Harry
Widziałem, jak jej twarz
natychmiastowo pobladła, kiedy wstawała z kanapy. Nic nie
powiedziała. Nie skomentowała całej sytuacji nawet jednym słowem.
Nagle zatrzymała się w miejscu. Zachwiała się niebezpiecznie i
zaczęła upadać. Szybko zerwałem się z kanapy i w ostatniej
chwili uratowałem ją przed upadkiem.
-Zemdlała. - powiedziałem.
-Kurwa. Louis !
Mężczyzna od razu pojawił się w
salonie. Spojrzał na przyjaciela, a potem na mnie. Wciąż trzymałem
dziewczynę w ramionach.
-Co się jej stało? - spytał.
-Za dużo emocji. - mruknął
ponuro Kevin - Słuchaj, muszę coś załatwić. Czy Nicole mogłaby
dzisiaj tu nocować?
-Jasne, ale pod jednym warunkiem.
Blondyn zmarszczył brwi.
-Jadę z tobą. Nie wiadomo co ci
przyjdzie do tego łba. - Louis wzruszył ramionami – Pokój
gościnny jest na górze, drugie drzwi po prawej.
Po tych słowach wyszedł z
pomieszczenia. Kevin odwrócił się w moją stronę.
-Zostaniesz z nią?
-Tak.
-Tylko pamiętaj, żadnych numerów.
- pokiwał mi palcem przed nosem.
Uśmiechnąłem się lekko i wziąłem
Nicole na ręce. Była taka leciutka.
Pomaszerowałem do wyznaczonego pokoju.
Kopniakiem otworzyłem drzwi. Najdelikatniej jak umiałem położyłem
ją na łóżku i przykryłem kocem.
Usiadłem obok wpatrując się w jej
piękną twarz. Byli z Kevinem tak bardzo do siebie podobni.
Ostrożnie dotknąłem jej policzka.
Był zaróżowiony. Uśmiechnąłem się. Moment, w którym tupnęła
nogą był taki uroczy.
Tak samo jak ten, w którym straciła
przytomność?
Podniosłem się z łóżka.
To nie tak miało być! Znowu wszystko
spieprzone. Czy wszystko czego się tknę musi kończyć się w ten
sposób?
Pociągnąłem za włosy, a z moich ust
wydostało się warknięcie.
Nie jestem dla niej odpowiedni. Lepiej,
żeby związała się z tym Niallem. Przynajmniej nie musiałaby tyle
cierpieć.
Uderzyłem pięścią w ścianę, żeby
wyładować złość.
-Harry.
Nicole
-Nic się nie stało? Boli cię
coś?
Troska w jego głosie była wręcz
namacalna.
-Nie. - zapewniłam uśmiechając
się – To nie był pierwszy raz, gdy...
Urwałam. Nie byłam jeszcze gotowa by
opowiedzieć mu całą historię związaną z ojcem.
-Nicole, ja...
-Chodź.
Przerwałam mu i poklepałam nieśmiało
miejsce obok siebie.
-Wysłuchaj mnie. - poprosił.
Kiwnęłam głową czekając na jego
słowa.
-Wiesz już o wszystkim, Nicki. A
przynajmniej o tym, co związane jest z wyścigami.
Cały czas utrzymywaliśmy kontakt
wzrokowy. Atmosfera w pokoju zmieniła się. Czułam wyraźne
napięcie. Wiedziałam, że to będzie ciężka rozmowa. Miałam
tylko nadzieję, że nie skończy się kłótnią.
-Wiesz, że piłem i ćpałem.
Brałem udział w tym gównie narażając swoje życie. Ale nie
wiesz najgorszego.
Zamarłam. Co takiego mógł zrobić?
-Kurwa! Nicki, ja... ja nad sobą
nie panuję.
-Harry, każdemu zdarza się czasami
stracić kontrolę, to nic złego.
-Nie chodzi o to. - pokręcił
głową.
Wziął głęboki wdech i spojrzał na
mnie tak, jakbym miała zaraz uciec z tego miejsca krzycząc w
niebo głosy.
-Ja... zabiłem człowieka.
-Och.
"Och". Naprawdę potrafiłam
tylko tyle powiedzieć w tej sytuacji? Jebane "och"?
Harry patrzył na mnie w skupieniu
obserwując każdy najmniejszy ruch.
-Czemu? - spytałam.
Zamknął oczy.
-Nie chcę o tym teraz mówić.
Pokiwałam głową. Rozumiałam go.
-Chodź. - mruknęłam.
Od razu otworzył oczy.
-Nie boisz się?
-Nie. A co, myślałeś, że
wybiegnę z wrzaskiem i usunę cię z pamięci?
-Tak.
Zaśmiałam się.
-Powinnam tak zrobić. -
stwierdziłam.
-Powinnaś.
-Ale wiesz Harry, ja chyba też coś
do ciebie czuję.
Mówiąc te słowa patrzyłam uparcie w
materac. Czułam jak policzki pieką mnie ze wstydu. Nigdy jeszcze
nie powiedziałam czegoś takiego chłopakowi.
On pozbawił życia jakiejś osoby.
Nie rusza cię to? Wolałam, żeby moja podświadomość się
przymknęła.
Jasne, że nie była to super nowina.
Nie podobała mi się myśl, że Harry mógł kogoś zabić, ale
wierzyłam, iż nie zrobił tego bez powodu.
Czy cokolwiek może usprawiedliwić
morderstwo? Tak.
Jedna łza, druga...
Dość! Obiecałam sobie, że nie będę
płakać z powodu tego tyrana.
-Już dobrze, nie płacz, skarbie.
Harry w jednej chwili znalazł się
obok mnie tuląc do siebie jak małe dziecko. Nie płakałam więcej.
-Zrobić ci coś do picia? -
spytał.
-Tak. Harry, muszę zadzwonić do
mamy, powiedzieć jej, że nic mi nie jest, pewnie się zamartwia.
Wstyd mi było przyznać, że
przypomniałam sobie o tym dopiero teraz.
-Myślę, że Kevin już to
załatwił. - powiedział.
-Jak to? Przecież jest tutaj,
prawda?
Pokręcił przecząco głową.
-Gdzie jest mój brat?
-Załatwia jakieś sprawy. Louis z
nim jest.
-Och.
Czułam, że jeszcze o czymś
zapomniałam... Niall! Uderzyłam się otwartą dłonią w twarz.
Usłyszałam śmiech Harry'ego i spojrzałam na niego groźnie.
-Czy ty się ze mnie śmiejesz? -
powiedziałam chłodno odsuwając się od niego.
-Tak. - kpiący uśmieszek nie
schodził z jego twarzy.
Poczekaj, już niedługo nie będzie ci
do śmiechu.
Skoczyłam na niego przewracając na
materacu. Leżałam na nim szczerząc się z satysfakcją.
-I co teraz, Styles? - spytałam
pochylając się nad nim.
W jednej chwili poczułam jak przekręca
nas tak, że teraz to on nade mną górował.
-I co teraz?
-Pocałujesz mnie? - zrobiłam
głupią minę.
-Nie wierzę, że przyjęłaś tą
wiadomość tak spokojnie. - powiedział nachylając się do moich
ust.
-Ufam, że miałeś powód. -
szepnęłam.
Mięśnie jego szczęki zadrgały
ostrzegawczo.
-Zasłużył sobie na to.
A więc to on. Czy chodziło o jakąś
byłą dziewczynę?
Ujęłam jego twarz w dłonie.
Patrzyłam mu prosto w oczy.
-To już przeszłość Harry. Nie
cofniesz czasu, ale możesz postarać się o lepszą przyszłość.
-Staram się.
-No to mnie w końcu pocałuj! -
zażądałam.
Poczułam jego usta. Całował mnie
zachłannie z pożądaniem. Jęknęłam, kiedy jego palce znalazły
się pod moją bluzką. Moje ręce powędrowały do jego włosów
ciągnąc za końcówki i wywołując tym samym gardłowe warknięcie.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek.
-Myślę, że czas, żebyś zrobił
mi w końcu coś do picia. - powiedziałam, gdy skończyliśmy tą
przyjemną czynność.
-Jasne.
Louis
-Odbiło ci?! - krzyknąłem.
-Nie.
-Na chuja tu przyjeżdżaliśmy?
-Muszę powiedzieć Patrickowi, że
ma się trzymać z dala od Nicole.
-Jasne. Powiedzieć. Kevin,
wracajmy do mnie.
-Nie! Wrócimy i co?
-I nie będziesz żałował tego,
co zamierzasz zrobić.
-Nie, Louis. Nie tym razem.
Kurwa. Po co ja mu mówiłem, gdzie on
mieszka.
-Pomyśl o swojej mamie! - łapałem
się ostatniej deski ratunku.
-Właśnie myślę. Wydaje ci się,
że jej nic nie grozi?
-Nie rób tego, jeszcze możesz się
wycofać.
Pokręcił głową. Podszedł do drzwi
i uderzał w nie, dopóki się nie otworzyły. W progu stanęła
blondynka, która patrzyła na nas z wyższością.
-Kim jesteście? - spytała.
-Nie twoja sprawa. Jest Patrick?
Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek
powiedzieć u jej boku pojawił się Patrick.
-No proszę, proszę. Kogo my tu
mamy?
-Daruj sobie. - warknąłem
ostrzegawczo.
-Kochanie, wejdź do środka. -
zwrócił się do blondynki.
Ta posłała mu tylko niezadowolone
spojrzenie po czym weszła do domu zamykając drzwi.
-A więc?
-Odpieprz się od mojej rodziny i
Rose! - krzyknął Kevin.
-Ah tak... Rose. Kochana, słodka
Rose. - zaśmiał się – Mój drogi, ona jest fałszywą suką.
Naprawdę sądzisz, że ją znasz? - zakpił.
-Nie nazywaj jej tak.
-Och... czyżbyś się zakochał?
Nikt mu nie odpowiedział. Patrick
zaczął się śmiać. Zerknąłem na Kevina. Zaciskał pięści
gotowy do ataku. Podszedł do niego i uderzył z całej siły w
twarz. Mężczyzna stracił równowagę i upadł na ziemię. Złapał
się za bolące miejsce. Blondyn usiadł na nim i zaczął okładać
Patricka pięściami. Nie patrzył, gdzie uderza. Chciał mu zadać
jak największy ból.
Szybko podszedłem do nich i
odciągnąłem przyjaciela. Patrick zaczynał już słabnąć.
Musiałem ciągle trzymać Kevina, by
znowu się na niego nie rzucił. Nie wiem do czego jest zdolny w
takim stanie, bo jeszcze nikt nigdy nie wkurzył go tak bardzo.
-Masz odpierdolić, rozumiesz?!
Następnym razem cię zabiję!
-Kevin, chodź, idziemy. -
ciągnąłem go do furtki.
-Słyszysz? Nie żyjesz!
-No chodź. - mruknąłem.
Traciłem cierpliwość, ale na
szczęście Kevin odpuścił i zaczęliśmy iść w stronę
samochodu. Nagle do moich uszu dotarł huk. Odwróciłem się w
stronę domu.
Pokiereszowana twarz Patricka
uśmiechała się do nas krzywo.
-Następnym razem cię zabiję. -
krzyknął i osunął się po ścianie.
Spojrzałem na przyjaciela. Trzymał
się kurczowo za prawe ramię.
-Chuj. - syknął.
-Kurwa, Kevin, mógł nas zabić!
-Ale nie zabił. - przewróciłem
oczami.
Jasne.
Plułem sobie w brodę. Gdybym nie
podał mu adresu nie doszłoby do tego wszystkiego. Łypnąłem na
Kevina. Zaciskał zęby z bólu.
-Trzeba to opatrzeć. Jedźmy do
domu. - powiedziałem.
Kiwnął tylko głową.
Siedząc w samochodzie zastanawiałem
się nad tym skąd miał broń. Jeśli potrafił strzelić teraz do
Kevina, to czy nie zrobiłby tego podczas wyścigów?
______________________________________
Hej ! :)
Krótkie życzenia noworoczne, o ile mi wyjdą :D
Życzę Wam, żebyście w nowy 2015 roku doświadczyli samych miłych rzeczy, często się uśmiechali, spotkali swoich idoli, mieli dobre oceny w szkole, dużo miłości i prawdziwych przyjaźni! I żebyście z życia czerpali jak najwięcej!
Jeśli to czytasz to wiedz, że cię kocham misiu.! :*
To do następnego, trzymajcie się <3
Może jakiś komentarz? ;3
❤❤❤
OdpowiedzUsuń:* :)
UsuńNie wiem co napisac xd juz tyle sie napisałam komentarzy, że teraz gdy zaczynam pisać nowy to mam pustke w głowie xdd Ale tak pocałowali się i to nie byle jak ^^ to najlepszy moment w tym rozdziale :D hyhy ^^ i wgl słodkie jak sie Harry zajmuje Nicol <3 i sie zdziwilam, że ona nie wybuchła jakims krzykiem czy płaczem,albo nie uciekła jak dowiedziała się, ze on kogos zabił. Widocznie zalezy jej na nim. I też się zgodzę, że morderstwo mozna usprawiedliwic. Zastanawiam się czy będą jakies sceny takie no..yhym..wiesz ^^.A co do tego chuja Patricka to zabiłabym gnoja chyba. Dobrze,ze mu Kevin tak przyłożył, należało mu się. I własnie on ma broń..to mnie zmartwiło i te ostatnie przemyslenia Lou..cos się stanie na pewno. Eh no to tyle :D życzenia juz Ci skladałam hihi ^^
OdpowiedzUsuńRozumiem twój problem hahaha :D Też czasami tak mam :3
UsuńCóż, dziękuję za komentarz <3
Rozpisałaś się, ale dobrze że nie tak jak w TTD hahaahah XD
co do scen +18.... hmmm... mam 16 lat, myślisz, że by mi wyszły? hhaha
nie wiem, zastanowię się :)
<3