poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 9




Nicole

W drodze powrotnej nie odezwałam się ani słowem. Ciągle czułam gulę w gardle, która z każdą kolejną chwilą rosła. Żeby zapomnieć choć trochę o tym co wydarzyło się dzisiejszej nocy, patrzyłam przez okno na światła latarni.
Harry opowiedział o wszystkim Kevinowi. Wiedziałam, że to zrobi, ale jakaś cząstka mnie miała nadzieję, że jednak zachowa to dla siebie. Nie mniej wiedziałam, że mój brat musi wiedzieć o wszystkim.
Kiedy wysiedliśmy, rzuciłam Harry’emu krótkie „cześć” i pobiegłam w stronę klatki. Jak dobrze, że nie zapomniałam kluczy. Przekręciłam zamek i już po chwili stałam przed drzwiami do swojego pokoju.
Spojrzałam na zegarek wiszący tuż nad komodą. 00:30. A więc jest już poniedziałek. Cudnie.
Zabrałam piżamę i ruszyłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam to długi, gorący prysznic. Chciałam zmyć z siebie pozostałości z niedzieli. W pewnym stopniu mi się to udało. Kiedy skończyła się ciepła woda, wytarłam się ręcznikiem i założyłam piżamę.
Spojrzałam w lustro po raz pierwszy od przybycia do domu. Widok trochę mnie zszokował. Nie dość, że miałam rozciętą wargę, to jeszcze podbite oko.
Rozczesałam mokre włosy i umyłam zęby. Gdy wychodziłam z łazienki weszłam jeszcze na chwilę do kuchni po szklankę wody. W myślach wołałam do Boga, żeby pomieszczenie było puste. Oczywiście, moje modły nie zostały wysłuchane. Kevin. Kiedy tylko go zobaczyłam, zasłoniłam twarz włosami i szybko napełniłam szklankę przezroczystą cieczą.
- Nicole. – powiedział, po czym podszedł do mnie bliżej.
Wyczułam odór alkoholu. Na moich ustach zawitał grymas, a po chwili wydałam z siebie syk.
No tak, warga.
Kevin delikatnie dotknął zranionego miejsca. W jego oczach rysował się ogromny ból.
- Wiesz, że zachowałaś się bardzo, ale to bardzo nieodpowiedzialnie szukając mnie, prawda? Wiesz przecież, że wróciłbym do domu. Tak, spóźniłem się, ale nie powinnaś tak panikować.
Spuściłam wzrok na podłogę. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Czy powinnam mu wypomnieć, że to on zachował się jak szczeniak? Że obiecał mi coś i znowu nie dotrzymał słowa? Że tak bardzo się o niego martwiłam?
Postanowiłam jednak, że nie będę mu odpowiadać. Niech zrobi mi to kazanie, ale będę miała przynajmniej święty spokój.
Z roztargnienia odgarnęłam włosy i natychmiast tego pożałowałam. Usłyszałam jak Kevin głośno wciąga powietrze. Spojrzałam na niego wystraszona. Zdziwiłam się kiedy na twarzy brata zobaczyłam łzy. Myślałam, że będzie na mnie zły, tymczasem on płakał.
Odstawiłam szklankę na blat, po czym rozłożyłam ręce.
- Misiak? – spytałam.
Chłopak uśmiechnął się blado i już po chwili poczułam jak mnie przytula.



**



Budzik zadzwonił zbyt wcześnie. Postanowiłam, że nie pójdę dzisiaj do szkoły. Przecież nie pokażę się tak tym wszystkim ludziom w gmachu szkolnym. Nie wiadomo co mogliby sobie pomyśleć.
Po cichu wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki. Jęknęłam cicho zauważając swoje odbicie w tafli szkła. Limo pod okiem było fioletowe, a warga dalej opuchnięta. Jak ja się wytłumaczę mamie?
Właśnie, mama!
Pędem przeleciałam przez cały dom. Podeszłam pod drzwi do pomieszczenia, które zajmowała mama. Spojrzałam przez dziurkę od kluczyka. Pokój był czysty. Poszłam do kuchni, żeby zadzwonić do rodzicielki. Wybrałam numer do szpitala. Już po drugim sygnale usłyszałam w słuchawce znajomy głos pani Lottie.
- Dzień dobry, czy jest może mama? – zapytałam.
- Chwilka, już wołam.
Bawiłam się kablem od telefonu stacjonarnego.
- Tak? Coś się stało? – usłyszałam zmartwiony głos.
- Nic, wszystko w porządku. – zapewniłam mamę automatycznie – Chciałam ci tylko powiedzieć, że dzisiaj się źle czuję i zostanę w domu, tak na wszelki wypadek.
- Oh, no dobrze. Słuchaj skarbie, nie za bardzo mogę rozmawiać, mamy tutaj urwanie głowy. Nie wiem kiedy wrócę do domu. – dodała smutniejszym tonem.
- Nie martw się mamo, damy radę sami. Jesteśmy już duzi. – zapewniłam ją.
- Wiem, słonko. Ja się po prostu o was martwię.
- Nie musisz. Zadzwoń później jak będziesz miała chwilkę. Muszę kończyć, idę obudzić Kevina. Pa, kocham cię.
- Ja ciebie też.
Jeden plus. Mojej mamy nie będzie. Chociaż wolałabym, żeby była w domu i nie pracowała tak dużo. Niestety to nie zależy ode mnie.
Skierowałam się w stronę pokoju brata z zamiarem wyrwania go ze snu. Gdy już otwierałam drzwi, do moich uszu dotarł dzwonek, oznaczający, że ktoś stoi pod drzwiami i domaga się wejścia. Przestraszyłam się, ale podeszłam i zajrzałam przez wizjer. Harry.


Harry


*wcześniej*



Zatrzasnąłem drzwi samochodu i stanąłem obok Kevina. Opowiadając mu o tym co widziałem, pominąłem parę szczegółów ze względu na dziewczynę. Wolałem, żeby nie przeżywała tego drugi raz.
- Cześć. – usłyszałem Nicole.
Spojrzałem w jej stronę aby coś odpowiedzieć, ale już jej nie było. W sumie to wcale się jej nie dziwię.
- To teraz opowiedz dokładnie.
Zerknąłem na przyjaciela. Tak, znał mnie aż za dobrze. Wiedział też, że opowiem mu wszystko. Nie lubiłem sekretów. Szanowałem szczerych ludzi, innymi gardziłem.
W trakcie opowiadania musiałem robić małe przerwy. Nie wiem czemu, ale samo opowiadanie o tym, bolało mnie. Pomyślałem przez chwilę co by było gdybym nie zdążył na czas. Przeszedł mnie dreszcz, co nie uszło uwadze Kevina.
- Co jest? – spytał.
- Nic. Myślałem tylko o tym, co by było gdyby… - mruknąłem niewyraźnie.
Staliśmy w ciszy, każdy pogrążony w swoich zamysłach. Nagle poczułem wibracje w swojej kieszonce i początek piosenki Fall Out Boy. Sprawnym ruchem wyciągnąłem telefon by po chwili odrzucić połączenie.
- Alex? – Kevin odpalił papierosa.
Naprawdę nie podobał mi się nałóg kumpla. Jednak nic mu nie mówiłem, wiedziałem, że to nic nie da. Próbowałem nie raz, ale on zawsze ma te swoje „argumenty za”.
- Taa…
- Czemu nie odebrałeś? – spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.
- Bo mnie zdradziła? Z moim „przyjacielem”. – nakreśliłem w powietrzu nawias – Zresztą, nieważne. Powiedziałem jej, żeby nie dzwoniła. To już koniec, nie zamierzam do tego wracać.
Oparłem się o maskę samochodu, przeczesując włosy ręką. Złapałem się za kark i wpatrzyłem w drogę. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że Alex mogła tak po prostu to zrobić. Nigdy nie zdradziłem żadnej dziewczyny będąc z nią w związku. Czasami po prostu nie wychodziło, nie dogadywaliśmy się. Ale to co zrobiła Alex…
- Dziękuję, Harry. – dosłyszałem szept.
- Nie masz za co. – odpowiedziałem, również szepcząc.
- Mam. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałem. – uśmiechnął się.
- Och, zawstydzasz. – pokazałem swoje dołeczki.
Szturchnąłem go w ramię, po czym natychmiast spoważniałem.
- Nie rób tego więcej Nicole. Stary, żebyś widział jak ona się martwiła. – przetarłem ręką czoło.
- Wiem, że schrzaniłem, ale poniosło mnie. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Jestem cholernym idiotą.
- Tak, jesteś cholernym idiotą. – przytaknąłem.
- Powinienem już iść. Muszę jeszcze pogadać z siostrą. – rzekł po czym odszedł w stronę klatki.
Poczekałem, aż wejdzie do środka. Odpaliłem silnik i wróciłem do swojego domu.


**


Kiedy tylko znalazłem się w pokoju, opadłem na łóżko niezdolny do jakichkolwiek innych ruchów. Nie mogłem przestać myśleć. Moim umysłem zawładnęła Alex. Już niedługo go opuści i pójdzie w niepamięć. Przynajmniej miałem taką nadzieję. Bo naprawdę mi na niej zależało. Kochałem ją i wydaje mi się, że wciąż ją kocham. Ale ja po prostu nie mogę być z kimś kto mnie zdradził. Poza tym ta dziewczyna przypominała mi o moim drugim życiu. A na pewno nie chciałem do niego wracać. Nie teraz, kiedy wszystko zaczynało się układać.


**


 Nacisnąłem dzwonek. Raz, drugi, trzeci… Co tak długo? Czyżby Kevina nie było w domu? Wiem, że ma szkołę, ale wątpię że do niej poszedł, zapewne miał kaca po wczoraj. Więc czemu do cholery nie otwierał tych drzwi?
Kiedy chciałem odejść, usłyszałem dźwięk odblokowywania zamku. Spojrzałem w kierunku wejścia i zobaczyłem Nicole.
- Hej. – wychrypiałem.
- Um, cześć. – powiedziała – Kevin jeszcze śpi, ale jak chcesz to możesz wejść, bo właśnie miałam go budzić.
- Dobra.
Wszedłem do kuchni uprzednio zdejmując buty. Usiadłem na jednym z krzeseł i czekałem na dziewczynę. Nie zostałem sam długo, bo już po chwili Nicole dołączyła do mnie. Wyglądała bardzo ładnie rano. Pomimo wczorajszych przeżyć wydawała się być w lepszym stanie. Nie mogłem jednak określić tego na sto procent, ponieważ nie widziałem jej twarzy.
- Zaraz przyjdzie. – rzekła i już miała wychodzić.
W ostatnim momencie złapałem ją za ramię i odwróciłem w swoją stronę. Jej głowa była skierowana na podłogę. Delikatnie dotknąłem brody dziewczyny i uniosłem. To, co zobaczyłem przeraziło mnie. Mimo iż starała się ukryć siniaka pod warstwami pudru, to jednak wciąż był widoczny, a jej warga opuchnięta.
- Co ci się stało? – spytałem, muskając spuchnięte miejsce.
- To nic takiego. Przewróciłam się. – kłamała.
- Nie umiesz oszukiwać ludzi, Nicole. Proszę, powiedz mi prawdę.
Przetarła ręką twarz i oparła się o ścianę.
- To byli oni. Wczoraj zanim mnie uratowałeś, to jeden z nich mnie uderzył. – szepnęła.
Automatycznie zacisnąłem pięści i zamknąłem oczy. Co za chuje. Jak oni mogli uderzyć dziewczynę? Biorąc uspakajające oddechy, spojrzałem na Nicole. Oplotła się ramionami i odwróciła wzrok. Podszedłem do niej i niepewnie rozłożyłem ramiona. Chciałem, żeby mnie przytuliła, ale nie nalegałem. Jednak ona najwyraźniej również tego potrzebowała, bo oplotła mnie w pasie przysuwając się bliżej. Objąłem ją i zacząłem pocieszając gładzić jej plecy.
Trwaliśmy tak dobre kilkanaście minut zanim do moich uszu nie dotarło czyjeś chrząknięcie. Odwróciłem się w stronę, z której dochodził dźwięk. No tak, świetne wyczucie czasu, Kevin.



_______________________________________



Taki trochę dłuższy :D

Przeczytałeś/aś - skomentuj :)

1 komentarz:

  1. Jest świetnie^^ Dopiero zaczynam czytać, ale już mi się spodobało. Pisz dalej i oby jak najwięcej :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy