Nicole
Jest godzina trzecia rano, więc niby kto normalny chodziłby
teraz po dworze szukając swojego zalanego w trupa brata po ciemnych zakamarkach
najgorszej dzielnicy w Londynie? Och, no tak. Ja. Zdążyłam się już
przyzwyczaić. Powiedziałam mu, że to ostatni raz, kiedy chodzę i go szukam. No
bo poważnie, on w ogóle nie myśli. A jeżeli używał kiedykolwiek szarych komórek
to chyba w podstawówce. Jestem naprawdę wkurzona, bo obiecał mi. Obiecał, że
już nigdy nie tknie alkoholu. Ale gdybym dalej go tak słuchała to pewnie w
zimie chodziłabym w klapkach.
Mimo to, on jest jednak moim bratem. Starszym o jakieś pięć
sekund, ale zawsze mi to wypomina.
Dobra, skup się. Szukaj blond czuprynki w czerwonej
czapeczce. Wytężyłam wzrok i wreszcie go zobaczyłam. Siedział na ławce z
łokciami opartymi o kolana i tępym wzrokiem patrzył się przed siebie. A jednak
nie jest pijany. Mogłam to rozpoznać nawet z tej odległości. Jego oczy zawsze
mówią mi wszystko. Podeszłam do niego, siadając obok i przytulając do jego
boku.
Wiedziałam, że tego potrzebuje. Jednak jego męskie ego nigdy
nie przyznałoby mi racji. Eh, faceci. Niespodziewanie odwzajemnił uścisk, co
nie powiem, zaskoczyło mnie, ponieważ nigdy nie był skory do takich uczynków.
- Wszystko ok.? –spytałam.
- A czemu miałoby nie być? –odpowiedział pytaniem na
pytanie.
-Hym… może dlatego, że mnie przytuliłeś?
-A to nie mogę już przytulić swojej małej siostrzyczki?
Wybuchłam śmiechem i odsunęłam się, żeby spojrzeć w jego
oczy. Śmiały się razem z nim, więc nie jest u niego najgorzej. Wiedziałam też,
że niedługo zacznie mi się zwierzać. I tym razem się nie pomyliłam.
- Rzuciła mnie. – powiedział tylko.
- Och. Lepiej dla mnie. – uśmiechnęłam się zadziornie.
- Co? – spytał łapiąc mnie za rękę.
Zawsze tak robił odkąd tylko pamiętam. Gdy jeszcze mieliśmy
razem jedno łóżko, nie zasnął dopóki nie potrzymał mnie za rękę.
- No wiesz. W końcu nie będę musiała się tobą dzielić. –
posłałam mu uśmiech.
Tym razem to on zaczął się śmiać. Od razu się do niego
przyłączyłam.
Nagle już nie czułam gruntu pod nogami. Zostałam brutalnie
podniesiona do góry. Spojrzałam na Kevina przerażona, a ten dureń mały aż
kipiał od śmiechu! Nosz, matko! Niech tylko znowu stanę na błogosławionym
gruncie.
- Jesteś moją jedyną, prawdziwą przyjaciółką, a do tego siostrą.
To chyba oczywiste, że jesteś najważniejsza. Kocham Cię, Nic, moja młodsza o
pięć sekund siostrzyczko.
Chyba nie muszę mówić jak ciepło zrobiło mi się na sercu.
Nigdy nie byłam wrażliwa aż tak, żeby się rozpłakać po takich słowach, więc po
prostu przytuliłam się do niego, gdy postawił mnie na ziemi. Wtuliłam się w
jego czarną, skórzaną kurtkę.
- Wiem. Ja ciebie też, Kev.
- No to skoro już wyznaliśmy sobie tą miłość to może
pójdziemy coś zjeść?
No co za głupek! Jak można tak piękną chwilę zepsuć jakimś zwyczajnym
pytaniem o jedzenie? Kto umie robić coś takiego? Oh… mój starszy braciszek, a
któż inny? Jednak jego pomysł wydał mi się bardzo kuszący, bo jakby nie patrzeć
to jednak nie jadłam prawie cały dzień.
- Jasne. Ale potem lody i cappuccino. – uśmiechnęłam się do
niego.
- Ok, kto ostatni u Anabeli, ten stawia! – krzyknął w biegu.
Jak ja kocham tego durnia.
___________________________
Proszę o komentarz :*

Świetna historia, dopiero zaczynam czytać, ale już jestem pod wrażeniem :D Podziwiam szczegółowość, to jednak pozwala się wczuć w opowiadanie !
OdpowiedzUsuńO jejku, dziękuję!
UsuńOsobiście uważam, że pierwsze rozdziały są ... nie takie jakie bym chciała XD
Ale dziękuję za pozytywną opinię i motywację do pisania ! :)