środa, 16 lipca 2014

Rozdział 14



Kevin

Dotarliśmy do celu jakim był dom Louisa. Cóż, nie należał on do skromnych. Znajdowaliśmy się w jednej z bogatszych dzielnic Londynu, co mówi samo za siebie. Szary, ozdobny kamień okalający cały dom z zewnątrz w połączeniu z białymi elementami nadawał charakteru, a spadzisty dach wraz z dużymi oknami dawał efekt rozległej rezydencji.
Weszliśmy do środka. Rozejrzałem się dokładnie szukając zmian, które na pewno zaszły od czasu gdy byłem tu ostatnio. Zauważyłem, że w salonie zawisł portret Marylin Monroe, a pod spodem cytat aktorki „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy za nie.” Stałem lekko skołowany. Od kiedy Lou, ten łamiący prawo i brutalny Lou, wiesza sobie w pokoju coś takiego? Przyjaciel musiał chyba zauważyć mój pytający wzrok, bo zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
-Monic uparła się, żeby to powiesić. - wyjaśnił.
-Monic? - spytałem.
-No tak, jesteśmy ze sobą już pół roku. - wyszczerzył się.
Naszą rozmowę przerwał Harry, który wszedł do salonu ze szklanką soku pomarańczowego. Spojrzał w stronę zdjęcia farbowanej blondynki i otworzył usta ze zdziwienia. Zaśmiałem się, był to naprawdę komiczny widok.
-Serio Lou? Monroe? Coś ty ćpał?! - zaczął zielonooki.
-Nic nie ćpałem, idioto. - warknął w odpowiedzi.
-Nic?! W takim razie mózg już ci siadł kompletnie.
Złapałem się za bolący od nadmiaru śmiechu brzuch. Musiałem przytrzymać się kanapy, żeby nie upaść. Uwielbiałem patrzeć na chłopaków, gdy się kłócili.
-Jeszcze dobrze chodzi, zapewniam cię. - powiedział Louis.
-No właśnie widać. - mruknął Harry.
-To nie był mój pomysł, tylko Monic. - wytłumaczył.
-Jakiej Monic?
-Mojej dziewczyny.- uśmiechnął się.
-Masz dziewczynę? Od jak dawna?
Po raz kolejny konwersacja została uniemożliwiona, bo do pokoju weszła dziewczyna Louisa. Przywitała się ze swoim chłopakiem, dając mu dziubka w policzek. Odwracając się w naszą stronę, uśmiechnęła się.
- Panowie, to jest Monic. - oznajmił.
Podszedłem do dziewczyny i podałem swoją rękę.
-Kevin. - przedstawiłem się.
-Monic. - uścisnęła dłoń.
-Harry. - zgarnął szatynkę w niedźwiedzim uścisku.
-Monic. - odpowiedziała, gdy zaczerpnęła oddech.
-Słuchaj, mam do ciebie bardzo ważne pytanie. - rzucił lokowaty w stronę dziewczyny.
-Tak? - spytała niepewna.
Dopiero teraz uważnie przyjrzałem się Monic. Była bardzo niska i miała drobną budowę ciała. Jej błękitne oczy i pełne, czerwone usta kontrastowały się z okrągłą buzią. Nie była szczupła, ale dodatkowe kilogramy dodawały jej tylko uroku. Louis umiał wybierać dziewczyny, to trzeba mu było przyznać.
-Czemu, do cholery, Marylin Monroe?
-Po prostu podoba mi się ten cytat, ale stwierdziłam, że z jej zdjęciem będzie ładniej.
Harry pokiwał tylko głową mamrocząc coś pod nosem. Wyglądał na zamyślonego, ale w końcu spojrzał na nas z uśmiechem.
Louis, który do tej pory się nie odzywał spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
-No, Kev, czas pokazać ci mój nowy, szybki, zajebisty i piękny samochód.
-Uważaj, bo się zakochasz. -rzuciłem, ale posłusznie udałem się za nim do jego garażu.
Gdy weszliśmy do pomieszczenia, zaniemówiłem. Wiedziałem, że auto musi być niezłe, bo Lou nigdy nie przesadzał. Jednak to, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
-Skąd ty to wytrzasnąłeś? - spytałem z podziwem i zazdrością w głosie.
-Wygrałem, ale postanowiłem go jeszcze trochę ulepszyć. I jak? Podoba ci się?
Obszedłem go dookoła i zajrzałem do środka.
-To jest cudo! - krzyknąłem uradowany.
-No wiem. Tylko jeszcze nie nadałem jej imienia.
No tak, Lou i te jego dziwne zachowania. Nadawał imiona swoim samochodom, żeby uczcić wygraną. Oprócz tego twierdził też, że mają uczucia. Był prawdziwym fanatykiem jeśli o to chodziło.
-Może Victoria? - podsunąłem.
-Jak zwycięstwo? Dobre. - zgodził się.
-I mówisz, że mógłbym pożyczyć?
-Pewnie, ale tylko wtedy, kiedy już będziesz musiał się ścigać. Liczę na to, że najpierw z nim pogadasz.
Uwaga,tryb martwiący się Louis został uruchomiony. Skrzywiłem się. Dobrze wiedziałem, że nie obędzie bez wyścigu i on też był tego świadom.
-Tak. Najpierw pogadam, potem będę się ścigał. - powiedziałem.
-Kevin, ty nawet nie wiesz, jaki on się zrobił niebezpieczny. Patrick już nie jest taki sam. - zaczął.
-Wiem, Lou. Ale muszę to zrobić.
Przyjaciel spuścił wzrok z moich oczu i spojrzał gdzieś w bok. Zacisnął usta, ale nie odezwał się więcej. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 22. Czas się zbierać.

**

Zanim wyjechaliśmy postanowiłem najpierw przejechać się samochodem, żeby nabrać wprawy. Zgarnąłem kluczyki z blatu i udałem się do salonu, gdzie pozostali oglądali film. Stanąłem w progu i opierając się o framugę przyglądałem się w milczeniu Louisowi. Leżał na sofie z głową na kolanach Monic. Dziewczyna co jakiś czas składała na jego czole pocałunki albo odgarniała mu włosy. Wyglądali razem naprawdę uroczo. Uśmiechnąłem się do siebie. Miał chłopak szczęście.
Odchrząknąłem dając im znać, że jestem.
-Idę się przejechać. - rzuciłem.
Już miałem wychodzić, gdy usłyszałem jak Harry zaczyna krzyczeć.
-Aaa! Oni się publicznie całują! Fuj!
-Oj stary, może nie będziesz miał koszmarów. W końcu jestem taki przystojny. - widziałem jak Louis się uśmiecha.
-Kevin! Poczekaj, jadę z tobą. - powiedział Harry.
-Czekam na zewnątrz. - krzyknąłem i wyszedłem.
Postanowiłem zapalić papierosa. Wyciągnąłem jednego z paczki po czym szybkim ruchem odpaliłem. Zaciągnąłem się. Poczułem jak dym tytoniowy wypełnia moje płuca i uspokaja mnie. Po chwili usłyszałem jak drzwi się otwierają i wychodzi z nich Harry.
-To gdzie chcesz jechać? - spytałem
-Podwiózł byś mnie do domu? Muszę wracać, bo siostra coś chce.
Pokiwałem tylko głową i ruszyliśmy w stronę samochodu. Zająłem miejsce kierowcy i odpaliłem silnik. Chodził bardzo cicho. Już kocham to cacko!
Jechałem szybko łamiąc chyba wszystkie możliwe przepisy, ale w tej chwili się tym nie przejmowałem. Adrenalina, która teraz rozchodziła się w moich żyłach dopełniała uczucie szczęścia.

Dojechaliśmy na miejsce. Spojrzałem w stronę Harry'ego.  
-I co sądzisz o Monic? - spytałem
-Nie wiem. Jest ładna i sprawia wrażenie zakochanej w Louisie.
-Tak. Mam nadzieję, że chociaż im się uda. - uśmiechnąłem się.
-Oby. - dopowiedział loczek – Dobra, idę.
-Do jutra.
-Tak. Kevin, uważaj na siebie. Ja wiem, że i tak będziesz się ścigał, ale proszę, zrób wszystko, żebyś nie musiał tego robić.
Spojrzałem na niego uważnie. W jego zielonych tęczówkach malowała się troska.
-Przecież zawsze uważam.
-Tak, wiem, ale...
Jego kolejny pouczający monolog przerwał dzwonek komórki. Harry sprawdził wyświetlacz, ale zaraz odrzucił przychodzące połączenie.
-Kto?
-Znowu Alex. Okej, zwijam się. Pa.
-Pa. - rzuciłem, zanim zamknęły się za nim drzwi.
Z piskiem opon ruszyłem na miejsce, które wcześniej podał mi Lou. Czas zacząć zabawę.



______________________________



Słuchajcie, ja wiem, że nie lubicie komentować, ale dla mnie to dużo znaczy... dodaje mi sił i przynajmniej wiem, że ktoś to czyta i mam dla kogo się starać :) Proszę, weźcie to pod uwagę :* Dziękuję.

2 komentarze:

  1. Bardzo podobają mi się Twoje opowiadania. Są mega wciągające!! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O widze,ze nie ja jedyna tak uważam :) Dołącz do obserwatorów Koala ! :)
    ps. fajnie nazywasz Harrego - "loczek" <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy