poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 3



Nicole
Ze snu wybudził mnie przyjemny zapach parzonej kawy. Westchnęłam cicho i otworzyłam oczy. Zwlokłam się z łóżka i poczłapałam w stronę kuchni. Zobaczyłam mamę robiącą sobie kanapki.

- Hej. – powiedziałam.
- Hej. – uśmiechnęła się, podając mi jedną z kanapek – Jak się spało?
- Dobrze. Widziałaś Kevina?
- Śpi jeszcze. Mam dzisiaj wolny dzień, pójdziemy gdzieś? – spytała się.
Oh, no tak. Zapomniałam, że nawet jeśli nie miałabym ochoty i tak zostałabym wyciągnięta na jakieś zakupy z mamą. Cóż, trzeba pogodzić się z losem.
- Ok., o której?
- Jest już dwunasta, więc myślę, że może za 2 godzinki?
Co? Dwunasta?? Boże, nigdy tak krótko nie spałam w soboty. Muszę się poprawić.
- Tak, pasuje mi.
Skończyłam śniadanie i postanowiłam, że zanim pokaże się światu muszę się wykąpać. Jak pomyślałam, tak uczyniłam i już po paru minutach relaksowałam się w gorącej wodzie w wannie. Zapach mojego ulubionego płynu do mycia wypełnił całą łazienkę, a ja zatopiłam się w swoich myślach.
Na dworze było ciepło, więc postanowiłam założyć czarne legginsy sięgające za kolano, a do tego różową bluzę z poszarpanym sercem. Włosy splotłam w wysokiego kucyka i lekko się pomalowałam. Mówiąc lekko mam na myśli podkreślenie tuszem rzęs, nałożenie fluidu a na to pudru. Podkreśliłam też kości policzkowe i mogłam ruszać na podbój sklepów.
Zanim poszłam do pokoju po torebkę wstąpiłam do Kevina. Ciągle spał. Nie przeszkadzało mi to, na palcach podeszłam do półki, gdzie trzyma perfumy i z miną szalonego złoczyńcy zbliżyłam się do mojej niedoszłej ofiary.
Psyknęłam na jego odsłoniętą szyję i szybko zwiałam z pokoju. Gdy już myślałam, że mi się upiekło poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramię i odwraca. Przestraszyłam się kiedy zobaczyłam jego minę. Była taka poważna zupełnie jak…
- Nie, proszę nie bij mnie. –szepnęłam spuszczając głowę i robiąc krok w tył.

Kevin
- Nie, proszę nie bij mnie. – szepnęła spuszczając głowę i robiąc krok w tył.
Z początku nie zrozumiałem o co jej chodzi. Jednak chwilę potem dotarło do mnie co zrobiłem. No brawo, Kevin. Musisz być aż takim kretynem, żeby przypominać jej o tym tyranie?
- Nic, nie uderzę cię. Nigdy bym tego nie zrobił. – powiedziałem spoglądając w jej zielone oczy.
Naprawdę jesteś pojebem, Kevin. Wystraszyłeś swoją siostrę przypominając o czymś o czym od lat stara się zapomnieć.
- Przepraszam jeśli cię wystraszyłem.
Dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła się ostrożnie. Odwzajemniłem uścisk.
- Nigdy nie rób tej miny, proszę. – rzekła słabym głosem.
Odsunąłem ją od siebie spoglądając uważnie na jej twarz. Zaszklone oczy. Ona nigdy nie płakała. Nawet w dzieciństwie, gdy wywróciła się na lodzie podczas pierwszej lekcji na łyżwach. Miała wtedy podbite oko, rozwaloną wargę i siniaki na całym ciele, ale nie płakała. Jej łzy widziałem tylko raz. I obiecałem sobie, że już nigdy więcej ich nie zobaczę.

Nicole
Poczułam, że moje oczy robią się bardziej wilgotne. Nie płakałam od lat. I tym razem nie zamierzałam tego robić. Nie wiedziałam tylko, że Kevin jest aż tak do niego podobny. Z wiekiem jego rysy stały się mniej łagodne, coraz bardziej zaczął mi go przypominać. Są tak bardzo podobni wyglądem, ale nie charakterem. Nie, Kevin jest naprawdę najlepszym człowiekiem jakiego spotkałam.
- Idę z mamą na zakupy. Nie wiem o której wrócimy, więc masz wolny dom. – uśmiechnęłam się.
- Och, dobra. Czyli, że mogę zaprosić kumpla bez obaw, że będzie się do ciebie ślinił zamiast słuchać co do niego mówię? – zakpił.
Posłałam mu sójkę w bok i zaczęłam śmiać.
-Nicole! Chcesz, żebym cały dzień tu stała zanim przyjdziesz? – było słychać, że mama się lekko denerwuje, więc szybko chwyciłam torebkę i zbiegłam dołączając do niej.
- Pa, Kev. –zdążyłam rzucić przez ramię i już mnie nie było.
Dzień spędzony z mamą minął mi lepiej niż się spodziewałam. Tak jak myślałam zwiedziłyśmy całą galerię. Nie wiem kiedy, ale nagle zrobiło się ciemno i musiałyśmy wrócić do domu. Postanowiłyśmy się przejść, bo nie miałyśmy znowu tak daleko. Z bolącymi nogami, ale z uśmiechem na ustach ruszyłyśmy przed siebie.
- Naprawdę podobała mi się tamta czarna sukienka na ramiączkach. – zaczęła moja mama.
- Tak, ale wiesz, że ona była nie dla ciebie, nie?
- A czemu niby? – udawała oburzoną.
- Hym, może dlatego, że ona jest dla młodszych osób? – zasugerowałam.
- Oh, a są jakieś zasady dotyczące tego? – zaśmiała się.
- Teorytycznie nie, ale praktycznie tak. – posłałam jej uśmiech.
Byłyśmy już pod naszym blokiem, gdy usłyszałam niepokojące dźwięki. Były mi znane aż za bardzo. Mimowolnie skuliłam się ze strachu. Bójka to nie jest coś co chciałbym teraz zobaczyć. Przyśpieszyłam kroku i z uchyloną głową chciałam wejść na klatkę, żeby schronić się przed ewentualnymi nieprzyjemnościami. Stanęłam jak wryta, gdy nagle przed moim oczami ukazał się chłopak z dzikim wyrazem twarzy. Moje oczy po raz drugi tego dnia zaczęły napełniać się łzami.

Harry
Wkurwiony na Max-a zbliżyłem się do niego na niebezpieczną odległość. Musiałem się kontrolować i on bardzo dobrze o tym wiedział, a jednak specjalnie mnie prowokował. Co za sukinsyn.

- Powtórz to. – rozkazałem.
- Twoja laska mi obciągnęła jak byliście razem.
Wtedy nie wytrzymałem. Zaciśnięta pięść trafiła w, o dziwo, dzbanek. Nie mogłem go uderzyć. Obiecałem sobie, że już nigdy nikogo nie uderzę. Dasz radę, Harry, powtarzałem sobie w myślach.
- Ej chłopaki, spokojnie. – odezwał się Kevin.
- Przecież kurwa słyszałeś co powiedział. – spojrzałem na niego z niesmakiem.
- Tak, ale to tylko udowadnia, że ona na ciebie nie zasługuje nie? Więc już dzisiaj powinieneś z nią szczerze porozmawiać i wyjaśnić to sobie. Jak się okaże, że Max ma rację to wtedy z nią zerwiesz. A teraz proszę uspokój się stary, bo mi cały dom rozpierdolisz. – powiedział to takim spokojnym tonem, co nie było do niego podobne.
W ogóle dzisiaj zachowywał się inaczej. Był jakiś przygaszony, a gdy spytałem się co mu jest, uśmiechnął się sztucznie i rzekł krótkie ‘’nic’’. Już wtedy wiedziałem, że będę musiał z nim pogadać.
Wróciłem do rzeczywistości.
- Przecież to tylko dzbanek, odkupię ci.
- Czyżby? – spytał ten mały skurwiel.
- Jeszcze tu jesteś? – rzuciłem.
- Harry nie obraź się, ale powinieneś już iść. Niedługo mogą wrócić.
Wiedziałem, że mówił o matce i siostrze. Wyszły na zakupy, to takie typowe. Wziąłem głęboki wdech i rozejrzałem się po pokoju. Faktycznie nie tylko dzbanek uległ zniszczeniu, ale też trzy szklanki i popielniczka. Kurwa. Odwróciłem się w stronę przyjaciela i tylko kiwnąłem głową.
Zatrzymałem się tylko w drzwiach i rzuciłem ciche ‘’przepraszam’’ po czym wyszedłem. Zaraz po mnie pomieszczenie opuścił także Max. Tylko na to czekałem. Podszedłem do niego.
-Pamiętaj, że następnym razem to skończy się na twojej twarzy.
- Nie strasz mnie, Harry. Oboje wiem, że nigdy mnie nie skrzywdzisz.
Nie wytrzymałem. Uderzyłem go w ten parszywy ryj z całej siły na jaką było mnie stać. I coś we mnie pękło. Wpadłem w trans. Gdy się z niego ‘’wybudziłem’’ zobaczyłem chłopaka osuwającego się po ścianie. Szybko pokonałem ostatnie schody i już miałem wyjść, kiedy na drodze stanęła mi jakaś dziewczyna.
Miała wystraszone oczy i wyglądała tak jakby się miała zaraz rozpłakać. Skupiłem się na jej twarzy i z lekkim opóźnieniem zorientowałem się, że oto przede mną stoi siostra Kevina. Nadchodząca za nią kobieta szybko zorientowała się w sytuacji i już miała zadzwonić po policję, gdy dziewczyna rzuciła się na jej telefon i wyrwała z taką szybkością, że nawet nie mrugnąłem okiem.
- Nie mamo, nie dzwoń. – powiedziała ze stanowczością.
Matka zrobiła surową minę i już miała coś odpowiedzieć, kiedy ze schodów zbiegł Kevin.
- Harry? – spytał.
Wiedziałem o co mu chodzi. Niepewnie kiwnąłem głową.
- Nicole idź z mamą na górę i jak możecie to przyszykujcie coś, żeby go opatrzeć. Będzie dzisiaj u nas nocować, zaraz go przyniosę. Harry, chodź ze mną. – poinstruował .
Ruszyłem za nim, ale coś mnie ciągle zastanawiało. Czemu jego siostra była taka wystraszona kiedy mnie zobaczyła?
Wyszliśmy na zewnątrz. Zimne powietrze orzeźwiło i uspokoiło mnie od środka.
- Czemu? – usłyszałem ciche pytanie.
- Przecież wiesz. I proszę, nie broń go. I ty i ja dobrze wiemy, że sobie na to zasłużył.
- Zasłużył na śmierć?
- Nie na śmierć. Przecież żyje.
- Ale mało brakowało, a…
Nie dokończył, a mnie coś ruszyło. Mało brakowało, a bym go zabił. Napiąłem wszystkie mięśnie.
- Spokojnie, zajmę się nim. Idź do Alex i wyjaśnijcie sobie wszystko.
Pokiwałem głową. Kevin już odchodził, gdy zapytałem:
- Twoja siostra.
- Nicole? Co z nią? – zaniepokoił się.
- Była wystraszona i chyba chciała płakać jak mnie zobaczyła.
Nie byłem pewien, ale chyba zauważyłem jak jego twarz nagle pobladła.
- Długa historia i raczej ci jej nie opowiem. Muszę iść, narazie.
- Narazie.
 
_____________________

Taki trochę długi wyszedł, ale :D I może nie jest perfekcyjny i w ogóle uznacie, że do bani, ale jeśli to nie kłopot, to zostaw po sobie swoją opinię :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy