz. Powinienem tam zostać i pomóc. A zamiast tego uciekam z dziewczyną, która spowodowała całe to zamieszanie. Jestem idiotą.
Spojrzałem w boczne lusterko i zakląłem. Ścigają mnie. Muszę ich zgubić. Bez namysłu skręciłem w pierwszą uliczkę. Teraz modliłem się, żeby nie był to ślepy zaułek.
Odwróciłem się do tyłu. Dziewczyna mamrotała, ale nie mogłem nic zrozumieć. Cholera.
Na szczęście udało mi się wyjechać z tej uliczki i uciec przed policją. Teraz muszę zrobić coś z Rose. Szpital odpada. Masa niewygodnych pytań i podejrzeń. Kto mógłby mi pomóc?
Od razu pomyślałem o Nicole. Ona na pewno dałaby radę. Ale przecież o niczym nie wie.
Harry? Nie, on na pewno nie. Został mi tylko Louis.
Wyciągnąłem telefon i połączyłem się z przyjacielem.
-No co tam? - zapytał.
-Mamy małe komplikacje. Mogę do ciebie przyjechać?
-Pewnie. Kevin, co się stało? - zmartwienie w jego głosie, dobiło mnie.
-To nie jest rozmowa na telefon. Mógłbyś przygotować coś do opatrzenia ran?
-Kevin, kurwa, co się stało? - krzyknął.
-Był wypadek. Będę za jakieś dziesięć minut.
Rozłączyłem się. Przyśpieszyłem, im szybciej będę u Louisa, tym lepiej.

**
-Boże, co jej się stało?! - krzyknęła Monic, kiedy wszedłem do domu z Rose na rękach.
-Zaraz wytłumaczę. Mogłabyś się nią zająć? - spytałem.
Dziewczyna kiwnęła głową i wskazała na sofę. Położyłem na niej ranną i udałem się do garażu, w którym przebywał Louis.
Przyjaciel opierał się o maskę samochodu. Wzrok wbity miał w podłogę.
-Nie uszkodziłem auta? - zacząłem.
-Nie. Kevin, powiedz w końcu co się stało. - zażądał.
Westchnąłem, ale opowiedziałem mu o wszystkim. O tym, że Patrick wmieszał do całej sprawy moją siostrę i kazał się ścigać z dziewczyną, która spowodowała wypadek. Wspomniałem jeszcze o pościgu i doradziłem, żeby Lou zmienił rejestracje. Chłopak pokiwał tylko głową.
-Louis, ja nie mogę pozwolić, żeby coś się jej stało. Nie przeżyję tego. - mój głos się załamał.
-Nie jesteś sam. Masz nas. Pomożemy ci.
Podszedł do mnie i przytulił.
-Chodź na górę. Sprawdzimy jak się ma ta cała...
-Rose. - wyjaśniłem.
Weszliśmy do salonu. Monic od razu wtuliła się w swojego chłopaka.
-Wydaje mi się, że ma lekkie wstrząśnienie mózgu, poza tym ma ranę na głowie. Nie duża, ale straciła trochę kwi. No i jeszcze siniaki.
-Czy będzie dla was kłopotem, jeśli ona zostanie tu na noc? - zapytałem.
-Nie. Nawet bym jej teraz nie wypuściła. Jest bardzo słaba. Musi odpocząć.
-Dziękuję, Monic. Za wszystko.
Dziewczyna posłała mi uśmiech, który starałem się odwzajemnić. Nie wiem, czy mi to wyszło.
-To ja się będę zbierał.
-Nie wygłupiaj się. Zostaniesz na noc. - powiedział Louis.
-Nie, Lou. Już i tak będziesz miał przeze mnie dużo kłopotów.
-Kłopoty to ja będę miał, jak nie zostaniesz na noc. Gościnny jest na piętrze, drugie drzwi na prawo. - zakomunikował.
-Dzięki. W takim razie, dobranoc.
Przytuliłem jeszcze Monic i poszedłem do wyznaczonego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz. Nie zapalałem światła. Lubiłem ciemność. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Nicole. Dalej nie wiedziałem co powiedziała mamie. Jednak siostra miała wyłączoną komórkę. Napisałem więc sms-a i ustawiłem budzik.
Z mętlikiem w głowie, usnąłem.

**

Obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Nocowałeś u Harry'ego i idziesz dzisiaj do szkoły. Kocham Cię xx
Zakląłem. Nie mogę iść do szkoły i zostawić tu Rose. Muszę ją odwieść do domu, a potem znaleźć Patricka.
Moje życie nie może być bardziej skomplikowane. Przez ostatni rok wszystko się układało. Skończyłem z wyścigami i narkotykami. Powróciłem do normalności. Do czasu, aż w Londynie znowu nie pojawił się ten skurwiel.
Otworzyłem drzwi i najciszej jak umiałem zszedłem na dół. Nie chciałem nikogo budzić swoimi porannymi wędrówkami. Skierowałem się do kuchni. Zdziwiłem się widząc Rose siedzącą na krześle i rozmawiającą z Monic.
-Dzień dobry, dziewczyny. - powiedziałem.
Chyba przerwałem im ważną konwersację, bo od razu umilkły.
-Hej. Już wstałeś? - spytała Monic – Siadaj, zaraz zrobię ci coś na śniadanie.
-Nie jestem głodny. Ale jak masz kawę, to chętnie. - uśmiechnąłem się.
-Jasne.
Usiadłem koło Rose i zacząłem bawić się solniczką.
-Więc, jak się czujesz? - zacząłem.
-Lepiej niż wczoraj.
Pokiwałem głową. Nie wiedziałem, co mogę teraz powiedzieć.
-Słuchaj, Kevin tak?
Przytaknąłem.
-Dziękuję, że mnie wczoraj nie zostawiłeś. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna, bo wiem jakby to mogło się skończyć. Louis mi mówił, że była policja.
Kiedy kończyła mówić, do kuchni wszedł mój przyjaciel.
-O, a już miałem cię ściągać z łóżka. - zaśmiał się.
-Nie tym razem. - odpowiedziałem.
Spojrzałem na Rose. Uśmiechnęła się do mnie.
-Nie masz za co dziękować. Nie umiałbym cię tam zostawić. - powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Jeszcze raz dziękuję. Może zaczniemy od nowa? Wydaje mi się, że nasze pierwsze spotkanie nie wypadło najlepiej.
-Czemu nie? - zaśmiałem się – Jestem Kevin.
-A ja Rose. Miło mi cię poznać. - uśmiechnęła się.
Lubiłem jej uśmiech. Wydawał się być prawdziwy.
-Mam pytanie.
-Dajesz. - powiedziała.
-Czemu Patrick kazał ci się ze mną ścigać? - zapytałem.
Wiem, może to nie była odpowiednia pora, żeby o to pytać, ale musiałem wiedzieć.
-Myślę, że po prostu byłam jego najlepszym kierowcą. - tą wypowiedzią zbiła mnie z tropu.
-Najlepszym kierowcą? Nie rozumiem.
-Patrick od paru miesięcy obserwował wszystkie amatorskie wyścigi w Londynie. Był na paru, w których wygrałam. Po kolejnym zwycięstwie podszedł do mnie i zaproponował współpracę. - wyjaśniła.
-Czyli, że on się nie ściga? W ogóle? Tylko każe innym ludziom robić to za niego?
-Nie ściga się a ludzie, którzy to robią dostają dużo kasy.
-Ile? - spytałem.
-Połowę zysku.
Spojrzałem na Louisa. Czy tylko ja nic z tego nie rozumiem?



Witam ponownie :D 
Obiecałam, więc wstawiam :) Niby sprawdzałam, czy nie ma żadnych błędów, ale jakby coś się trafiło to piszcie :) Jeszcze raz dziękuję za komentarze <3 TYLE radości ^^
Co do rozdziału, sądzę, że nie wyszedł najlepiej. Sporo mogłabym poprawić, no ale cóż. Czasami tak bywa :d Jeżeli nie możecie się połapać, bo wydaje się wam skomplikowane to ff, to już wyjaśniam. 
Zanim zaczęłam sama pisać, dużo czytałam. I szczerze? Znudził mi się podstawowy schemat. Jednak jeśli chcecie to w najbliższym czasie mogę dodać posta z krótką charakterystyką bohaterów :) 
A teraz liczę na wasze komentarze dotyczące tego rozdziału :) 
Pozdrawiam wszystkich :3

1 komentarz:

  1. Łoł, tego się nie spodziewałam ;o naprawdę świetny rozdział :) i czuje, ze coś będzie pomiędzy Rose a Kevinem ^^ i dodaj posta z krótką charakterystyką, albo taką zakładkę z przedstawieniem postaci czy coś w tym stylu :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy