piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 8




Nicole


Na dworze było strasznie zimno. Moja kurtka nie ogrzewała mnie wystarczająco. Zadrżałam. Już nie krzyczałam i tak nikt by mnie usłyszał. Nie oznaczało to, że nie przestałam walczyć. Wyrywałam się, kopałam i gryzłam. Wszystko na nic.
Kiedy nadarzyła się okazja, kopnęłam z całej siły swojego oprawcę w krocze. Zawył, ale nie puścił mojej ręki. Zamiast tego poczułam jego pięść na swojej twarzy. Jego uderzenie powaliło mnie na ziemię. Usłyszałam inne głosy. Spojrzałam w górę i zorientowałam się, że nie jesteśmy sami. Nade mną stało trzech chłopaków. Wstałam zachowując resztkę godności. Dalej nie pogodziłam się z tym co chcieli mi zrobić i miałam nadzieję na to, że jednak uda mi się stąd uciec.
- Hej mała, nie graj takiej niedostępnej. – usłyszałam.
- Spokojnie, zaraz będzie jęczeć i mówić twoje imię na głos.
Zaśmiali się. Mi wcale nie było do śmiechu.
Jeden z nich zaczął się przybliżać. Zdecydowanym ruchem zdjął moją kurtkę. Byli coraz bliżej. Poczułam czyjeś usta niedaleko swoich.
- No chodź żabko, wiem, że tego chcesz. – wyszeptał mi do ucha.
Odwróciłam głowę, żeby nie patrzeć na tego zwyrodnialca.
- Odpierdol się od niej! – usłyszałam znajomy, męski głos.
Moja głowa automatycznie powędrowała w stronę chłopaka. Harry.
- Słyszysz?! Mam ci kurwa powtarzać dwa razy? – był naprawdę zdenerwowany.
Przestraszyłam się. Tak bardzo bałam się tych momentów, kiedy podnosił głos. Tracił wtedy kontakt z rzeczywistością.
- Ej stary, wyluzuj. Trochę się nią zabawimy i ci ją zwrócimy. – powiedział porywacz.
Usłyszałam ten charakterystyczny dźwięk. Uderzył go. Harry go uderzył. Mój mózg naprawdę wolno dzisiaj pracował.
Co on robi? Przecież ich jest trzech, a on jeden. Nie da rady. Coś może mu się stać.
Chyba jednak nie wierzyłam w możliwości chłopaka. Bowiem gdy spojrzałam na scenę przed sobą zobaczyłam dwóch zwijających się z bólu facetów. Trzeci uciekł.
Harry szybko do mnie podszedł i wziął na ręce. Nie wiem skąd wiedział, że nie byłam w stanie sama się poruszać. Mimo to dziękowałam mu w myślach. Wtuliłam głowę w zagłębienie jego szyi, a ręce założyłam za jego kark. Dopiero teraz docierało do mnie co mogło się stać gdyby chłopak nie dotarł na czas.
Przerwałam swoje przemyślenia przypominając sobie o główny celu podróży tutaj.
- Znalazłeś Kevina? – mój głos mnie zdradzał.
- Tak. Zanim się rozdzieliliśmy oddałem mu jego telefon.
Sprawnym ruchem wyciągnął go z kieszeni spodni ciągle mając mnie na rękach.
- Możesz? – wyciągnął przedmiot w moją stronę.
Odebrałam go trzęsącymi rękami. Odblokowałam klawiaturę i już po chwili czekałam, aż odbierze.
- Znalazłeś ją? – usłyszałam zmartwiony głos po drugiej stronie.
- Tak, Kev. Jestem cała. Czekamy przy samochodzie na parkingu. Przyjdź jak najszybciej. Chcę już być w domu. – rozłączyłam się.
Stanęliśmy przed autem. Harry otworzył przede mną drzwi na tyle. Bez wahania weszłam do środka. Już po chwili chłopak siedział na miejscu kierowcy. Nerwowo bawiłam się włosami ukradkiem zerkając na mojego wybawcę.
- Nic ci się nie stało? – spytał, odwracając się w moją stronę.
- Nie. – szepnęłam.
Nie kontrolowałam już swojego głosu. Wiedziałam, że jeśli wypowiem chociaż jedno słowo więcej, rozpłaczę się. A nie mogę tego zrobić. Obiecałam sobie, nigdy więcej płaczu.
Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jak Kevin podąża w naszym kierunku. Szybko wysiadłam z samochodu i pobiegłam do brata. Przytuliłam się do niego mocno. Jedna łza nieposłusznie wydostała się na świat.
- Już wszystko dobrze, Nic. Spokojnie. – usłyszałam pokrzepiający głos brata.
Trzęsłam się z zimna, ale nie zwracałam na to uwagi. Najważniejsze, że Kevin był już bezpieczny. Nic więcej się nie liczyło.
- Chodź, jedźmy do domu. Przeziębisz się.
Odsunęłam się od bliźniaka i ruszyłam do pojazdu. Chciałam już tylko być w swoim łóżku.



_______________________________



Przeczytałeś/aś - skomentuj :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy