środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 12




Kevin

Patrick. Skurwiel jakich mało. Gdybym poznał go kiedyś lepiej, teraz nie musiałbym wszystkiego odkręcać. To przez niego byłem na samym dnie. Ale udało mi się wyjść na prostą, kiedy poznałem Harry’ego. Gdy usłyszałem jego historię, zrozumiałem jak wielki błąd popełniłem. Postanowiłem, że wyciągnę nas z tego mimo wszystko.
Był tylko jeden sposób, żeby uwolnić się od Patricka i jego bandy gnojków zatruwających ci życie coraz bardziej z każdą minutą. Żeby ten pojeb się odwalił, musiałem go pokonać w wyścigach. Nagroda była olbrzymia. Dużo osób siadło wtedy za kółkiem, bo tak bardzo kusiła ich wygrana. Jednak ja musiałem zdobyć te pieniądze. Czemu? Bo Harry wisiał Patrickowi sporą sumkę za narkotyki. Zresztą ja też.
Kiedy nadszedł dzień wyścigów, bardzo się denerwowałem, ale zanim wystartowaliśmy poszedłem pogadać z Patrickiem. Powiedziałem mu, że jeśli wygram i oddam mu całą kasę to on zniknie z mojego i Harry’ego życia na zawsze. Wyśmiał mnie tylko lecz zgodził się. Był zbyt pewny siebie jak na kogoś, kto pierwszy raz bierze udział w nielegalnych wyścigach.
Gdy przejechałem metę i zostałem zwycięzcą byłem najszczęśliwszą osobą na świecie. Oddałem nagrodę Patrickowi, a ten zgodnie z umową zniknął. Więc czemu znowu wrócił? Co go przywiało do Londynu? Z tego, co wiem w Los Angeles, gdzie przebywał, wiodło mu się bardzo dobrze. Dlaczego postanowił zmienić zdanie?
Te pytania cały czas kotłowały się w mojej głowie. Nie umiałem znaleźć na nie odpowiedzi.
- Co robimy? – spytał Harry.
Popatrzyłem się na niego, kręcąc głową. Wiedziałem, o co mu chodziło. Ja jednak nie pozwolę, żeby mój przyjaciel wdał się w bójkę z jakimś gnojkiem. I tak nie miał czystego konta, więc nie powinien pakować się w żadne kłopoty.
- Na razie idziemy do Patricka i wyjaśniamy sprawę. Chcę wiedzieć jaki miał powód, żeby wrócić.
Pokiwał tylko głową, że rozumie. Wiedzieliśmy, gdzie Patrick się znajduje. Jest zawsze tam, gdzie są wyścigi. Wystarczyło tylko dowiedzieć się czy dzisiaj ktoś będzie się ścigał. Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer. Odebrał już po drugim sygnale.
- Halo? – usłyszałem.
- Louis? – zapytałem.
- Tak, kto mówi?
- Kevin. Mam dla ciebie zadanie. Dowiedz się czy są jakieś wyścigi, okej?



**



*wieczorem*
Siedzieliśmy z Harrym w klubie. Czekaliśmy na Louisa, który obiecał, że zjawi się niedługo. Podczas czekania zamówiłem sobie piwo. Rozkoszując się smakiem jasnobrązowej cieczy, przeglądałem swój telefon, gdy dostałem wiadomość od Nicole.
Odpisałem szybko, bo zauważyłem jak Louis wchodzi do środka. Schowałem komórkę i pomachałem mu, żeby nas zauważył. Uśmiechnął się widząc nas i od razu podszedł.
- Boże, Kevin. Kiedy ja cię widziałem? – przytulił mnie na powitanie.
- Będzie z jakiś rok. – odwzajemniłem uścisk.
- Lou! – obok nas pojawił się lokowaty.
- Hazz!
Przed oczami mignęły mi tylko loki przyjaciela, a po chwili usłyszałem ich głośne śmiechy. Spojrzałem na podłogę i nie mogłem się opanować. Harry i Louis leżeli obok siebie, uśmiechając się.
- Za bardzo się nie zmieniłeś, Lou. – powiedziałem, podając mu rękę.
Przyjął pomoc i już po chwili stał i otrzepywał niewidzialny kurz ze swojej bluzki.
- A ja to co? – Harry zrobił obrażoną minę.
Wyciągnąłem rękę, ale chłopak miał inne plany, bo już po chwili leżałem obok niego. Wybuchneliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Oj panowie, zachowujecie się jak dzieci. – zacmokał Louis.
Chciałem mu odpowiedzieć, że przecież nie zachowywał się lepiej. Minutę temu to on leżał na podłodze. Zamiast tego tylko się uśmiechnąłem.
- Wyjdziemy na zewnątrz? – zaproponowałem podnosząc się.
- Jasne. – powiedział uradowany Harry.
Naprawdę lubiłem Louisa. Poznałem go dwa lata temu po swoim pierwszym wygranym wyścigu. Podszedł do mnie i pogratulował wygranej. Od razu złapaliśmy wspólny język. Zaprzyjaźniliśmy się. Niestety kontakt się urwał, bo odszedłem i zacząłem wieść „normalne życie”.
Wyszliśmy na dwór. Chłodne powietrze orzeźwiło mnie i pomogło w bólu głowy, który od czasu jak dowiedziałem się o powrocie Patricka, nie chciał minąć. Stanąłem przed Louisem z poważną miną. Nie wyjaśniłem mu dokładnie przez telefon po co mi te informacje.
- Więc? Są dzisiaj jakieś wyścigi? – zapytałem pełen nadziei.
Niebieskooki przyjrzał mi się uważnie, zanim odpowiedział.
- Są. – potwierdził.
- O której?
- 22, ale mogą być później, bo dostaliśmy przeciek, że mają być psy.
Spojrzałem na zegarek. 21. Mam czas.
- Po co ci to potrzebne, Kev? Zamierzasz wrócić? – zaczął Louis.
- Zamierzam porozmawiać z pewną osobą. Jeżeli będzie taka potrzeba, będę jechał. Dlatego musisz mi pomóc. Od roku nie jeździłem czymś naprawdę dobrym. Masz coś może dla mnie? – spytałem.
- Z kim? – chłopak jakby zignorował moje pytanie.
Nie chciałem mu odpowiadać. Jednak Harry zrobił to za mnie.
- Patrick.
Lou otworzył szeroko oczy i spojrzał na mnie jak na wariata.
- Nie. Nie możesz tego zrobić, Kevin. Słyszałem, że ostatnio jak Patrick się ścigał w LA to chłopak, który jechał razem z nim zginął. Oficjalnej wersji nie ma, ale każdy wie, że to Patrick.
Po tych słowach byłem w szoku. Ból głowy znowu się nasilił od natłoku myśli. Przecież jak sam Louis powiedział – nie ma oficjalnej wersji. Zresztą, kto tu mówi, że ja się będę na pewno ścigał? Tylko z nim porozmawiam i już. Chcę, żeby się odpieprzył ode mnie i Harry’ego.
- Muszę się tylko dowiedzieć po co wrócił. – zacząłem.
Widać było, że Louis nie jest przekonany, co do moich planów.
- Proszę, Lou. Pomożesz mi? – spytałem.
Chłopak przygryzł wargę i zmierzwił swoje włosy. Złapał za ich końcówki i lekko pociągnął.
- Nie chcę, żebyś zginął Kevin. Ale dobra, pomogę. – powiedział w końcu.
Uśmiechnąłem się chociaż byłem pewien, że wyszedł z tego grymas.
- Dzięki. – szepnąłem.
- Okej, to idziemy do mnie. Od jakiegoś czasu ciągle ulepszam jedną taką maszynkę. Zobaczymy, czy ci się spodoba. – wyszczerzył zęby.
Czy mówiłem, że naprawdę lubię Louisa? 



_____________________________________________



Kino! kino, kino .! Dzisiaj <3
Ale najpierw dodaję rozdział :)
Miłego czytania. Chociaż... ten rozdział nie jest taki jaki być powinien. Moooże go zmienię, zobaczymy =] Narazie jednak - miłego czytania :D



Komentujesz? :)
Na pewno się odwdzięczę :3

wtorek, 24 czerwca 2014

Ogłoszenie

Hej :)
Jak widzicie trochę bawię się wyglądem bloga, jednak to ciągle nie jest to, o co mi chodziło. Naprawdę potrzebuję pomocy. Czy ktoś mógłby być tak miły i pomóc mi z tym? Ewentualnie podesłać linka? Proszę!

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 11




Harry

Przyszedłem do Kevina w konkretnym celu. I raczej mu się nie spodoba to, co mam do powiedzenia, ale cóż, wiedzieć musi. Tylko, czemu to właśnie ja musiałem mu o tym mówić? Ah, no tak. Przecież to dotyczy was obu, Styles.
Wszedłem za kumplem do jego pokoju. Oczywiście było tu tak czysto, że aż bolało od patrzenia. Usiadłem na fotelu i wbiłem wzrok w podłogę. Odwagi, trzeba mieć to już za sobą.
- Słuchaj… - zacząłem.
- Czekaj, zanim cokolwiek powiesz, posłuchaj najpierw mnie. Jeżeli kręcisz z moją siostrą, to… - urwał i popatrzył na mnie wyczekująco.
Zatkało mnie. O czym on pieprzy? Że niby ja i Nicole? Przecież dopiero co zerwałem z Alex i miałbym niby tak od razu pakować się w nowy związek?
- Kevin, ty żartujesz, prawda? Nie znasz mnie? No proszę cię, niedawno zerwałem z Alex. Nie mam ani sił, ani chęci na nowy związek. Przynajmniej teraz. A poza tym, to twoja siostra.
Przyjaciel patrzył na mnie jakby zastanawiał się, czy może mi coś powiedzieć. To była dosłownie wewnętrzna walka, bo nie odzywał się przez co najmniej pół godziny. W skupieniu się, na pewno nie pomagała mu głośna muzyka zza ściany.
- To co teraz powiem, może zabrzmieć strasznie, ale chyba czas, żebyś poznał prawdę. Widzisz miałem powód, żeby zacząć to gówno. Wiesz o  co mi chodzi.
Pokiwałem tylko głową. Jasne, że wiedziałem, sam w tym siedziałem i to właśnie dzięki Kevinowi z tym skończyłem.
- Więc, zanim się poznaliśmy, miałem pełną rodzinę. Miałem ojca. Tylko, że dwa lata temu wykryto u niego chorobę psychiczną. Zmieniał się na gorsze. W końcu mama podjęła decyzję, że wyprowadzimy się od niego, kiedy zaczął być bardziej agresywny w stosunku do mnie. Mówiłem jej o tym wcześniej, ale ona wciąż miała nadzieję, że się zmieni, że będzie jak dawniej.
Przerwał. Spojrzałem na niego i zobaczyłem jak płacze. Kevin był bardzo uczuciowy, wiedziałem to. Ale nigdy nie widziałem, jak płacze. Zrobiło mi się go szkoda. Jednak czułem, że to nie koniec opowiadania i nie myliłem się.
- I tego dnia, gdy poszliśmy oglądać z mamą domy, Nicole była w szkole. Myśleliśmy, że wrócimy przed nią, żeby nie musiała siedzieć sama z ojcem. Ale spóźniliśmy się. – jego głos drżał.
Schował głowę w rękach.
- On ją pobił, rozumiesz? Ona tam prawie umarła. I to wszystko było moją winą. Bo to o mnie mu chodziło, nie o nią. Gdybym tam był… Nicole nic by się nie stało. To dlatego teraz jest tak bardzo wystraszona.
Kiedy skończył, podszedłem do niego i objąłem ramieniem. Nie ruszył się. W końcu wstał i podszedł do szafy. Wyciągnął z niej zdjęcia i wręczył mi. Zachłysnąłem się powietrzem. Widok był masakryczny. Nicole w kałuży krwi.
- Nigdy sobie tego nie wybaczę. – powiedział.
- To nie twoja wina, Kev. Twój ojciec jest chory, wiem, że to go nie usprawiedliwia, ale on nie wiedział co robi.
- Wiem. – westchnął.
Zajął swoje wcześniejsze miejsce na łóżku i zwrócił w moją stronę.
- To o czym chciałeś pogadać? – zapytał.
No pięknie. W takim momencie, nie wiem czy jest to odpowiednie. Ale cóż, powinien wiedzieć. I lepiej, żeby dowiedział się tego ode mnie.
- On wrócił, Kev. Patric. – wychrypiałem.



Nicole



*wieczorem*
Siedziałyśmy z dziewczynami na kanapie w salonie i oglądałyśmy film. Nie zauważyłam kiedy zrobiło się tak późno i musiałyśmy zakończyć nasze dotychczasowe zajęcie. Niechętnie zwlekłam się z wygodnego miejsca, by otworzyć drzwi osobie, która próbowała dostać się do środka. Zobaczyłam przez wizjer kto stoi na zewnątrz i od razu się uśmiechnęłam.
Odblokowałam zamek by po chwili znaleźć się w uścisku mamy.
- Wreszcie wróciłaś! Czemu tak długo? – spytałam.
- Tak, ja też się cieszę, że cię widzę, córeczko. – zaśmiała się – Jest coś na kolację?
Zanim zdążyłam się odezwać, do holu przyszły moje przyjaciółki.
- To my się będziemy zbierać. – zaczęła Emily.
- Do zobaczenia. – uśmiechnęła się Nel.
Założyły buty i wyszły z mieszkania zostawiając mnie samą z mamą.
- Do widzenia! – krzyknęła za nimi moja rodzicielka.
- Więc wracając do twojego pytania, to nie. Nic nie zrobiłam na kolację, bo byłyśmy w sklepie i potem film, więc nie zdążyłam.
- Okej, więc jaka pizza? Czy wolisz chińszczyznę? – zdjęła buty i weszła do swojego pokoju.
- Chińszczyznę! – wyjęłam telefon.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Mama wróciła do domu. Kryć cię?
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, bo już po chwili moja komórka zaczęła wibrować.
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Nicole
Tak. Wymyśl coś wiarygodnego. Nie mogę pisać, pa.
Westchnęłam zrezygnowana. Ja i jakiekolwiek kłamstwo? No bo kto jak kto, ale mój własny brat powinien wiedzieć, że nie umiem kłamać.
Dobra, Nicole. Rusz głową, coś na pewno wymyślisz. Gdzie może być teraz twój brat? Jest już późno, więc może … nocowanie? Tak, to chyba dobry pomysł. Tylko u kogo?
Moje przemyślenia przerwała mama.
- Co tak stoisz? Chodź do kuchni, zaraz coś zamówimy. – uśmiechnęła się.
- Jasne. – schowałam telefon do kieszonki i ruszyłam za kobietą.
- To co zwykle? Razy trzy? – zapytała.
- No widzisz, razy dwa. – przygryzłam wargę.
W odpowiedzi otrzymałam tylko pytającą minę z uniesioną brwią do góry, mówiącą o zdziwieniu.
Teraz Nicole, tylko się postaraj.
- Kevin nocuje u Harry’ego. Będzie jutro w szkole, bo pakował się zanim wyszedł.
Przez cały czas patrzyłam prosto w oczy mojej mamie. Czytałam gdzieś, że jak człowiek oszukuje ludzi to najczęściej nie patrzy im w oczy. A, że moje zdolności aktorskie mówią wiele za siebie, postanowiłam spróbować tego sposobu. I chyba się udało.
- Och, no dobra. To co, babski wieczór?
- Jestem za. Duma i uprzedzenie*? – udało się.
Wewnątrz tańczyłam już wszystkie możliwe tańce szczęścia.
- Tak. Dawno odwiedzałyśmy Bennetów. – zaśmiała się.
Podeszłam do telewizora, żeby włączyć odpowiedni film. Mama dosiadła się do mnie i czekałyśmy na kolację przenosząc się do dziewiętnastowiecznej Anglii.




_______________________________



* Duma i uprzedzenie - powieść Jane Austen, genialna! Polecam :D 



I tak o to, jestem z nowym rozdziałem :)
Miłej niedzieli kotki <3
Mam nadzieję, że się spodoba i no wiecie... pozostawicie opinię po sobie czy coś ;d

Komentarz? Tak, poproszę :* 

piątek, 20 czerwca 2014

Ogłoszenie

Dzisiaj rozdziału nie będzie, gdyż nie mam czasu pisać teraz. ;c Mam dużo spraw do załatwienia względem szkoły i bierzmowania, więc dupa :c Ale postaram się w najbliższym czasie coś napisać :) Taak, piszę to, a nawet pewnie nikt nie czyta opowiadania, sooooo ... :D ale jeśli jednak jest tu jakiś człek, który to czyta niech wie =]
Do zobaczenia wkrótce :)
Pa xx

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 10




Nicole

Szybko odsunęłam się od Harry’ego. Popatrzyłam się na brata i wyszłam z kuchni. Udałam się do swojego pokoju. Gdy tylko zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i zamknęłam oczy. Co to miało być? Czemu się z nim przytuliłam? Potrzebowałam tego? Najwyraźniej tak.
Powoli otworzyłam oczy. Omiotłam spojrzeniem całe pomieszczenie. Pewnie niektórzy pomyśleliby, że panuje tu istny chaos, ale nie ja. Właśnie w takim ułożeniu wszystko znajduję. Jednak niedawno obiecałam mamie, że zrobię tu porządek. Więc skoro nie poszłam do szkoły to mogę zrobić coś pożytecznego i doprowadzić mój pokój do stanu używalności codziennej.
Przebrałam się z piżamy i pierwsze co zrobiłam to zmienienie pościeli. Zdjęłam poszewki i zamieniłam je na świeże. Pościeliłam łóżko. Już miałam dość tych porządków, a był to dopiero początek. Wzięłam laptopa do ręki i włączyłam cały album mojego ulubionego zespołu. Oczywiście głośność była maksymalna.
Wyszłam z pokoju zanosząc brudne poszewki i piżamę do kosza, a  z szafy biorąc odkurzacz. Wstąpiłam jeszcze do kuchni po ściereczki. Zamknęłam drzwi i z postanowieniem, że to pomieszczenie będzie lśniło, zaczęłam sprzątać.
Nim się obejrzałam było już południe. Skończyłam dzisiejszą misję i byłam z siebie naprawdę dumna. W końcu nie każdemu się to udaje.
Schowałam odkurzacz na swoje miejsce, a wykorzystane ściereczki upchnęłam w ogromnym worku na śmieci. Pomyślałam, że przyda mi się szybki prysznic, więc zabrałam czyste ubrania i ruszyłam w kierunku łazienki. Chciałam jeszcze wstąpić do Kevina, żeby powiedzieć mu o mamie. Zanim zapukałam do drzwi, otworzyły się, a z pokoju wyszedł mój brat i Harry.
- Kevin, mama mówiła, że nie wie kiedy wróci, bo znowu coś się stało w szpitalu i ma dużo zajęć. – powiedziałam.
Blondyn spojrzał na mnie i kiwnął głową. Minął mnie i ruszył w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – spytałam.
- Muszę coś załatwić. Nie martw się, będę w domu jeszcze dzisiaj. I Nic, proszę nie szukaj mnie, okej?
Popatrzył się na mnie.
- Okej.
Wyszedł z Harrym z domu, a ja zostałam sama. Cieszyłam się jak małe dziecko. W końcu mam wolny dom! Nie czekając długo wbiegłam do swojego pokoju szukając telefonu. Znalazłam go szybciej niż myślałam, bo ktoś napisał mi sms-a. Odblokowałam ekran i zaczęłam czytać.
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Nicole
Zaproś kogoś do domu. Nie chcę, żebyś siedziała sama. Proszę x
Uśmiechnęłam się. Nie wiem jak on to robił, ale czytał mi w myślach.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Właśnie miałam to robić. O której wrócisz do domu?? Tylko nie pisz, że jeszcze dzisiaj :)
Wysłałam wiadomość i czekałam na odpowiedź. Nadeszła bardzo szybko.
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Nicole
Późno. Może o 24, ale raczej później, więc nie czekaj. Baw się dobrze. Pa xx
Westchnęłam zrezygnowana. Napisałam jeszcze, żeby dał mi numer Harry’ego i zaczęłam pisać do swoich przyjaciółek. Obecnie były jeszcze w szkole, ale miałyśmy się spotkać u mnie o 16. Miałam jeszcze 4 godziny. Jednak zaczynałam trochę panikować. Jak mam im powiedzieć to, co stało się w niedzielę?



**



Nareszcie wybiła czwarta po południu i moje oczekiwanie na przyjaciółki dobiegło końca. Wygramoliłam się łóżka i poszłam otworzyć drzwi, gdy tylko usłyszałam dzwonek. Kiedy odblokowałam zamek, od razu zostałam zagarnięta w nasz grupowy uścisk.
- Okej, wystarczy tych czułości. – zaśmiałam się.
- Co, już ci nie odpowiada… - urwała Nel, dostrzegając moją twarz.
- Co się stało? – zapytała momentalnie blednąc.
Wbiłam wzrok w podłogę, gestem ręki zapraszając je do środka. Zamknęłam drzwi i dołączyłam do dziewczyn.
- Więc? - zaczęła Emily.
Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam im o wszystkim. Nie zajęło mi to długo, jednak kiedy skończyłam, miny dziewczyn mówiły mi wszystko. Dałam im czas, żeby oswoiły się z tym, co przed chwilą usłyszały. Czekałam na pytania, które były nieuniknione.
- Kim jest Harry? – spytała jako pierwsza Emily.
- Um, przyjacielem Kevina.
Szatynka pokiwała głową po czym uśmiechnęła się do mnie.
- Chodź, zrobię ci profesjonalny makijaż, żeby zakryć to. – ruchem ręki wskazała na podbite oko.
- Okej… spodziewałam się jakiegoś przesłuchania, czy coś w tym stylu, a tymczasem dostaję tylko jedno pytanie, które nie jest zbytnio związane z tym, co się stało. – powiedziałam.
- Skarbie, pytanie kim jest Harry, jest ważne. Przecież gdyby nie on, ci faceci mogliby cię zgwałcić. Dobrze wiedzieć, kto pomaga twojej przyjaciółce, nie? – wtrąciła się Nel.
- Dobra, dobra, róbmy ten makijaż i idźmy gdzieś na miasto. – zmieniłam temat.
Więcej nie rozmawiałyśmy już ani o Harrym, ani o niedzieli. Postanowiłyśmy, że pójdziemy do galerii handlowej i pobuszujemy po sklepach. Taki plan wydawał mi się adekwatny do zaistniałej sytuacji.
Po „profesjonalnym makijażu” jak to określiła Emily, przebrałam się i ruszyłyśmy w drogę. Byłam wdzięczna Nel za to, że miała samochód i mogłyśmy z niego skorzystać, a nie tłuc się przepełnionymi autobusami do centrum.
Kiedy tylko weszłyśmy do galerii, każda z nas poszła w inną stronę. Emily jak zwykle poszła dokupić sobie kosmetyki, których zresztą miała chyba z milion w domu. Nel postawiła na nowe ubrania, bo „dawno nie kupiłam czegoś naprawdę fajnego”. Ja oczywiście wybrałam dział spożywczy.
Moim celem było kupić coś dobrego na film. Wybrałam trzy rodzaje różnych sałatek, świeże bagietki i pizzę, z której i tak zdejmiemy składniki i doprawimy po swojemu. Oczywiście największym problemem okazały się słodycze, ponieważ dziewczyny mają różne gusty.
Zaczęłam rozglądać się za ciastkami i batonikami, gdyż uważałam, że będzie to najbezpieczniejszy wybór. Kiedy miałam już kierować się do kasy, przypomniałam sobie o żelkach. Jestem już chyba od nich uzależniona.
Stanęłam przed półką z łakociami i zaklęłam pod nosem. Czy one muszą być tak wysoko?
Podskoczyłam próbując dostać do ukochanych żelków, gdy poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Automatycznie odsunęłam się. Popatrzyłam na osobę stojącą obok mnie. Okazało się, że był to chłopak, na oko niewiele starszy ode mnie, który aktualnie zwijał się ze śmiechu.
- Ha ha ha. – rzuciłam sarkastycznie i już miałam odejść.
Cóż, obejdę się bez żelek ten jeden dzień.
- Czekaj! – krzyknął blondyn i pobiegł do mnie z uśmiechem.
- Pomogę ci. Jestem Niall. – wyciągnął rękę.
- Nicole. – uścisnęliśmy sobie dłonie.
- To jak, ile chcesz paczek? – zapytał, a kąciki jego ust podniosły się do góry.
- Dwie. – mruknęłam.
- Oho, w końcu trafiłem na dziewczynę, która normalnie je.
- Taa… tak się składa, że ja po prostu jestem od nich uzależniona, tyle. – posłałam chłopakowi uśmiech, który odwzajemnił.
- To tak jak ja. – wyciągnął paczki w moją stronę.
- Mogę? – spytałam.
- Jasne, jak dasz mi swój numer.
- Po co ci mój numer? – zapytałam podejrzliwie.
- Żeby z tobą pisać. Taka wymiana, żelki za twój numer.
Chyba naprawdę byłam w desperacji żelkowej, bo w końcu podałam mu te dziewięć cyferek.
- Dziękuję, miło się z tobą robi interesy. – uśmiechnął się.
- Tak, jasne. Pa. – machnęłam na chłopaka, żeby sobie poszedł.
Usłyszałam jeszcze tylko dźwięczny śmiech, kiedy skręcił do innego przedziału. Pomimo tego, nie żałowałam swojej decyzji. Z uśmiechem na twarzy pomaszerowałam w kierunku kasy. Ten dzień zapowiada się naprawdę miło.



___________________________________


91 % z polskiego :ooo
Jeeeeej! ^^

Znowu jakoś dłużej :)


Prooooszę o ten komentarz no! ;c

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 9




Nicole

W drodze powrotnej nie odezwałam się ani słowem. Ciągle czułam gulę w gardle, która z każdą kolejną chwilą rosła. Żeby zapomnieć choć trochę o tym co wydarzyło się dzisiejszej nocy, patrzyłam przez okno na światła latarni.
Harry opowiedział o wszystkim Kevinowi. Wiedziałam, że to zrobi, ale jakaś cząstka mnie miała nadzieję, że jednak zachowa to dla siebie. Nie mniej wiedziałam, że mój brat musi wiedzieć o wszystkim.
Kiedy wysiedliśmy, rzuciłam Harry’emu krótkie „cześć” i pobiegłam w stronę klatki. Jak dobrze, że nie zapomniałam kluczy. Przekręciłam zamek i już po chwili stałam przed drzwiami do swojego pokoju.
Spojrzałam na zegarek wiszący tuż nad komodą. 00:30. A więc jest już poniedziałek. Cudnie.
Zabrałam piżamę i ruszyłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam to długi, gorący prysznic. Chciałam zmyć z siebie pozostałości z niedzieli. W pewnym stopniu mi się to udało. Kiedy skończyła się ciepła woda, wytarłam się ręcznikiem i założyłam piżamę.
Spojrzałam w lustro po raz pierwszy od przybycia do domu. Widok trochę mnie zszokował. Nie dość, że miałam rozciętą wargę, to jeszcze podbite oko.
Rozczesałam mokre włosy i umyłam zęby. Gdy wychodziłam z łazienki weszłam jeszcze na chwilę do kuchni po szklankę wody. W myślach wołałam do Boga, żeby pomieszczenie było puste. Oczywiście, moje modły nie zostały wysłuchane. Kevin. Kiedy tylko go zobaczyłam, zasłoniłam twarz włosami i szybko napełniłam szklankę przezroczystą cieczą.
- Nicole. – powiedział, po czym podszedł do mnie bliżej.
Wyczułam odór alkoholu. Na moich ustach zawitał grymas, a po chwili wydałam z siebie syk.
No tak, warga.
Kevin delikatnie dotknął zranionego miejsca. W jego oczach rysował się ogromny ból.
- Wiesz, że zachowałaś się bardzo, ale to bardzo nieodpowiedzialnie szukając mnie, prawda? Wiesz przecież, że wróciłbym do domu. Tak, spóźniłem się, ale nie powinnaś tak panikować.
Spuściłam wzrok na podłogę. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Czy powinnam mu wypomnieć, że to on zachował się jak szczeniak? Że obiecał mi coś i znowu nie dotrzymał słowa? Że tak bardzo się o niego martwiłam?
Postanowiłam jednak, że nie będę mu odpowiadać. Niech zrobi mi to kazanie, ale będę miała przynajmniej święty spokój.
Z roztargnienia odgarnęłam włosy i natychmiast tego pożałowałam. Usłyszałam jak Kevin głośno wciąga powietrze. Spojrzałam na niego wystraszona. Zdziwiłam się kiedy na twarzy brata zobaczyłam łzy. Myślałam, że będzie na mnie zły, tymczasem on płakał.
Odstawiłam szklankę na blat, po czym rozłożyłam ręce.
- Misiak? – spytałam.
Chłopak uśmiechnął się blado i już po chwili poczułam jak mnie przytula.



**



Budzik zadzwonił zbyt wcześnie. Postanowiłam, że nie pójdę dzisiaj do szkoły. Przecież nie pokażę się tak tym wszystkim ludziom w gmachu szkolnym. Nie wiadomo co mogliby sobie pomyśleć.
Po cichu wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki. Jęknęłam cicho zauważając swoje odbicie w tafli szkła. Limo pod okiem było fioletowe, a warga dalej opuchnięta. Jak ja się wytłumaczę mamie?
Właśnie, mama!
Pędem przeleciałam przez cały dom. Podeszłam pod drzwi do pomieszczenia, które zajmowała mama. Spojrzałam przez dziurkę od kluczyka. Pokój był czysty. Poszłam do kuchni, żeby zadzwonić do rodzicielki. Wybrałam numer do szpitala. Już po drugim sygnale usłyszałam w słuchawce znajomy głos pani Lottie.
- Dzień dobry, czy jest może mama? – zapytałam.
- Chwilka, już wołam.
Bawiłam się kablem od telefonu stacjonarnego.
- Tak? Coś się stało? – usłyszałam zmartwiony głos.
- Nic, wszystko w porządku. – zapewniłam mamę automatycznie – Chciałam ci tylko powiedzieć, że dzisiaj się źle czuję i zostanę w domu, tak na wszelki wypadek.
- Oh, no dobrze. Słuchaj skarbie, nie za bardzo mogę rozmawiać, mamy tutaj urwanie głowy. Nie wiem kiedy wrócę do domu. – dodała smutniejszym tonem.
- Nie martw się mamo, damy radę sami. Jesteśmy już duzi. – zapewniłam ją.
- Wiem, słonko. Ja się po prostu o was martwię.
- Nie musisz. Zadzwoń później jak będziesz miała chwilkę. Muszę kończyć, idę obudzić Kevina. Pa, kocham cię.
- Ja ciebie też.
Jeden plus. Mojej mamy nie będzie. Chociaż wolałabym, żeby była w domu i nie pracowała tak dużo. Niestety to nie zależy ode mnie.
Skierowałam się w stronę pokoju brata z zamiarem wyrwania go ze snu. Gdy już otwierałam drzwi, do moich uszu dotarł dzwonek, oznaczający, że ktoś stoi pod drzwiami i domaga się wejścia. Przestraszyłam się, ale podeszłam i zajrzałam przez wizjer. Harry.


Harry


*wcześniej*



Zatrzasnąłem drzwi samochodu i stanąłem obok Kevina. Opowiadając mu o tym co widziałem, pominąłem parę szczegółów ze względu na dziewczynę. Wolałem, żeby nie przeżywała tego drugi raz.
- Cześć. – usłyszałem Nicole.
Spojrzałem w jej stronę aby coś odpowiedzieć, ale już jej nie było. W sumie to wcale się jej nie dziwię.
- To teraz opowiedz dokładnie.
Zerknąłem na przyjaciela. Tak, znał mnie aż za dobrze. Wiedział też, że opowiem mu wszystko. Nie lubiłem sekretów. Szanowałem szczerych ludzi, innymi gardziłem.
W trakcie opowiadania musiałem robić małe przerwy. Nie wiem czemu, ale samo opowiadanie o tym, bolało mnie. Pomyślałem przez chwilę co by było gdybym nie zdążył na czas. Przeszedł mnie dreszcz, co nie uszło uwadze Kevina.
- Co jest? – spytał.
- Nic. Myślałem tylko o tym, co by było gdyby… - mruknąłem niewyraźnie.
Staliśmy w ciszy, każdy pogrążony w swoich zamysłach. Nagle poczułem wibracje w swojej kieszonce i początek piosenki Fall Out Boy. Sprawnym ruchem wyciągnąłem telefon by po chwili odrzucić połączenie.
- Alex? – Kevin odpalił papierosa.
Naprawdę nie podobał mi się nałóg kumpla. Jednak nic mu nie mówiłem, wiedziałem, że to nic nie da. Próbowałem nie raz, ale on zawsze ma te swoje „argumenty za”.
- Taa…
- Czemu nie odebrałeś? – spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.
- Bo mnie zdradziła? Z moim „przyjacielem”. – nakreśliłem w powietrzu nawias – Zresztą, nieważne. Powiedziałem jej, żeby nie dzwoniła. To już koniec, nie zamierzam do tego wracać.
Oparłem się o maskę samochodu, przeczesując włosy ręką. Złapałem się za kark i wpatrzyłem w drogę. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że Alex mogła tak po prostu to zrobić. Nigdy nie zdradziłem żadnej dziewczyny będąc z nią w związku. Czasami po prostu nie wychodziło, nie dogadywaliśmy się. Ale to co zrobiła Alex…
- Dziękuję, Harry. – dosłyszałem szept.
- Nie masz za co. – odpowiedziałem, również szepcząc.
- Mam. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałem. – uśmiechnął się.
- Och, zawstydzasz. – pokazałem swoje dołeczki.
Szturchnąłem go w ramię, po czym natychmiast spoważniałem.
- Nie rób tego więcej Nicole. Stary, żebyś widział jak ona się martwiła. – przetarłem ręką czoło.
- Wiem, że schrzaniłem, ale poniosło mnie. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Jestem cholernym idiotą.
- Tak, jesteś cholernym idiotą. – przytaknąłem.
- Powinienem już iść. Muszę jeszcze pogadać z siostrą. – rzekł po czym odszedł w stronę klatki.
Poczekałem, aż wejdzie do środka. Odpaliłem silnik i wróciłem do swojego domu.


**


Kiedy tylko znalazłem się w pokoju, opadłem na łóżko niezdolny do jakichkolwiek innych ruchów. Nie mogłem przestać myśleć. Moim umysłem zawładnęła Alex. Już niedługo go opuści i pójdzie w niepamięć. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Bo naprawdę mi na niej zależało. Kochałem ją i wydaje mi się, że wciąż ją kocham. Ale ja po prostu nie mogę być z kimś kto mnie zdradził. Poza tym ta dziewczyna przypominała mi o moim drugim życiu. A na pewno nie chciałem do niego wracać. Nie teraz, kiedy wszystko zaczynało się układać.


**


 Nacisnąłem dzwonek. Raz, drugi, trzeci… Co tak długo? Czyżby Kevina nie było w domu? Wiem, że ma szkołę, ale wątpię że do niej poszedł, zapewne miał kaca po wczoraj. Więc czemu do cholery nie otwierał tych drzwi?
Kiedy chciałem odejść, usłyszałem dźwięk odblokowywania zamku. Spojrzałem w kierunku wejścia i zobaczyłem Nicole.
- Hej. – wychrypiałem.
- Um, cześć. – powiedziała – Kevin jeszcze śpi, ale jak chcesz to możesz wejść, bo właśnie miałam go budzić.
- Dobra.
Wszedłem do kuchni uprzednio zdejmując buty. Usiadłem na jednym z krzeseł i czekałem na dziewczynę. Nie zostałem sam długo, bo już po chwili Nicole dołączyła do mnie. Wyglądała bardzo ładnie rano. Pomimo wczorajszych przeżyć wydawała się być w lepszym stanie. Nie mogłem jednak określić tego na sto procent, ponieważ nie widziałem jej twarzy.
- Zaraz przyjdzie. – rzekła i już miała wychodzić.
W ostatnim momencie złapałem ją za ramię i odwróciłem w swoją stronę. Jej głowa była skierowana na podłogę. Delikatnie dotknąłem brody dziewczyny i uniosłem. To, co zobaczyłem przeraziło mnie. Mimo iż starała się ukryć siniaka pod warstwami pudru, to jednak wciąż był widoczny, a jej warga opuchnięta.
- Co ci się stało? – spytałem, muskając spuchnięte miejsce.
- To nic takiego. Przewróciłam się. – kłamała.
- Nie umiesz oszukiwać ludzi, Nicole. Proszę, powiedz mi prawdę.
Przetarła ręką twarz i oparła się o ścianę.
- To byli oni. Wczoraj zanim mnie uratowałeś, to jeden z nich mnie uderzył. – szepnęła.
Automatycznie zacisnąłem pięści i zamknąłem oczy. Co za chuje. Jak oni mogli uderzyć dziewczynę? Biorąc uspakajające oddechy, spojrzałem na Nicole. Oplotła się ramionami i odwróciła wzrok. Podszedłem do niej i niepewnie rozłożyłem ramiona. Chciałem, żeby mnie przytuliła, ale nie nalegałem. Jednak ona najwyraźniej również tego potrzebowała, bo oplotła mnie w pasie przysuwając się bliżej. Objąłem ją i zacząłem pocieszając gładzić jej plecy.
Trwaliśmy tak dobre kilkanaście minut zanim do moich uszu nie dotarło czyjeś chrząknięcie. Odwróciłem się w stronę, z której dochodził dźwięk. No tak, świetne wyczucie czasu, Kevin.



_______________________________________



Taki trochę dłuższy :D

Przeczytałeś/aś - skomentuj :)

Obserwatorzy