sobota, 31 maja 2014

Rozdział 1



Nicole

Jest godzina trzecia rano, więc niby kto normalny chodziłby teraz po dworze szukając swojego zalanego w trupa brata po ciemnych zakamarkach najgorszej dzielnicy w Londynie? Och, no tak. Ja. Zdążyłam się już przyzwyczaić. Powiedziałam mu, że to ostatni raz, kiedy chodzę i go szukam. No bo poważnie, on w ogóle nie myśli. A jeżeli używał kiedykolwiek szarych komórek to chyba w podstawówce. Jestem naprawdę wkurzona, bo obiecał mi. Obiecał, że już nigdy nie tknie alkoholu. Ale gdybym dalej go tak słuchała to pewnie w zimie chodziłabym w klapkach.
Mimo to, on jest jednak moim bratem. Starszym o jakieś pięć sekund, ale zawsze mi to wypomina.
Dobra, skup się. Szukaj blond czuprynki w czerwonej czapeczce. Wytężyłam wzrok i wreszcie go zobaczyłam. Siedział na ławce z łokciami opartymi o kolana i tępym wzrokiem patrzył się przed siebie. A jednak nie jest pijany. Mogłam to rozpoznać nawet z tej odległości. Jego oczy zawsze mówią mi wszystko. Podeszłam do niego, siadając obok i przytulając do jego boku. 

Wiedziałam, że tego potrzebuje. Jednak jego męskie ego nigdy nie przyznałoby mi racji. Eh, faceci. Niespodziewanie odwzajemnił uścisk, co nie powiem, zaskoczyło mnie, ponieważ nigdy nie był skory do takich uczynków.
- Wszystko ok.? –spytałam.
- A czemu miałoby nie być? –odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Hym… może dlatego, że mnie przytuliłeś?
-A to nie mogę już przytulić swojej małej siostrzyczki?
Wybuchłam śmiechem i odsunęłam się, żeby spojrzeć w jego oczy. Śmiały się razem z nim, więc nie jest u niego najgorzej. Wiedziałam też, że niedługo zacznie mi się zwierzać. I tym razem się nie pomyliłam.
- Rzuciła mnie. – powiedział tylko.
- Och. Lepiej dla mnie. – uśmiechnęłam się zadziornie.
- Co? – spytał łapiąc mnie za rękę.
Zawsze tak robił odkąd tylko pamiętam. Gdy jeszcze mieliśmy razem jedno łóżko, nie zasnął dopóki nie potrzymał mnie za rękę.
- No wiesz. W końcu nie będę musiała się tobą dzielić. – posłałam mu uśmiech.
Tym razem to on zaczął się śmiać. Od razu się do niego przyłączyłam.
Nagle już nie czułam gruntu pod nogami. Zostałam brutalnie podniesiona do góry. Spojrzałam na Kevina przerażona, a ten dureń mały aż kipiał od śmiechu! Nosz, matko! Niech tylko znowu stanę na błogosławionym gruncie.
- Jesteś moją jedyną, prawdziwą przyjaciółką, a do tego siostrą. To chyba oczywiste, że jesteś najważniejsza. Kocham Cię, Nic, moja młodsza o pięć sekund siostrzyczko.
Chyba nie muszę mówić jak ciepło zrobiło mi się na sercu. Nigdy nie byłam wrażliwa aż tak, żeby się rozpłakać po takich słowach, więc po prostu przytuliłam się do niego, gdy postawił mnie na ziemi. Wtuliłam się w jego czarną, skórzaną kurtkę.
- Wiem. Ja ciebie też, Kev.
- No to skoro już wyznaliśmy sobie tą miłość to może pójdziemy coś zjeść?
No co za głupek! Jak można tak piękną chwilę zepsuć jakimś zwyczajnym pytaniem o jedzenie? Kto umie robić coś takiego? Oh… mój starszy braciszek, a któż inny? Jednak jego pomysł wydał mi się bardzo kuszący, bo jakby nie patrzeć to jednak nie jadłam prawie cały dzień.
- Jasne. Ale potem lody i cappuccino. – uśmiechnęłam się do niego.
- Ok, kto ostatni u Anabeli, ten stawia! – krzyknął w biegu.
Jak ja kocham tego durnia.
 ___________________________


Proszę o komentarz :*

Hej :)
Zakładam tego bloga z dwóch powodów. Pierwszym z jest chęć pokazania wam mojej historii. Jest to fanfiction o jednym z członków 1D. W sumie to na początku nie przepadałam za tym zespołem, ale moja siostra jest ich fanką i jakoś tak wyszło :D
Drugim powodem jest, według mnie, nieszczere komentarze mojej przyjaciółki na temat tego opowiadania. Cóż, nie ma się co dziwić, że jeśli będziecie odwiedzać tego bloga, to liczę właśnie na te szczere komentarze :)
To chyba tyle, narazie. ;)
Pierwszy rozdział dodam, a mogę nawet teraz ^^
Miłego czytania. :3

Obserwatorzy