środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 10




Nicole

Szybko odsunęłam się od Harry’ego. Popatrzyłam się na brata i wyszłam z kuchni. Udałam się do swojego pokoju. Gdy tylko zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i zamknęłam oczy. Co to miało być? Czemu się z nim przytuliłam? Potrzebowałam tego? Najwyraźniej tak.
Powoli otworzyłam oczy. Omiotłam spojrzeniem całe pomieszczenie. Pewnie niektórzy pomyśleliby, że panuje tu istny chaos, ale nie ja. Właśnie w takim ułożeniu wszystko znajduję. Jednak niedawno obiecałam mamie, że zrobię tu porządek. Więc skoro nie poszłam do szkoły to mogę zrobić coś pożytecznego i doprowadzić mój pokój do stanu używalności codziennej.
Przebrałam się z piżamy i pierwsze co zrobiłam to zmienienie pościeli. Zdjęłam poszewki i zamieniłam je na świeże. Pościeliłam łóżko. Już miałam dość tych porządków, a był to dopiero początek. Wzięłam laptopa do ręki i włączyłam cały album mojego ulubionego zespołu. Oczywiście głośność była maksymalna.
Wyszłam z pokoju zanosząc brudne poszewki i piżamę do kosza, a  z szafy biorąc odkurzacz. Wstąpiłam jeszcze do kuchni po ściereczki. Zamknęłam drzwi i z postanowieniem, że to pomieszczenie będzie lśniło, zaczęłam sprzątać.
Nim się obejrzałam było już południe. Skończyłam dzisiejszą misję i byłam z siebie naprawdę dumna. W końcu nie każdemu się to udaje.
Schowałam odkurzacz na swoje miejsce, a wykorzystane ściereczki upchnęłam w ogromnym worku na śmieci. Pomyślałam, że przyda mi się szybki prysznic, więc zabrałam czyste ubrania i ruszyłam w kierunku łazienki. Chciałam jeszcze wstąpić do Kevina, żeby powiedzieć mu o mamie. Zanim zapukałam do drzwi, otworzyły się, a z pokoju wyszedł mój brat i Harry.
- Kevin, mama mówiła, że nie wie kiedy wróci, bo znowu coś się stało w szpitalu i ma dużo zajęć. – powiedziałam.
Blondyn spojrzał na mnie i kiwnął głową. Minął mnie i ruszył w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – spytałam.
- Muszę coś załatwić. Nie martw się, będę w domu jeszcze dzisiaj. I Nic, proszę nie szukaj mnie, okej?
Popatrzył się na mnie.
- Okej.
Wyszedł z Harrym z domu, a ja zostałam sama. Cieszyłam się jak małe dziecko. W końcu mam wolny dom! Nie czekając długo wbiegłam do swojego pokoju szukając telefonu. Znalazłam go szybciej niż myślałam, bo ktoś napisał mi sms-a. Odblokowałam ekran i zaczęłam czytać.
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Nicole
Zaproś kogoś do domu. Nie chcę, żebyś siedziała sama. Proszę x
Uśmiechnęłam się. Nie wiem jak on to robił, ale czytał mi w myślach.
Nadawca: Nicole
Odbiorca: Kevin
Właśnie miałam to robić. O której wrócisz do domu?? Tylko nie pisz, że jeszcze dzisiaj :)
Wysłałam wiadomość i czekałam na odpowiedź. Nadeszła bardzo szybko.
Nadawca: Kevin
Odbiorca: Nicole
Późno. Może o 24, ale raczej później, więc nie czekaj. Baw się dobrze. Pa xx
Westchnęłam zrezygnowana. Napisałam jeszcze, żeby dał mi numer Harry’ego i zaczęłam pisać do swoich przyjaciółek. Obecnie były jeszcze w szkole, ale miałyśmy się spotkać u mnie o 16. Miałam jeszcze 4 godziny. Jednak zaczynałam trochę panikować. Jak mam im powiedzieć to, co stało się w niedzielę?



**



Nareszcie wybiła czwarta po południu i moje oczekiwanie na przyjaciółki dobiegło końca. Wygramoliłam się łóżka i poszłam otworzyć drzwi, gdy tylko usłyszałam dzwonek. Kiedy odblokowałam zamek, od razu zostałam zagarnięta w nasz grupowy uścisk.
- Okej, wystarczy tych czułości. – zaśmiałam się.
- Co, już ci nie odpowiada… - urwała Nel, dostrzegając moją twarz.
- Co się stało? – zapytała momentalnie blednąc.
Wbiłam wzrok w podłogę, gestem ręki zapraszając je do środka. Zamknęłam drzwi i dołączyłam do dziewczyn.
- Więc? - zaczęła Emily.
Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam im o wszystkim. Nie zajęło mi to długo, jednak kiedy skończyłam, miny dziewczyn mówiły mi wszystko. Dałam im czas, żeby oswoiły się z tym, co przed chwilą usłyszały. Czekałam na pytania, które były nieuniknione.
- Kim jest Harry? – spytała jako pierwsza Emily.
- Um, przyjacielem Kevina.
Szatynka pokiwała głową po czym uśmiechnęła się do mnie.
- Chodź, zrobię ci profesjonalny makijaż, żeby zakryć to. – ruchem ręki wskazała na podbite oko.
- Okej… spodziewałam się jakiegoś przesłuchania, czy coś w tym stylu, a tymczasem dostaję tylko jedno pytanie, które nie jest zbytnio związane z tym, co się stało. – powiedziałam.
- Skarbie, pytanie kim jest Harry, jest ważne. Przecież gdyby nie on, ci faceci mogliby cię zgwałcić. Dobrze wiedzieć, kto pomaga twojej przyjaciółce, nie? – wtrąciła się Nel.
- Dobra, dobra, róbmy ten makijaż i idźmy gdzieś na miasto. – zmieniłam temat.
Więcej nie rozmawiałyśmy już ani o Harrym, ani o niedzieli. Postanowiłyśmy, że pójdziemy do galerii handlowej i pobuszujemy po sklepach. Taki plan wydawał mi się adekwatny do zaistniałej sytuacji.
Po „profesjonalnym makijażu” jak to określiła Emily, przebrałam się i ruszyłyśmy w drogę. Byłam wdzięczna Nel za to, że miała samochód i mogłyśmy z niego skorzystać, a nie tłuc się przepełnionymi autobusami do centrum.
Kiedy tylko weszłyśmy do galerii, każda z nas poszła w inną stronę. Emily jak zwykle poszła dokupić sobie kosmetyki, których zresztą miała chyba z milion w domu. Nel postawiła na nowe ubrania, bo „dawno nie kupiłam czegoś naprawdę fajnego”. Ja oczywiście wybrałam dział spożywczy.
Moim celem było kupić coś dobrego na film. Wybrałam trzy rodzaje różnych sałatek, świeże bagietki i pizzę, z której i tak zdejmiemy składniki i doprawimy po swojemu. Oczywiście największym problemem okazały się słodycze, ponieważ dziewczyny mają różne gusty.
Zaczęłam rozglądać się za ciastkami i batonikami, gdyż uważałam, że będzie to najbezpieczniejszy wybór. Kiedy miałam już kierować się do kasy, przypomniałam sobie o żelkach. Jestem już chyba od nich uzależniona.
Stanęłam przed półką z łakociami i zaklęłam pod nosem. Czy one muszą być tak wysoko?
Podskoczyłam próbując dostać do ukochanych żelków, gdy poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Automatycznie odsunęłam się. Popatrzyłam na osobę stojącą obok mnie. Okazało się, że był to chłopak, na oko niewiele starszy ode mnie, który aktualnie zwijał się ze śmiechu.
- Ha ha ha. – rzuciłam sarkastycznie i już miałam odejść.
Cóż, obejdę się bez żelek ten jeden dzień.
- Czekaj! – krzyknął blondyn i pobiegł do mnie z uśmiechem.
- Pomogę ci. Jestem Niall. – wyciągnął rękę.
- Nicole. – uścisnęliśmy sobie dłonie.
- To jak, ile chcesz paczek? – zapytał, a kąciki jego ust podniosły się do góry.
- Dwie. – mruknęłam.
- Oho, w końcu trafiłem na dziewczynę, która normalnie je.
- Taa… tak się składa, że ja po prostu jestem od nich uzależniona, tyle. – posłałam chłopakowi uśmiech, który odwzajemnił.
- To tak jak ja. – wyciągnął paczki w moją stronę.
- Mogę? – spytałam.
- Jasne, jak dasz mi swój numer.
- Po co ci mój numer? – zapytałam podejrzliwie.
- Żeby z tobą pisać. Taka wymiana, żelki za twój numer.
Chyba naprawdę byłam w desperacji żelkowej, bo w końcu podałam mu te dziewięć cyferek.
- Dziękuję, miło się z tobą robi interesy. – uśmiechnął się.
- Tak, jasne. Pa. – machnęłam na chłopaka, żeby sobie poszedł.
Usłyszałam jeszcze tylko dźwięczny śmiech, kiedy skręcił do innego przedziału. Pomimo tego, nie żałowałam swojej decyzji. Z uśmiechem na twarzy pomaszerowałam w kierunku kasy. Ten dzień zapowiada się naprawdę miło.



___________________________________


91 % z polskiego :ooo
Jeeeeej! ^^

Znowu jakoś dłużej :)


Prooooszę o ten komentarz no! ;c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy