sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 29



Nicole



Obudziłam się czując na sobie ciężar ciała Harry'ego. Jego ręce oplatały mnie w pasie przytrzymując przy sobie a rytmiczny oddech uspokajał moje nerwy. Zamknęłam oczy rozkoszując się tą magiczną chwilą.

Kiedy ponownie je otworzyłam ujrzałam w progu Louisa.

-Hej. Coś się stało? - wychrypiałam.

-Obudź proszę Harry'ego i powiedz mu, żeby przyszedł do salonu.

-Dobrze. Louis...

Nie dał mi dokończyć zdania zamykając drzwi. Zdziwiłam się. Nigdy nie był taki wkurzony.

Spojrzałam na Harry'ego. Przykro mi kochanie, ale będę cię musiała obudzić.

-Harry.

Szturchnęłam go w ramię. Zero reakcji.

-Harry, wstawaj.

Nawet się nie poruszył.

-Haroldzie Styles mam ci sprzedać kopniaka, żebyś wstał? - podniosłam głos.

Ten przewrócił się tylko na bok i dalej kontynuował drzemkę.

Cóż, ja ostrzegałam.

Z całej siły uderzyłam Harry'ego tak, że spadł na dywan leżący obok łóżka.

Uśmiechnęłam się zwycięsko i patrzyłam jak podnosi się podłogi pocierając bolące miejsce.

-Wreszcie. - wyszczerzyłam się.

-Nie mogłaś zrobić tego po ludzku? - fuknął.

-Próbowałam.

Nieufność w jego spojrzeniu i mina, którą przybrał niczym małe, poszkodowane dziecko wywołała u mnie salwy śmiechu.

-To nie było śmieszne.

-Było.

-Nie.

-Tak.

-Nie.

-Tak.

-Nie.

-Tak.

-Dobra, nie sprzeczajmy się o to. Lepiej podaj mi jakiś dobry powód, dla którego postanowiłaś obudzić mnie tak brutalnie.

Wstał otrzepując ze swojego ciała niewidzialny pyłek. Był bez koszulki, mogłam więc oglądać jego piękne ciało. Tatuaże pokrywające delikatną, oliwkową skórę. Wyrzeźbiony brzuch i umięśnione ramiona. Czułam jak atmosfera ulega zmianie.

Harry podszedł do łóżka nie spuszczając ze mnie wzroku. Podniosłam się z łóżka uprzednio wygrzebując nogi z kołdry. Byłam teraz od niego wyższa.

Odchylił głowę i patrzył na mnie w skupieniu. Dotknęłam jego włosów lekko za nie pociągając.
Nagle silne ręce objęły mnie w talii i nie czułam już materacu pod swoimi stopami. Szybko założyłam dłonie za jego szyję a nogi oplotłam w pasie.

Spojrzałam mu w oczy. Podtrzymywał mnie za pupę.

Opuszkami palców rysowałam kontury czarnego atramentu zdobiącego klatkę piersiową Harry'ego.
Pochyliłam się i zaczęłam obsypywać tatuaże pocałunkami. Nie wiem co się ze mną działo. Byłam jakby pod działaniem zaklęcia. Przy Harrym czułam się sobą.

Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się skrzyżowały.

Chciałam mu powiedzieć o Louisie i o tym, że ma do niego pilną sprawę, ale jego usta natarły na moje zanim zdołałam powiedzieć choćby słowo. Całował mnie namiętnie, zmysłowo. Oddałam się temu pocałunkowi bez reszty. Lekko przygryzł moją wargę. Jęknęłam.

Harry zaczął się przemieszczać nieustannie mnie całując.

Poczułam zimną ścianę. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Złapałam jego twarz w dłonie i zaczęłam całować z pełnym pożądaniem, które teraz krążyło w mojej krwi.

Odsunęłam się od niego gdy zabrakło mi tlenu w płucach. Oparłam swoje czoło o jego. Oboje dyszeliśmy jak po długim biegu.

-Ja... się... - zaczęłam niepewnie.

-Tak?

-Chybasięzakochałam. - powiedziałam na jednym wydechu.

-Co? - zapytał uśmiechając się.

Stałam już na podłodze, boso. Harry trzymał swoje ręce po obu stronach mojej głowy. Czułam się osaczona. Opuściłam głowę kierując wzrok na nasze stopy.

-Hej, spójrz na mnie. - jego dłoń lekko podniosła mój podbródek.

Patrzył mi prosto w oczy. Jak ja mu teraz powtórzę to, co przed chwilą wyszło z moich ust? Och, mogłam niczego nie mówić.

-Ja się chyba... zakochałam. W tobie.

Czułe spojrzenie, które mi posłał było wszystkim, co mogłam sobie wyobrazić.

-Ja też. - powiedział.

-Jakiś ty romantyczny. - skrzywiłam się.

-Dla pani zawsze. - uśmiechnął się.

Ciche pukanie rozległo się po pokoju. Drzwi zostały lekko uchylone.

-Przyszłam tu, bo tak sobie pomyślałam, że pewnie zapomniałaś powiedzieć Harry'emu, że Louis prosił go na chwilę do siebie. - Monic patrzyła na nas z zabawnym uśmieszkiem na twarzy.

Louis! Jak mogłam zapomnieć?

Mogłaś.

-Nie, pamiętałam, po prostu... tak jakoś wyszło. - zaczęłam się tłumaczyć.

-Nic się nie stało. Harry zejdziesz na dół? - zwróciła się do chłopaka.

-Jasne, już lecę.

-Ubierz się. - poleciłam mu.

-Naprawdę wolisz, żebym się ubrał? - poruszył zabawnie brwiami.

-Nałóż koszulkę i leć, pewnie się niecierpliwi. - przewróciłam oczami.

Wyszedł zostawiając mnie z dziewczyną. Zaczerwieniłam się przypominając sobie to, co miało miejsce chwilę temu.

-Jak się spało? - pytanie Monic zbiło mnie z pantałyku.

Myślałam, że będzie chciała wiedzieć co zaszło między mną a Harrym. Na szczęście nie. Odetchnęłam.

-Dobrze, jestem tylko trochę głodna. - przyznałam.

O niebiosa! W końcu poczułam głód. Jakby na potwierdzenie tych słów w moim brzuchu zaczęło burczeć.

-Przepraszam. - zarumieniłam się.

-Nie ma sprawy. Może chcesz skorzystać z łazienki? Pożyczyłabym ci jakieś ubrania a potem zrobiłybyśmy sobie śniadanie.

-Brzmi świetnie. Chętnie.






***





Po szybkim prysznicu ubrałam się w pożyczone spodnie i bluzkę. Rozczesałam mokre włosy i wysuszyłam suszarką. Wyszłam z łazienki kierując się do pokoju. Chciałam pościelić łóżko, żeby nie wyjść na niechluja, którym w rzeczywistości jestem. Ale grunt to dobre maniery, nie prawda?

Gdy właśnie skończyłam drzwi się otworzył a do środka wparował Harry. Był zły.

-Co się stało? - spytałam zmartwiona.

To nie mogło oznaczać nic dobrego.

-Nie jest dobrze.

-Czyli?

-Nie musisz wszystkiego wiedzieć, Nicki.

Co? Znowu zaczyna? Przecież było dobrze! Po co kolejne tajemnice?

-Harry! Mów mi o wszystkim. - nie ustępowałam.

-Nie tym razem.

-Ale...

-Nie. Po prostu nie. - stanowczość w jego głosie mnie przeraziła.

-Okej. - powiedziałam cicho i wyminęłam go.

Usłyszałam westchnięcie za plecami, ale nie odwróciłam się.

-Nicki, zaczekaj.

-Zamierzasz powiedzieć mi co się stało? - spytałam nie odwracając się do niego.

-Nie mogę, zrozum.

-Ostatnio też nie mogłeś.

-Tak, ale teraz to... robi się skomplikowane.

-Prawda nigdy nie jest skomplikowana, Harry.

Po tych słowach pobiegłam do łazienki zamykając się w niej na klucz.

Opadłam na podłogę podkulając nogi.

Czy zachowywałam się jak dziecko? Nie byłam pewna. Ale przecież mogę znać prawdę. Co jest takiego strasznego, że nie mogłabym się o tym dowiedzieć? Przecież wiem o tym, co robili w przeszłości. Ale czy zrobiłam z tego jakąś kłótnie? Zaczęłam płakać i krzyczeć? Wariowałam?

Zemdlałaś. Nie pamiętasz?

Zacisnęłam pięści. Nikt nie musiał mi o tym przypominać.

Pomyśl. Może nie chcą, żebyś znowu straciła przytomność? A jak to jest ponad twoje siły?

Oczywiście, że dam sobie radę. Wstałam tłumiąc płacz w zarodku. Postanowiłam. Będę silna. Muszę być jeśli chcę należeć do tego świata.

Spojrzałam w lusterko. Przemyłam twarz zimną wodą i oparłam ręce na umywalce w tej samej chwili, w której ktoś zapukał do drzwi.

Znieruchomiałam. Szybko wytarłam ostatnie kropelki wody ręcznikiem.

-Nicole, proszę, wyjdź.

To Harry.

Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz kierując się do kuchni. Chłopak złapał mnie za rękę.

-Jesteś zła? - zapytał smutno.

-Jestem głodna, Harry. Puść mnie, chcę coś zjeść. - powiedziałam twardo.

-Nicki, są rzeczy, których nawet gdybym chciał, to i tak nie mogę ci powiedzieć.

-Rozumiem. Czy teraz mogę iść już na dół?

Wyszarpnęłam swoją rękę i zbiegłam po schodach.

Ja też umiem mieć dwie twarze, Harry.

Koniec części I




_____________________________________



Hej Haj Heloł ! :D
Chciałam dodać nowy rozdział razem z nowym wyglądem bloga lecz cóż... tak jakoś wyszło haha :d
Dodam jutro wygląd zrobiony przez mojego miszcza :)
I chciałam powiedzieć, że.... WOW !!! W końcu dotarłam do końca I części. Myślałam, że nie dam rady i w pewnym momencie to po prostu zostawię. Ale teraz mam wolne ( a raczej koniec nieee) i jakoś naszło mnie na pisanie. To źle i dobrze. Dobrze dla was, jeśli to lubicie, bo często dodaję rozdziały ale źle, bo niedługo może być tak, że będzie jeden wpis na miesiąc ;/ 
Ale tfu! Wypluwam to, co napisałam, postaram się być systematyczna :3
Także no miłego czytania! :) 
Dziękuję za komentarze! WSZYSTKIE. W sumie dzięki nim pisze tak szybko.
Tyle, bo się rozpisze.
Czytajcie, komentujcie, będzie mi miło, do następnego! <3
Ps. mówcie czy chcecie, żebym zaczęła pisać część II :)

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 28


Harry



Widziałem, jak jej twarz natychmiastowo pobladła, kiedy wstawała z kanapy. Nic nie powiedziała. Nie skomentowała całej sytuacji nawet jednym słowem. Nagle zatrzymała się w miejscu. Zachwiała się niebezpiecznie i zaczęła upadać. Szybko zerwałem się z kanapy i w ostatniej chwili uratowałem ją przed upadkiem.

-Zemdlała. - powiedziałem.

-Kurwa. Louis !

Mężczyzna od razu pojawił się w salonie. Spojrzał na przyjaciela, a potem na mnie. Wciąż trzymałem dziewczynę w ramionach.

-Co się jej stało? - spytał.

-Za dużo emocji. - mruknął ponuro Kevin - Słuchaj, muszę coś załatwić. Czy Nicole mogłaby dzisiaj tu nocować?

-Jasne, ale pod jednym warunkiem.

Blondyn zmarszczył brwi.

-Jadę z tobą. Nie wiadomo co ci przyjdzie do tego łba. - Louis wzruszył ramionami – Pokój gościnny jest na górze, drugie drzwi po prawej.

Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Kevin odwrócił się w moją stronę.

-Zostaniesz z nią?

-Tak.

-Tylko pamiętaj, żadnych numerów. - pokiwał mi palcem przed nosem.

Uśmiechnąłem się lekko i wziąłem Nicole na ręce. Była taka leciutka.

Pomaszerowałem do wyznaczonego pokoju. Kopniakiem otworzyłem drzwi. Najdelikatniej jak umiałem położyłem ją na łóżku i przykryłem kocem.

Usiadłem obok wpatrując się w jej piękną twarz. Byli z Kevinem tak bardzo do siebie podobni.
Ostrożnie dotknąłem jej policzka. Był zaróżowiony. Uśmiechnąłem się. Moment, w którym tupnęła nogą był taki uroczy.

Tak samo jak ten, w którym straciła przytomność?
Podniosłem się z łóżka.

To nie tak miało być! Znowu wszystko spieprzone. Czy wszystko czego się tknę musi kończyć się w ten sposób?

Pociągnąłem za włosy, a z moich ust wydostało się warknięcie.
Nie jestem dla niej odpowiedni. Lepiej, żeby związała się z tym Niallem. Przynajmniej nie musiałaby tyle cierpieć.

Uderzyłem pięścią w ścianę, żeby wyładować złość.

-Harry.




Nicole




-Nic się nie stało? Boli cię coś?

Troska w jego głosie była wręcz namacalna.

-Nie. - zapewniłam uśmiechając się – To nie był pierwszy raz, gdy...

Urwałam. Nie byłam jeszcze gotowa by opowiedzieć mu całą historię związaną z ojcem.

-Nicole, ja...

-Chodź.

Przerwałam mu i poklepałam nieśmiało miejsce obok siebie.

-Wysłuchaj mnie. - poprosił.

Kiwnęłam głową czekając na jego słowa.

-Wiesz już o wszystkim, Nicki. A przynajmniej o tym, co związane jest z wyścigami.

Cały czas utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Atmosfera w pokoju zmieniła się. Czułam wyraźne napięcie. Wiedziałam, że to będzie ciężka rozmowa. Miałam tylko nadzieję, że nie skończy się kłótnią.

-Wiesz, że piłem i ćpałem. Brałem udział w tym gównie narażając swoje życie. Ale nie wiesz najgorszego.

Zamarłam. Co takiego mógł zrobić?

-Kurwa! Nicki, ja... ja nad sobą nie panuję.

-Harry, każdemu zdarza się czasami stracić kontrolę, to nic złego.

-Nie chodzi o to. - pokręcił głową.

Wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie tak, jakbym miała zaraz uciec z tego miejsca krzycząc w niebo głosy.

-Ja... zabiłem człowieka.

-Och.

"Och". Naprawdę potrafiłam tylko tyle powiedzieć w tej sytuacji? Jebane "och"?

Harry patrzył na mnie w skupieniu obserwując każdy najmniejszy ruch.

-Czemu? - spytałam.

Zamknął oczy.

-Nie chcę o tym teraz mówić.

Pokiwałam głową. Rozumiałam go.

-Chodź. - mruknęłam.

Od razu otworzył oczy.

-Nie boisz się?

-Nie. A co, myślałeś, że wybiegnę z wrzaskiem i usunę cię z pamięci?

-Tak.

Zaśmiałam się.

-Powinnam tak zrobić. - stwierdziłam.

-Powinnaś.

-Ale wiesz Harry, ja chyba też coś do ciebie czuję.

Mówiąc te słowa patrzyłam uparcie w materac. Czułam jak policzki pieką mnie ze wstydu. Nigdy jeszcze nie powiedziałam czegoś takiego chłopakowi.

On pozbawił życia jakiejś osoby. Nie rusza cię to? Wolałam, żeby moja podświadomość się przymknęła.

Jasne, że nie była to super nowina. Nie podobała mi się myśl, że Harry mógł kogoś zabić, ale wierzyłam, iż nie zrobił tego bez powodu.

Czy cokolwiek może usprawiedliwić morderstwo? Tak.

Jedna łza, druga...

Dość! Obiecałam sobie, że nie będę płakać z powodu tego tyrana.

-Już dobrze, nie płacz, skarbie.

Harry w jednej chwili znalazł się obok mnie tuląc do siebie jak małe dziecko. Nie płakałam więcej.

-Zrobić ci coś do picia? - spytał.

-Tak. Harry, muszę zadzwonić do mamy, powiedzieć jej, że nic mi nie jest, pewnie się zamartwia.

Wstyd mi było przyznać, że przypomniałam sobie o tym dopiero teraz.

-Myślę, że Kevin już to załatwił. - powiedział.

-Jak to? Przecież jest tutaj, prawda?

Pokręcił przecząco głową.

-Gdzie jest mój brat?

-Załatwia jakieś sprawy. Louis z nim jest.

-Och.

Czułam, że jeszcze o czymś zapomniałam... Niall! Uderzyłam się otwartą dłonią w twarz. Usłyszałam śmiech Harry'ego i spojrzałam na niego groźnie.

-Czy ty się ze mnie śmiejesz? - powiedziałam chłodno odsuwając się od niego.

-Tak. - kpiący uśmieszek nie schodził z jego twarzy.

Poczekaj, już niedługo nie będzie ci do śmiechu.

Skoczyłam na niego przewracając na materacu. Leżałam na nim szczerząc się z satysfakcją.

-I co teraz, Styles? - spytałam pochylając się nad nim.

W jednej chwili poczułam jak przekręca nas tak, że teraz to on nade mną górował.

-I co teraz?

-Pocałujesz mnie? - zrobiłam głupią minę.

-Nie wierzę, że przyjęłaś tą wiadomość tak spokojnie. - powiedział nachylając się do moich ust.

-Ufam, że miałeś powód. - szepnęłam.

Mięśnie jego szczęki zadrgały ostrzegawczo.

-Zasłużył sobie na to.

A więc to on. Czy chodziło o jakąś byłą dziewczynę?

Ujęłam jego twarz w dłonie. Patrzyłam mu prosto w oczy.

-To już przeszłość Harry. Nie cofniesz czasu, ale możesz postarać się o lepszą przyszłość.

-Staram się.

-No to mnie w końcu pocałuj! - zażądałam.

Poczułam jego usta. Całował mnie zachłannie z pożądaniem. Jęknęłam, kiedy jego palce znalazły się pod moją bluzką. Moje ręce powędrowały do jego włosów ciągnąc za końcówki i wywołując tym samym gardłowe warknięcie. Uśmiechnęłam się przez pocałunek.

-Myślę, że czas, żebyś zrobił mi w końcu coś do picia. - powiedziałam, gdy skończyliśmy tą przyjemną czynność.

-Jasne.





Louis



-Odbiło ci?! - krzyknąłem.

-Nie.

-Na chuja tu przyjeżdżaliśmy?

-Muszę powiedzieć Patrickowi, że ma się trzymać z dala od Nicole.

-Jasne. Powiedzieć. Kevin, wracajmy do mnie.

-Nie! Wrócimy i co?

-I nie będziesz żałował tego, co zamierzasz zrobić.

-Nie, Louis. Nie tym razem.

Kurwa. Po co ja mu mówiłem, gdzie on mieszka.

-Pomyśl o swojej mamie! - łapałem się ostatniej deski ratunku.

-Właśnie myślę. Wydaje ci się, że jej nic nie grozi?

-Nie rób tego, jeszcze możesz się wycofać.

Pokręcił głową. Podszedł do drzwi i uderzał w nie, dopóki się nie otworzyły. W progu stanęła blondynka, która patrzyła na nas z wyższością.

-Kim jesteście? - spytała.

-Nie twoja sprawa. Jest Patrick?

Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć u jej boku pojawił się Patrick.

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?

-Daruj sobie. - warknąłem ostrzegawczo.

-Kochanie, wejdź do środka. - zwrócił się do blondynki.

Ta posłała mu tylko niezadowolone spojrzenie po czym weszła do domu zamykając drzwi.

-A więc?

-Odpieprz się od mojej rodziny i Rose! - krzyknął Kevin.

-Ah tak... Rose. Kochana, słodka Rose. - zaśmiał się – Mój drogi, ona jest fałszywą suką. Naprawdę sądzisz, że ją znasz? - zakpił.

-Nie nazywaj jej tak.

-Och... czyżbyś się zakochał?

Nikt mu nie odpowiedział. Patrick zaczął się śmiać. Zerknąłem na Kevina. Zaciskał pięści gotowy do ataku. Podszedł do niego i uderzył z całej siły w twarz. Mężczyzna stracił równowagę i upadł na ziemię. Złapał się za bolące miejsce. Blondyn usiadł na nim i zaczął okładać Patricka pięściami. Nie patrzył, gdzie uderza. Chciał mu zadać jak największy ból.

Szybko podszedłem do nich i odciągnąłem przyjaciela. Patrick zaczynał już słabnąć.

Musiałem ciągle trzymać Kevina, by znowu się na niego nie rzucił. Nie wiem do czego jest zdolny w takim stanie, bo jeszcze nikt nigdy nie wkurzył go tak bardzo.

-Masz odpierdolić, rozumiesz?! Następnym razem cię zabiję!

-Kevin, chodź, idziemy. - ciągnąłem go do furtki.

-Słyszysz? Nie żyjesz!

-No chodź. - mruknąłem.

Traciłem cierpliwość, ale na szczęście Kevin odpuścił i zaczęliśmy iść w stronę samochodu. Nagle do moich uszu dotarł huk. Odwróciłem się w stronę domu.

Pokiereszowana twarz Patricka uśmiechała się do nas krzywo.

-Następnym razem cię zabiję. - krzyknął i osunął się po ścianie.

Spojrzałem na przyjaciela. Trzymał się kurczowo za prawe ramię.

-Chuj. - syknął.

-Kurwa, Kevin, mógł nas zabić!

-Ale nie zabił. - przewróciłem oczami.

Jasne.

Plułem sobie w brodę. Gdybym nie podał mu adresu nie doszłoby do tego wszystkiego. Łypnąłem na Kevina. Zaciskał zęby z bólu.

-Trzeba to opatrzeć. Jedźmy do domu. - powiedziałem.

Kiwnął tylko głową.

Siedząc w samochodzie zastanawiałem się nad tym skąd miał broń. Jeśli potrafił strzelić teraz do Kevina, to czy nie zrobiłby tego podczas wyścigów?





______________________________________


Hej ! :)
Krótkie życzenia noworoczne, o ile mi wyjdą :D
Życzę Wam, żebyście w nowy 2015 roku doświadczyli samych miłych rzeczy, często się uśmiechali, spotkali swoich idoli, mieli dobre oceny w szkole, dużo miłości i prawdziwych przyjaźni! I żebyście z życia czerpali jak najwięcej! 
Jeśli to czytasz to wiedz, że cię kocham misiu.! :*
To do następnego, trzymajcie się <3
Może jakiś komentarz? ;3

Obserwatorzy