Kevin
Dotarliśmy do celu jakim był dom
Louisa. Cóż, nie należał on do skromnych. Znajdowaliśmy się w
jednej z bogatszych dzielnic Londynu, co mówi samo za siebie. Szary,
ozdobny kamień okalający cały dom z zewnątrz w połączeniu z
białymi elementami nadawał charakteru, a spadzisty dach wraz z
dużymi oknami dawał efekt rozległej rezydencji.
Weszliśmy do środka. Rozejrzałem się
dokładnie szukając zmian, które na pewno zaszły od czasu gdy
byłem tu ostatnio. Zauważyłem, że w salonie zawisł portret
Marylin Monroe, a pod spodem cytat aktorki „Pieniądze szczęścia
nie dają. Dopiero zakupy za nie.” Stałem lekko skołowany. Od
kiedy Lou, ten łamiący prawo i brutalny Lou, wiesza sobie w pokoju
coś takiego? Przyjaciel musiał chyba zauważyć mój pytający
wzrok, bo zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
-Monic uparła się, żeby to
powiesić. - wyjaśnił.
-Monic? - spytałem.
-No tak, jesteśmy ze sobą już
pół roku. - wyszczerzył się.
Naszą rozmowę przerwał Harry, który
wszedł do salonu ze szklanką soku pomarańczowego. Spojrzał w
stronę zdjęcia farbowanej blondynki i otworzył usta ze zdziwienia.
Zaśmiałem się, był to naprawdę komiczny widok.
-Serio Lou? Monroe? Coś ty ćpał?!
- zaczął zielonooki.
-Nic nie ćpałem, idioto. -
warknął w odpowiedzi.
-Nic?! W takim razie mózg już ci
siadł kompletnie.
Złapałem się za bolący od nadmiaru
śmiechu brzuch. Musiałem przytrzymać się kanapy, żeby nie upaść.
Uwielbiałem patrzeć na chłopaków, gdy się kłócili.
-Jeszcze dobrze chodzi, zapewniam
cię. - powiedział Louis.
-No właśnie widać. - mruknął
Harry.
-To nie był mój pomysł, tylko
Monic. - wytłumaczył.
-Jakiej Monic?
-Mojej dziewczyny.- uśmiechnął
się.
-Masz dziewczynę? Od jak dawna?
Po raz kolejny konwersacja została
uniemożliwiona, bo do pokoju weszła dziewczyna Louisa. Przywitała
się ze swoim chłopakiem, dając mu dziubka w policzek. Odwracając
się w naszą stronę, uśmiechnęła się.
- Panowie, to jest Monic. - oznajmił.
Podszedłem do dziewczyny i podałem
swoją rękę.
-Kevin. - przedstawiłem się.
-Monic. - uścisnęła dłoń.
-Harry. - zgarnął szatynkę w
niedźwiedzim uścisku.
-Monic. - odpowiedziała, gdy
zaczerpnęła oddech.
-Słuchaj, mam do ciebie bardzo
ważne pytanie. - rzucił lokowaty w stronę dziewczyny.
-Tak? - spytała niepewna.
Dopiero teraz uważnie przyjrzałem się
Monic. Była bardzo niska i miała drobną budowę ciała. Jej
błękitne oczy i pełne, czerwone usta kontrastowały się z okrągłą
buzią. Nie była szczupła, ale dodatkowe kilogramy dodawały jej
tylko uroku. Louis umiał wybierać dziewczyny, to trzeba mu było
przyznać.
-Czemu, do cholery, Marylin Monroe?
-Po prostu podoba mi się ten
cytat, ale stwierdziłam, że z jej zdjęciem będzie ładniej.
Harry pokiwał tylko głową mamrocząc
coś pod nosem. Wyglądał na zamyślonego, ale w końcu spojrzał na
nas z uśmiechem.
Louis, który do tej pory się nie
odzywał spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
-No, Kev, czas pokazać ci mój
nowy, szybki, zajebisty i piękny samochód.
-Uważaj, bo się zakochasz.
-rzuciłem, ale posłusznie udałem się za nim do jego garażu.
Gdy weszliśmy do pomieszczenia,
zaniemówiłem. Wiedziałem, że auto musi być niezłe, bo Lou nigdy
nie przesadzał. Jednak to, co zobaczyłem przeszło moje
najśmielsze oczekiwania.
-Skąd ty to wytrzasnąłeś? -
spytałem z podziwem i zazdrością w głosie.
-Wygrałem, ale postanowiłem go
jeszcze trochę ulepszyć. I jak? Podoba ci się?
Obszedłem go dookoła i zajrzałem do
środka.
-To jest cudo! - krzyknąłem
uradowany.
-No wiem. Tylko jeszcze nie nadałem
jej imienia.
No tak, Lou i te jego dziwne
zachowania. Nadawał imiona swoim samochodom, żeby uczcić wygraną.
Oprócz tego twierdził też, że mają uczucia. Był prawdziwym
fanatykiem jeśli o to chodziło.
-Może Victoria? - podsunąłem.
-Jak zwycięstwo? Dobre. - zgodził
się.
-I mówisz, że mógłbym pożyczyć?
-Pewnie, ale tylko wtedy, kiedy już
będziesz musiał się ścigać. Liczę na to, że najpierw z nim
pogadasz.
Uwaga,tryb martwiący się Louis został
uruchomiony. Skrzywiłem się. Dobrze wiedziałem, że nie obędzie
bez wyścigu i on też był tego świadom.
-Tak. Najpierw pogadam, potem będę
się ścigał. - powiedziałem.
-Kevin, ty nawet nie wiesz, jaki on
się zrobił niebezpieczny. Patrick już nie jest taki sam. -
zaczął.
-Wiem, Lou. Ale muszę to zrobić.
Przyjaciel spuścił wzrok z moich oczu
i spojrzał gdzieś w bok. Zacisnął usta, ale nie odezwał się
więcej. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 22. Czas się zbierać.
**
Zanim wyjechaliśmy postanowiłem
najpierw przejechać się samochodem, żeby nabrać wprawy. Zgarnąłem
kluczyki z blatu i udałem się do salonu, gdzie pozostali oglądali
film. Stanąłem w progu i opierając się o framugę przyglądałem
się w milczeniu Louisowi. Leżał na sofie z głową na kolanach
Monic. Dziewczyna co jakiś czas składała na jego czole pocałunki
albo odgarniała mu włosy. Wyglądali razem naprawdę uroczo.
Uśmiechnąłem się do siebie. Miał chłopak szczęście.
Odchrząknąłem dając im znać, że
jestem.
-Idę się przejechać. - rzuciłem.
Już miałem wychodzić, gdy usłyszałem
jak Harry zaczyna krzyczeć.
-Aaa! Oni się publicznie całują!
Fuj!
-Oj stary, może nie będziesz miał
koszmarów. W końcu jestem taki przystojny. - widziałem jak Louis
się uśmiecha.
-Kevin! Poczekaj, jadę z tobą. -
powiedział Harry.
-Czekam na zewnątrz. - krzyknąłem
i wyszedłem.
Postanowiłem zapalić papierosa.
Wyciągnąłem jednego z paczki po czym szybkim ruchem odpaliłem.
Zaciągnąłem się. Poczułem jak dym tytoniowy wypełnia moje płuca
i uspokaja mnie. Po chwili usłyszałem jak drzwi się otwierają i
wychodzi z nich Harry.
-To gdzie chcesz jechać? -
spytałem
-Podwiózł byś mnie do domu?
Muszę wracać, bo siostra coś chce.
Pokiwałem tylko głową i ruszyliśmy
w stronę samochodu. Zająłem miejsce kierowcy i odpaliłem silnik.
Chodził bardzo cicho. Już kocham to cacko!
Jechałem szybko łamiąc chyba
wszystkie możliwe przepisy, ale w tej chwili się tym nie
przejmowałem. Adrenalina, która teraz rozchodziła się w moich
żyłach dopełniała uczucie szczęścia.
Dojechaliśmy na miejsce. Spojrzałem w
stronę Harry'ego.
-I co sądzisz o Monic? - spytałem
-Nie wiem. Jest ładna i sprawia
wrażenie zakochanej w Louisie.
-Tak. Mam nadzieję, że chociaż
im się uda. - uśmiechnąłem się.
-Oby. - dopowiedział loczek –
Dobra, idę.
-Do jutra.
-Tak. Kevin, uważaj na siebie. Ja
wiem, że i tak będziesz się ścigał, ale proszę, zrób
wszystko, żebyś nie musiał tego robić.
Spojrzałem na niego uważnie. W jego
zielonych tęczówkach malowała się troska.
-Przecież zawsze uważam.
-Tak, wiem, ale...
Jego kolejny pouczający monolog
przerwał dzwonek komórki. Harry sprawdził wyświetlacz, ale zaraz
odrzucił przychodzące połączenie.
-Kto?
-Znowu Alex. Okej, zwijam się. Pa.
-Pa. - rzuciłem, zanim zamknęły
się za nim drzwi.
Z piskiem opon ruszyłem na miejsce,
które wcześniej podał mi Lou. Czas zacząć zabawę.
______________________________
Słuchajcie, ja wiem, że nie lubicie komentować, ale dla mnie to dużo znaczy... dodaje mi sił i przynajmniej wiem, że ktoś to czyta i mam dla kogo się starać :) Proszę, weźcie to pod uwagę :* Dziękuję.
Bardzo podobają mi się Twoje opowiadania. Są mega wciągające!! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńO widze,ze nie ja jedyna tak uważam :) Dołącz do obserwatorów Koala ! :)
OdpowiedzUsuńps. fajnie nazywasz Harrego - "loczek" <3