Kevin
Odpaliłem silnik samochodu. Czekałem
na rozpoczęcie wyścigu. Zerknąłem jeszcze na Rose. Przez szybę
widziałem tylko jak zaciska szczękę. Była skupiona i zawzięta,
wiedziałem, że chce to wygrać mimo wszystko. Uśmiechnąłem się.
Zobaczymy, kto jest lepszy.
Gdy tylko flaga została opuszczona, od
razu ruszyłem. Dziewczyna jechała ze mną równo cały czas. Znałem
tą trasę bardzo dobrze, nie była trudna. Zostało jeszcze trzysta
metrów prostej drogi, potem zaczynał się ostry zakręt. Nie
wiedziałem, czy Rose zna to otoczenie, ale wiedziałem, że jeżeli
zaraz nie zwolni to nie skończy się dobrze.
Zacząłem hamować, żeby gładko
wejść w zakręt. Moja przeciwniczka ciągle przyśpieszała.
To stało się w ułamku sekundy. Kiedy
dziewczyna zakręcała z naprzeciwka wyjechało inne auto. Uderzyła
w nie z impetem wcześniej próbując zakręcić. Gdyby tego nie
zrobiła, teraz pewnie by nie żyła. Samochód uderzył w jej prawy
bok. Zatrzymałem swój pojazd.
Co mam teraz robić? Wyścigu na pewno
nie zakończę. Muszę jej pomóc.
Szybko wysiadłem i podbiegłem do
samochodu, którym jechała dziewczyna. Otworzyłem drzwi. Ujrzałem
Rose leżącą na kierownicy. Włosy lepiły się jej od krwi.
Odpiąłem pas i delikatnie wziąłem ją na ręce.
Posadziłem ją na tylnym siedzeniu w
swoim aucie. Kiedy zamierzałem podejść do kierowcy drugiego auta,
usłyszałem syreny policyjne. Zamarłem. Nie, to nie może dziać
się naprawdę!
Nie miałem czasu, żeby sprawdzić co
się stało z tamtym. Musiałem uciekać. Gliny nie mogą mnie
dorwać.
Z piskiem opon ruszyłem z miejsca
wypadku. Poczułem się jak tchórz. Powinienem tam zostać i pomóc.
A zamiast tego uciekam z dziewczyną, która spowodowała całe to
zamieszanie. Jestem idiotą.
Spojrzałem w boczne lusterko i
zakląłem. Ścigają mnie. Muszę ich zgubić. Bez namysłu
skręciłem w pierwszą uliczkę. Teraz modliłem się, żeby nie był
to ślepy zaułek.
Odwróciłem się do tyłu. Dziewczyna
mamrotała, ale nie mogłem nic zrozumieć. Cholera.
Na szczęście udało mi się wyjechać
z tej uliczki i uciec przed policją. Teraz muszę zrobić coś z
Rose. Szpital odpada. Masa niewygodnych pytań i podejrzeń. Kto
mógłby mi pomóc?
Od razu pomyślałem o Nicole. Ona na
pewno dałaby radę. Ale przecież o niczym nie wie.
Harry? Nie, on na pewno nie. Został mi
tylko Louis.
Wyciągnąłem telefon i połączyłem
się z przyjacielem.
-No co tam? - zapytał.
-Mamy małe komplikacje. Mogę do ciebie przyjechać?
-Mamy małe komplikacje. Mogę do ciebie przyjechać?
-Pewnie. Kevin, co się stało? -
zmartwienie w jego głosie, dobiło mnie.
-To nie jest rozmowa na telefon.
Mógłbyś przygotować coś do opatrzenia ran?
-Kevin, kurwa, co się stało? -
krzyknął.
-Był wypadek. Będę za jakieś
dziesięć minut.
Rozłączyłem się. Przyśpieszyłem,
im szybciej będę u Louisa, tym lepiej.
**
-Boże, co jej się stało?! -
krzyknęła Monic, kiedy wszedłem do domu z Rose na rękach.
-Zaraz wytłumaczę. Mogłabyś się
nią zająć? - spytałem.
Dziewczyna kiwnęła głową i wskazała
na sofę. Położyłem na niej ranną i udałem się do garażu, w
którym przebywał Louis.
Przyjaciel opierał się o maskę
samochodu. Wzrok wbity miał w podłogę.
-Nie uszkodziłem auta? - zacząłem.
-Nie. Kevin, powiedz w końcu co
się stało. - zażądał.
Westchnąłem, ale opowiedziałem mu o
wszystkim. O tym, że Patrick wmieszał do całej sprawy moją
siostrę i kazał się ścigać z dziewczyną, która spowodowała
wypadek. Wspomniałem jeszcze o pościgu i doradziłem, żeby Lou
zmienił rejestracje. Chłopak pokiwał tylko głową.
-Louis, ja nie mogę pozwolić,
żeby coś się jej stało. Nie przeżyję tego. - mój głos się
załamał.
-Nie jesteś sam. Masz nas.
Pomożemy ci.
Podszedł do mnie i przytulił.
-Chodź na górę. Sprawdzimy jak
się ma ta cała...
-Rose. - wyjaśniłem.
Weszliśmy do salonu. Monic od razu
wtuliła się w swojego chłopaka.
-Wydaje mi się, że ma lekkie
wstrząśnienie mózgu, poza tym ma ranę na głowie. Nie duża, ale
straciła trochę kwi. No i jeszcze siniaki.
-Czy będzie dla was kłopotem,
jeśli ona zostanie tu na noc? - zapytałem.
-Nie. Nawet bym jej teraz nie
wypuściła. Jest bardzo słaba. Musi odpocząć.
-Dziękuję, Monic. Za wszystko.
Dziewczyna posłała mi uśmiech, który
starałem się odwzajemnić. Nie wiem, czy mi to wyszło.
-To ja się będę zbierał.
-Nie wygłupiaj się. Zostaniesz na
noc. - powiedział Louis.
-Nie, Lou. Już i tak będziesz
miał przeze mnie dużo kłopotów.
-Kłopoty to ja będę miał, jak
nie zostaniesz na noc. Gościnny jest na piętrze, drugie drzwi na
prawo. - zakomunikował.
-Dzięki. W takim razie, dobranoc.
Przytuliłem jeszcze Monic i poszedłem
do wyznaczonego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz. Nie zapalałem
światła. Lubiłem ciemność. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem
do Nicole. Dalej nie wiedziałem co powiedziała mamie. Jednak
siostra miała wyłączoną komórkę. Napisałem więc sms-a i
ustawiłem budzik.
Z mętlikiem w głowie, usnąłem.
**
Obudził mnie dźwięk przychodzącej
wiadomości.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Nocowałeś
u Harry'ego i idziesz dzisiaj do szkoły. Kocham Cię xx
Zakląłem.
Nie mogę iść do szkoły i zostawić tu Rose. Muszę ją odwieść
do domu, a potem znaleźć Patricka.
Moje
życie nie może być bardziej skomplikowane. Przez ostatni rok
wszystko się układało. Skończyłem z wyścigami i narkotykami.
Powróciłem do normalności. Do czasu, aż w Londynie znowu nie
pojawił się ten skurwiel.
Otworzyłem
drzwi i najciszej jak umiałem zszedłem na dół. Nie chciałem
nikogo budzić swoimi porannymi wędrówkami. Skierowałem się do
kuchni. Zdziwiłem się widząc Rose siedzącą na krześle i
rozmawiającą z Monic.
-Dzień
dobry, dziewczyny. - powiedziałem.
Chyba
przerwałem im ważną konwersację, bo od razu umilkły.
-Hej.
Już wstałeś? - spytała Monic – Siadaj, zaraz zrobię ci coś
na śniadanie.
-Nie
jestem głodny. Ale jak masz kawę, to chętnie. - uśmiechnąłem
się.
-Jasne.
Usiadłem
koło Rose i zacząłem bawić się solniczką.
-Więc,
jak się czujesz? - zacząłem.
-Lepiej
niż wczoraj.
Pokiwałem
głową. Nie wiedziałem, co mogę teraz powiedzieć.
-Słuchaj,
Kevin tak?
Przytaknąłem.
-Dziękuję,
że mnie wczoraj nie zostawiłeś. Jestem ci naprawdę bardzo
wdzięczna, bo wiem jakby to mogło się skończyć. Louis mi mówił,
że była policja.
Kiedy
kończyła mówić, do kuchni wszedł mój przyjaciel.
-O,
a już miałem cię ściągać z łóżka. - zaśmiał się.
-Nie
tym razem. - odpowiedziałem.
Spojrzałem
na Rose. Uśmiechnęła się do mnie.
-Nie
masz za co dziękować. Nie umiałbym cię tam zostawić. -
powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Jeszcze
raz dziękuję. Może zaczniemy od nowa? Wydaje mi się, że nasze
pierwsze spotkanie nie wypadło najlepiej.
-Czemu
nie? - zaśmiałem się – Jestem Kevin.
-A
ja Rose. Miło mi cię poznać. - uśmiechnęła się.
Lubiłem
jej uśmiech. Wydawał się być prawdziwy.
-Mam
pytanie.
-Dajesz.
- powiedziała.
-Czemu
Patrick kazał ci się ze mną ścigać? - zapytałem.
Wiem,
może to nie była odpowiednia pora, żeby o to pytać, ale musiałem
wiedzieć.
-Myślę,
że po prostu byłam jego najlepszym kierowcą. - tą wypowiedzią
zbiła mnie z tropu.
-Najlepszym
kierowcą? Nie rozumiem.
-Patrick
od paru miesięcy obserwował wszystkie amatorskie wyścigi w
Londynie. Był na paru, w których wygrałam. Po kolejnym
zwycięstwie podszedł do mnie i zaproponował współpracę. -
wyjaśniła.
-Czyli,
że on się nie ściga? W ogóle? Tylko każe innym ludziom robić
to za niego?
-Nie
ściga się a ludzie, którzy to robią dostają dużo kasy.
-Ile?
- spytałem.
-Połowę
zysku.
Spojrzałem
na Louisa. Czy tylko ja nic z tego nie rozumiem?
Witam ponownie :D
Obiecałam, więc wstawiam :) Niby sprawdzałam, czy nie ma żadnych błędów, ale jakby coś się trafiło to piszcie :) Jeszcze raz dziękuję za komentarze <3 TYLE radości ^^
Co do rozdziału, sądzę, że nie wyszedł najlepiej. Sporo mogłabym poprawić, no ale cóż. Czasami tak bywa :d Jeżeli nie możecie się połapać, bo wydaje się wam skomplikowane to ff, to już wyjaśniam.
Zanim zaczęłam sama pisać, dużo czytałam. I szczerze? Znudził mi się podstawowy schemat. Jednak jeśli chcecie to w najbliższym czasie mogę dodać posta z krótką charakterystyką bohaterów :)
A teraz liczę na wasze komentarze dotyczące tego rozdziału :)
Pozdrawiam wszystkich :3
Łoł, tego się nie spodziewałam ;o naprawdę świetny rozdział :) i czuje, ze coś będzie pomiędzy Rose a Kevinem ^^ i dodaj posta z krótką charakterystyką, albo taką zakładkę z przedstawieniem postaci czy coś w tym stylu :)
OdpowiedzUsuń